Panel symetrystów na Gazeta.pl. Wróbel: W tych wyborach chodzi o to, by dać opór nienawistnikom i wariatom

- Żyjemy w kampanii wyborczej, która jest najbardziej polaryzującą w historii III RP - ocenił Grzegorz Sroczyński w trakcie panelu symetrystów na łamach Gazeta.pl. Uczestnicy dyskusji stwierdzili, że dwie przodujące partie, czyli PiS i PO zaczynają się do siebie upodabniać.

Na łamach Gazeta.pl i OKO.press odbył się panel symetrystów odwołany wcześniej z Campus Polska. W rozmowie udział wzięli Dominika Sitnicka, Jan Wróbel i Grzegorz Sroczyński, a dyskusję moderował Marcin Meller. 

Na wstępie rozmowy goście podjęli temat symetryzmu, a także tego jak jest obecnie odbierany w przestrzeni medialnej. - Nie ma czegoś takiego jak symetryści. Jest sprawne narzędzie wymyślone lata temu. Polega to na tym, że nie powiela się oficjalnej narracji antyPiS-u, gdy odstaje się w jedną lub drugą stronę można zostać oskarżonym o symetryzm - rozpoczął Meller. Jak dodał, główne oskarżenia kierowane pod adresem symetrystów są takie, że nie widzą oni różnic między PiS i PO oraz usprawiedliwiają zło PiS, bo Platforma również miała swoje za uszami. 

- Jeżeli o kimś się mówi, że ktoś jest symetrystą, to szuka się go w mediach liberalnych, nie szuka się w "Do Rzeczy" - oceniła Dominika Sitnicka z OKO.press. 

- Ja jestem konserwatystą i patrzę na wszystkie partie przez szkiełko i z tego coś wynika. Moich tekstów krytycznych jest więcej o PiS-ie niż o Platformie, a to dlatego, że PiS rządzi, więc tych treści jest więcej - stwierdził Jan Wróbel. W jego ocenie jedynymi symetrystami w Polsce są ludzie z Konfederacji i Lewicy.

Prowadzący rozmowę Marcin Meller przyznał, że próbował spisać nazwiska symetrystów, gdy organizował ten panel. - Wśród oskarżających to jest niemalże jakaś sekta masońska. Jakieś sekretne powiązania, że jak ktoś z kimś się kontaktuje. O symetryzm oskarżana jest np. Dominika Wielowiejska, która używa narzędzi poznawczych i jeśli coś się nie zgadza, to opisuje to po swojemu. Jakiekolwiek odejście od narracji antypisowskiej jest od razu nieakceptowalne (...). Zaproponowałem ten skład, który mamy tu dzisiaj. Wybrałem osoby myślące samodzielnie. Panel myślących samodzielnie nie brzmi seksi - stwierdził. - Kluczem nie był tu symetryzm. Bardziej różnorodność - dodał. 

Zobacz wideo Gazeta.pl i OKO.press przejmują "panel symetrystów". Meller, Sitnicka, Sroczyński i Wróbel we wspólnej rozmowie

- Żyjemy w kampanii wyborczej, która jest najbardziej polaryzującą w historii III RP - ocenił Grzegorz Sroczyński z Gazeta.pl. Jak dodał, najczęściej zarzut wobec symetrystów stosują osoby, które uprawiają partyjną publicystykę. - To nie jest dziennikarstwo - dodał.

- Czy w tych realiach debata polityczna jest możliwa? - pytał Meller.

- Od 18 lat nigdy nie jest to dobry czas na debatę - stwierdził Sroczyński. 

Sroczyński: Cały komunikat i PiS, i PO jest skierowany do ich "ultrasów"

Wątek tego, jak postrzegany jest symetryzm w czasie trwającej obecnie kampanii wyborczej, poruszyła Dominika Sitnicka. - Mamy kilka tygodni do wyborów. Także jest ciśnienie "proszę nie jątrzyć i nie mącić". "Poczekajcie z debatą, pytaniami, to nie ten moment". Pojawiły się komentarze "cicho, cicho, to nie moment na ten trudny temat" (...). Jeżeli partie opozycji demokratycznej wygrają wybory, będą mieli supertrudny czas i będzie to samo, każdy, kto będzie pisał, analizował, opisywał rzetelnie, pokazując wszystkie napięcia, będzie słyszał to samo od polityków, co słyszy teraz przed wyborami. Pojawią się hasła: "proszę nie przeszkadzać". "My teraz mamy władzę, odsunęliśmy PiS, to nie ma czasu na debatę" - oceniła dziennikarka.

W ocenie Jana Wróbla "debata polityczna i społeczna w Polsce jest w ostatnich latach sztucznie podtrzymywana i straciła na popularności". 

Grzegorz Sroczyński porównał z kolei kampanię do meczu, na który zaproszeni są sami "ultrasi", wierni wyznawcy PiS i PO. Rodziny z dziećmi miałyby zostać w domach, bo ultrasi chcą walki, a oni by "przeszkadzali". Jego zdaniem to jest metafora tegorocznych wyborów. - Cały komunikat i PiS, i PO jest skierowany do ich "ultrasów". A "piknikowcy" - ci, którzy mają wątpliwości - (słyszą) "zostańcie w domach". Dlatego frekwencja w tych wyborach będzie niska, bo ludzie mają dość - ocenił.

Wróbel: Strony nie pis-owska i nie po-owska nie mają swojego Mentzena

- Strona nie pis-owska i nie po-owska nie ma swojego Mentzena. Konfederacja ma i już ma 10 proc. Pozostali mogą zostać w domu, bo nie mają nikogo, kto uczciwie pociągnie ich w kierunku silnych, patriotycznych emocji. (...) W tych wyborach chodzi o to, by dać opór nienawistnikom i wariatom, oni nie są symetrycznie ułożeni w różnych partiach. Gdyby był Mentzen nieultrasowy, a piknikowy, to mogłoby skutkować tym, że dotrze się do tych zmęczonych wyborców - mówił Jan Wróbel. - Jest dużo wspólnej przestrzeni w Polsce, ale ona się kurczy - dodał.

- To w pewnym stopniu robił Hołownia. Tylko to przestało działać - skomentowała Sitnicka. 

"Wycofanie panelu symetrystów z Campusu Polska jest objawem pisizacji platformy"

W kolejnej części rozmowy Dominika Sitnicka zaprezentowała badanie wykonanie na zlecenie OKO.press, z którego wynikało, że o ile wśród młodszych wyborców ich preferencje wyborcze są różnorodne i rozkładają się na poszczególne partie, o tyle w grupie 50+ występują jedynie dwie partie. - Polaryzacja duopolowa to wybory ludzi po 50. roku życia - podsumowała.

- To marzenie Kaczyńskiego - mówił Sroczyński, dodając, iż Kaczyński jest przekonany, że polaryzacja da mu zwycięstwo, ale jest to też marzenie Koalicji Obywatelskiej. - Wycofanie panelu symetrystów z Campusu Polska jest objawem pisizacji Platformy. Nie dyskutujemy, jak coś jest kontrowersyjne, to jest pisowskie, a jak ktoś nie jest z nami to jest przeciwko nam - stwierdził.

- Ja uważam, że to droga do klęski. Nie chciałbym mieć w Polsce sytuacji dwupartyjnej, gdy obie te partie zaczynają się do siebie upodabniać - podsumował. 

W czasie panelu symetrystów transmitowanego m.in. na Gazeta.pl internauci mieli możliwość zadawania pytań. Widzowie debaty pytali m.in. o to, jak doprowadzić do depolaryzacji polskiej sceny politycznej. - Nie widzę tak istotnego problemu w polaryzacji, tylko w tym, co z nią robimy - mówił Jan Wróbel. - Nie mam problemów z polaryzacją, dopóki nie uważa się, że druga strona to zdrajca, Hitler i trzeba go wbić w ziemię - dodał Grzegorz Sroczyński.

-  Używanie języka, w którym nie raz zdarzy się krytyka PO lub zauważenia czegoś, co PiS robi dobrze. Taki inny język mógłby doprowadzić do zwycięstwa. Ten język ma szansę - mówił z kolei Jan Wróbel.

Więcej pytań internautów i odpowiedzi panelistów znajdziecie w poniższym tekście:

Więcej o: