Były działacz PiS w "Newsweeku" o fałszowaniu wyborów. W sieci krytyka. "Skandal i nieodpowiedzialność"

"Newsweek" opublikował wywiad z byłym działaczem Prawa i Sprawiedliwości, który opowiada o rzekomych fałszerstwach wyborczych. Przyznaje nawet, że sam "miał wpływ na fałszowanie głosów". Rozmówca tygodnika nie przedstawia dowodów na prawdziwość swoich twierdzeń. Publikacja tygodnika spotkała się z krytyką.

Marek Zagrobelny, jak sam mówi, rozstał się z partią w 2015 roku. Wywiad w "Newsweeku" nie jest jego debiutem w dużych mediach. W ubiegłym roku wydał też książkę "Pokochać PiS". Zagrobelny należy do Ruchu Marka Materka, prezydenta Starachowic. To stowarzyszenie skupiające m.in. aktywistów, przedsiębiorców i samorządowców. Jesienią ubiegłego roku Materka zapowiedział możliwy start w wyborach parlamentarnych.

Zobacz wideo 21-latek przeciął rondo i uderzył w inny samochód

"Krzyżyk na opuszce palca". "Newsweek" krytykowany po wywiadzie z byłym działaczem PiS

W "Newsweeku" Zagrobelny przyznaje, że niepokoi go pomysł Jarosława Kaczyńskiego dotyczący powołania tzw. korpusu ochrony wyborów. - To jest hasło, które ma mobilizować działaczy, by - w cudzysłowie - byli czujni na próby fałszowania wyborów przez opozycję. To zawsze było w partii popularne i powtarzane przez Kaczyńskiego i jego ludzi, że opozycja na pewno będzie robić wszystko, by sfałszować wybory. To część języka Kaczyńskiego mająca służyć polaryzacji społeczeństwa. Byłem kilka razy w takich korpusach ochrony wyborów w latach 2007-2014 i powiem z pełną odpowiedzialnością: członkowie tych korpusów byli zawsze gotowi do tego, by fałszować pojedyncze głosy - mówi Zagrobelny.

Dalej opowiada, w jaki sposób "ludzie PiS" fałszują wybory. Przekonuje, że fałszerstwa odbywają się "na najniższym poziomie". - Po prostu dostawia się krzyżyki na kartach do głosowania lub fałszuje się podpisy wyborców. To się robi dyskretnie - mówi i objaśnia rzekomy proceder: - Nadchodzi godzina 21, przewodniczący komisji zarządza koniec głosowania, zamyka się lokal, następuje wysypywanie kart do głosowania z urny. Członek komisji wyborczej bierze dyskretnie długopis, maluje krzyżyk na opuszce palca i przy kontakcie ręki z kartą wyborczą chucha na palec tak, by ten atrament był wilgotny i stawia krzyżyk, jakby odbijał pieczęć na karcie. Jeśli to karta, na której jest oddany głos na Koalicję Obywatelską, to dostawia drugi krzyżyk na liście innej partii, a wiadomo, że jak są krzyżyki na dwóch różnych listach, to głos jest nieważny.

Konferencja Janusza Kowalskiego i Tadeusza CymańskiegoNieoczekiwany gość na konferencji Kowalskiego. "Janusz, rządzisz!"

Zagrobelny utrzymuje, że był świadkiem fałszerstw, a nawet "miał wpływ na fałszowanie głosów". W trakcie wywiadu były działacz PiS nie przedstawia dowodów, na opisywane fałszerstwa. 

Publikacja spotkała się z krytyką w mediach społecznościowych. "Czy pan Zagrobelny właśnie się przyznał do fałszowania wyborów i zatajenia przestępstwa?" - pyta blogerka kataryna. 

"Nieodpowiedzialne"

Merytorycznie do treści wywiadu odniósł się Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej i Instytutu Badań Spraw Publicznych. Okładkę tygodnika (którego najnowsze wydanie promowane jest wspomnianym wywiadem) Pawłowski nazywa "największym skandalem i nieodpowiedzialnością od bardzo wielu lat". 

Donald Tusk (zdjęcie ilustracyjne)Dlaczego Donald Tusk nagle zniknął z telewizji? Poseł KO mówi o chorobie

"W ostatnich wyborach w 27 tys. komisjach wyborczych pracowało ponad 200 tys. osób. Przez 10 lat 'przewinęło' się przez komisje przynajmniej pół miliona osób, a tygodnikowi udało się dotrzeć do 1 (słownie: jednego) świadka fałszowania i na nim opiera swoją tezę i okładkę" - zauważa ekspert. Dalej zauważa: "Pod lokalami wyborczymi od lat przeprowadza badanie IPSOS. W 2019 roku różnica w wyniku PiS podana przez PKW a badaniem exit poll wyniosła 0,01 p.p. Czy w fałszowaniu wyników wyborów bierze udział IPSOS?". 

Odnosząc się do teorii z "krzyżykami", Pawłowski zwraca uwagę, że liczba głosów nieważnych maleje "z wyborów na wybory". "W 2011 było to 4,52 proc., w 2015 - 2,53 proc. a w 2019 - 1,11 proc. Za czasów PO było ich 3x więcej. Czy oznacza to, że za PO się bardziej fałszowało wybory?" - pyta. Ponadto zwraca uwagę, że "większy odsetek nieważnych głosów znajdziemy na zachodzie i północy Polski, gdzie przewagę mają wyborcy opozycji".

Cały wątek z uwagami Pawłowskiego można przeczytać na Twitterze: 

Więcej o: