"Umieranie za coś, co jest do dupy, nie jest mądre. Lepiej wziąć 36 mld". Morawiecki chce forsować ustawę o SN

Jacek Gądek
Obóz premiera Mateusza Morawieckiego chce forsować ustawę o Sądzie Najwyższym, bo uznaje ją za rzecz niezbędną do zachowania szansy na trzecią kadencję. W praktyce oznaczałoby to postawienie Solidarnej Polski, opozycji i prezydenta Andrzeja Dudy pod ścianą z tak zarysowanym wyborem: albo popieracie, a przynajmniej nie blokujecie ustawy odmrażającej miliardy z UE, albo działacie na szkodę Polski. Ustawa jest w planie pracy Sejmu już na najbliższym posiedzeniu.
Zobacz wideo Janusz Kowalski pisał "veto albo śmierć". Cymański: Nie podzielam takich ostrych słów

Mówi członek rządu, bliski premierowi: - Umieranie za coś, co jest do dupy, nie jest mądre. Najlepiej to byłoby spakować ten cały nasz wymiar sprawiedliwości i go zakopać trzy metry pod ziemią, aby dostać 36 mld euro z Unii Europejskiej.

Opinia bez owijania w bawełnę, ale to, że jest gorzej, niż było, mówili publicznie także prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki.

Przesilenie ws. KPO jest nieuniknione. Jego odblokowaniu ma służyć ustawa o Sądzie Najwyższym, która znalazła się w porządku obrad Sejmu na najbliższym posiedzeniu (11-13 stycznia). Ale jak to przesilenie będzie wyglądać?

Obóz premiera chce, by było ekspresowe. Nanoszenie poprawek w projekcie i ponowne negocjacje z Komisją Europejską zajęłyby kolejne tygodnie, a w ocenie ludzi Morawieckiego nie ma na to już czasu. Zwłaszcza że ustawa o SN i tak ma już prawie miesięczny poślizg - miała być rozpatrywana w Sejmie w połowie grudnia, ale spadła z porządku obrad.

Sprawa KPO - krytyczna dla obozu premiera

Premier przez minione miesiące przekonywał prezesa PiS do zawarcia z Komisją Europejską jakiegoś porozumienia. I to mu się udało. Potem do forsowania tego dealu w Sejmie Morawiecki przekonywał także, gdy prezes PiS był w szpitalu (wyszedł z niego 5 stycznia, obolały, po operacji wszczepienia endoprotezy kolana).

Układ z Komisją Europejską wynegocjował minister ds. europejskich Szymon Szynkowski vel. Sęk. W obozie PiS wszyscy dobrze wiedzą, że to po prostu spełnienie oczekiwań Brukseli - rozszerzenie testu bezstronności sędziego i przeniesienie spraw dyscyplinarnych sędziów z Sądu Najwyższego do Naczelnego Sądu Administracyjnego. De facto to kapitulacja rządu PiS wobec KE.

Dla obozu premiera sprawa KPO jest węzłowa, krytyczna. Morawiecki miał być politykiem skutecznym na forum Unii Europejskiej, a pieniądze z KPO to prosty test tej skuteczności. Ponadto brak ustawy o SN rodzi ryzyko, że zagrożone będą dużo większe pieniądze z klasycznego budżetu Unii. A to byłoby już druzgocące dla obozu rządzącego i redukowałoby szanse PiS na utrzymanie władzy.

PiS chciało przeforsować ustawę ekspresowo, ale się to nie udało. Jak pisaliśmy wyżej, na grudniowym posiedzeniu Sejmu projekt znalazł się w porządku obrad, ale w ostatniej chwili zdjęła go marszałek Elżbieta Witek. Prezydent zasygnalizował bowiem, iż dobrze by było, aby Sejm spokojnie pracował nad projektem, by nie nadziać się na jego weto. Andrzej Duda przestrzegał, że "nie pozwoli, by do polskiego systemu prawnego wprowadzono akt prawny, który będzie podważał nominacje sędziowskie".

Gdy w grudniu projekt spadał z porządku obrad, ważne było jednak też to, że dla ustawy po prostu nie ma w Sejmie zdeklarowanej większości.

Solidarna Polska jej nie popiera i chce, by PiS najpierw dogadało się z prezydentem. Prezydent gwarancji na podpis z góry nie daje. Z ostateczną oceną czeka, aż ustawa PiS po uchwaleniu trafi na jego biurko. PiS z kolei - ustami posła Krzysztofa Sobolewskiego - podkreśla, że "nic, co nie będzie miało większości sejmowej oraz wsparcia prezydenta, nie będzie procedowane w Sejmie".

Pat trwa.

Osoba z Pałacu:

Najpierw chcieliby usłyszeć, że prezydent w przyszłości podpisze ustawę, a potem by szantażowali wszystkich innych w Sejmie, że blokują pieniądze z UE. Przecież to brzmi jak żart.

Trwa pat, ale trwają też rozmowy

PiS prowadzi negocjacje. Z pałacem prezydenckim nie ma jednak przełomu. Z Solidarną Polską - także bez żadnych efektów. Z PSL-em - te rozmowy są intensywne, ale poparcia ludowców dla ustawy bez poprawek nie ma.

W pałacu prezydenckim ustawa o SN budzi wątpliwości. - Czy ten projekt wypełnia warunki prezydenta? Są poważne wątpliwości. Ale to nie jest projekt prezydencki. Prezydent oceni go, dopiero gdy będzie uchwalony i trafi na biurko - mówi osoba z pałacu.

Inny współpracownik głowy państwa dodaje:

Prezydent chce KPO i mówi, że te pieniądze są niezbędne, a ich uzyskanie jest naszą racją stanu. Ale trzeba je uzyskać z poszanowaniem konstytucji.

W czasie rozmów m.in. z ludźmi premiera Pałac podnosi swoje wątpliwości, ale nie formułuje konkretnych zapisów oczekiwanych poprawek. - To w Sejmie jest miejsce na autopoprawkę bądź poprawki - słyszymy.

Niemniej, do usunięcia wątpliwości prezydenta zmiany w ustawie byłyby mile widziane. A jakie? Dotyczące przede wszystkim ryzyka podważania nominacji sędziowskich. - Nie ma na świecie demokratycznego państwa, w którym to sami sędziowie sobie decydują, kto jest sędzią, a kto nie jest - słyszymy również w pałacu.

Wątpliwości budzi też przekazanie do Naczelnego Sądu Administracyjnego spraw dyscyplinarnych sędziów, bo konstytucja nie przewiduje takich uprawnień NSA.

Ale, jak już napisaliśmy wyżej, obóz premiera chciałby uchwalenia ustawy bez zmian, które trzeba by na nowo omawiać z Komisją Europejską. Scenariuszem, który się nasuwa, jest wysłanie przez prezydenta - skoro miałby wątpliwości konstytucyjne - ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. W TK trwa jednak wojna wewnętrzna sędziów-buntowników z Julią Przyłębską, której nie uznają oni już za prezeskę. Trybunał może zaraz więc być kompletnie sparaliżowany.

PiS nie ma większości w Sejmie dla tej ustawy, więc o jakich decyzjach prezydenta w ogóle teraz mówić?

- dziwi się współpracownik głowy państwa.

Więcej o: