Sąd Najwyższy oddalił skargę Ziobry ws. transpłciowej kobiety. Nie mogła nosić w pracy damskiego stroju

Sąd Najwyższy oddalił skargę nadzwyczajną złożoną przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę. Ziobro zaskarżał wyrok z 2020 r., w którym sąd nakazywał wypłatę zadośćuczynienia i odszkodowania transpłciowej kobiecie. Joanna Ż. pozwała niedoszłego pracodawcę, bo uzależniał jej zatrudnienie od noszenia męskiego uniformu.

Joanna Ż. jest osobą transpłciową. Od marca 2015 r. zaczęła zakładać kobiecą odzież, rozpoczęła też terapię hormonalną, powodującą m.in. zanik zarostu. Przed katowickim sądem wszczęła też postępowanie, w wyniku którego w 2017 r. sąd ustalił, że jest kobietą. Dokonała zmiany imienia, nazwiska oraz PESEL-u.

Jeszcze przed formalną zmianą danych wysłała zgłoszenie do jednej ze spółek na stanowisko recepcjonistki. Mimo że oficjalnie nosiła jeszcze męskie imię, posłużyła się już imieniem kobiecym. Została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Osoby przeprowadzające rozmowę nie sprawdzali dokumentu tożsamości kobiety, ona sama też nie informowała o swojej transpłciowości.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

Joanna Ż. przeszła pomyślnie rekrutację i skierowano ją do działu kadr. Tam dostała dokumenty do wypełnienia, w tym ankietę personalną. Gdy jedna z przełożonych zapoznała się z dowodem kobiety (wciąż zawierającym męskie dane), zadzwoniła do drugiego przełożonego, który to zaakceptował. Przełożona zadbała też o to, by Joanna Ż. dostała damski uniform, który kobieta przymierzyła.

Później Joanna Ż. dowiedziała się, że ze względu na przepisy, na jej legitymacji muszą znajdować się dane z dowodu osobistego. Nie pozwolono jej też nosić damskiego stroju. Ostatecznie nie została zatrudniona.

Pracownicy spółki twierdzą, że to Joanna Ż. nie zgodziła się męskie imię na legitymacji. Ona sama podtrzymywała jednak, że przyjęła ten warunek, bo nie miała wyboru. Nie chciała jednak zgodzić się na to, by nosić męski strój służbowy.

Firma w oficjalnym piśmie skierowanym do kobiety stwierdziła, że rzeczywistym powodem niezawarcia umowy było podanie nieprawdziwych danych osobowych podczas procesu rekrutacyjnego.

Zobacz wideo Czarzasty: Kwintesencją władzy Ziobro jest trzymanie ludzi za pysk

Sąd Rejonowy: Nie doszło do dyskryminacji

W październiku 2017 r. Joanna Ż. złożyła pozew do sądu, domagając się 1480 zł w ramach odszkodowania i zadośćuczynienia. Twierdziła, że padła ofiarą dyskryminacji i molestowania. Na tę kwotę składało się 880 zł (równowartość dochodu, jaki utraciła, szukając nowej pracy) i 600 zł zadośćuczynienia.

Dwa lata później Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa oddalił powództwo. W orzeczeniu stwierdzono, że podczas procesu rekrutacji i w zakresie zatrudnienia Joanny Ż. nie doszło do naruszenia zasady równego traktowania z uwagi na transpłciowość.

IKEAWyrok ws. kierowniczki z Ikei. Zwolniła pracownika za wpis o osobach LGBT

Sąd Rejonowy uznał, że kobieta nie została potraktowana mniej korzystnie niż osoba, która nie byłaby transpłciowa.

Co więcej, sąd uznał, że Joanna Ż. wprowadziła spółkę w błąd już na samym początku, "zatajając" swoje imię i płeć. Sąd przyjął wersję pracodawcy, który wskazywał, że to kobieta nie chciała przyjąć warunków spółki w kwestii danych na legitymacji.

Sąd Okręgowy: To była dyskryminacja

Joanna Ż. złożyła apelację. Sąd Okręgowy w Warszawie w 2020 r. przyznał kobiecie rację, nakazał spółce wypłatę 1480 zł (wraz z odsetkami od października 2017 r.) oraz zwrot kosztów sądowych.

"Dla Sądu Okręgowego dużo bardziej wiarygodna wydaje się wersja powódki, że zadzwoniła zaniepokojona, co do braku kontaktu ze strony pracodawcy i wówczas otrzymała informację, że warunkiem podjęcia współpracy jest zgoda na męskie umundurowanie. Powódka miała wówczas zareagować emocjonalnie" - czytamy w uzasadnieniu Sądu Okręgowego.

Według sądu przełożony uzależnił zatrudnienie kobiety od wykonywania obowiązków w stroju męskim.

"To właśnie ta okoliczność w ocenie powódki stanowiła przejaw jej nierównego traktowania. Natomiast kwestia legitymacji służbowej miała znaczenie drugorzędne. Zgodzić należy się z Sądem Rejonowym, że treść danych zawartych w legitymacji musiała być zgodna z danymi zawartymi w dowodzie osobistym. Powódce bez wątpienia uniemożliwiono jednak wykonywanie pracy w stroju kobiecym" - wskazywał Sąd Okręgowy.

Alex Knapik-Gauza i Kasia Gauza, łódzkie aktywistki i społeczniczki, podjęły decyzję o emigracji do Szwecji. Przez kryzys klimatyczny, degradację systemu edukacji i podejście państwa do osób LGBTKE chce ochrony praw dzieci par jednopłciowych na terenie całej wspólnoty

Sędziowie zwrócili uwagę w wyroku 2020 r., że "osoba o żeńskim wyglądzie i żeńską płcią metrykalną otrzymałaby kobiecy strój, a więc spódnicę i garsonkę".

"Powódka została natomiast potraktowana mniej korzystnie wyłącznie ze względu na jej tożsamość płciową - fakt, że pozostaje metrykalnie płci męskiej, a wygląda, zachowuje się i czuje się jak kobieta" - czytamy.

Sąd stwierdził jasno, że pracodawca nie miał prawa oczekiwać, aby "dane na legitymacji przypiętej w widocznym miejscu były zbieżne z ubiorem noszonym podczas wykonywania obowiązków pracownika ochrony".

"Problem ubioru nie dotyczył tylko kwestii doboru spodni bądź spódnicy, jako elementu umundurowania. (...) kobiety noszą żakiet, garsonkę i białą koszulę, a mężczyźni garnitur i białą koszulę. Oba stroje różnią się znacząco i są typowe dla danej płci. Trudno uznać, aby powódka, która czuła się i wyglądała jak kobieta, mogła zaakceptować konieczność chodzenia w męskim garniturze" - wskazywał Sąd Okręgowy.

Sąd Najwyższy oddala skargę Ziobry

W kwietniu 2021 r. prokurator generalny Zbigniew Ziobro złożył skargę nadzwyczajną. W swojej skardze wskazywał m.in., że pracodawca "został ograniczony w swoich wolnościach i prawach konstytucyjnych związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej".

Prokurator ocenił, że "podjęte działanie co do stroju i wpisu na legitymacji, które dotyczyło płci metrykalnej, a nie takiej, którą deklarowała Powódka, nie spowodowało niekorzystnych dysproporcji lub szczególnie niekorzystnej dla niej sytuacji".

Ziobro skupił się jednak w swojej skardze na ustaleniach Sądu Rejonowego, który twierdził, że kobieta nie chciała zgodzić się na męskie imię na legitymacji, a nie Sądu Okręgowego, który uznał, że zgodę wyraziła, a głównym problemem była kwestia żeńskiego stroju.

Jarosław KaczyńskiSzczucie na Niemcy i opozycję. Oto spotkania Kaczyńskiego z sympatykami

W czwartek Sąd Najwyższy skargę oddalił. Jak czytamy w uzasadnieniu, argumentacja prokuratora generalnego opiera się na innej ocenie dowodów niż ta, której dokonał Sąd Okręgowy.

"Nie ma też wątpliwości, że osoba o żeńskim wyglądzie i żeńskiej płci metrykalnej otrzymałaby kobiecy strój, natomiast Powódka została potraktowana mniej korzystnie wyłącznie ze względu na jej tożsamość płciową - fakt, że pozostawała metrykalnie płci męskiej, a wyglądała, zachowała się i czuła oraz była postrzegana jak kobieta" - czytamy w uzasadnieniu.

Zdaniem SN, uzależnienie zatrudnienia od założenia męskiej stroju było dyskryminacją.

"Wolność działalności gospodarczej nie ma charakteru absolutnego i może być ograniczona w formie ustawowej ze względu na ważny interes publiczny. (...) Samodzielną, konstytucyjną granicę wolności gospodarczej stanowi zakaz dyskryminacji" - czytamy.

Więcej o: