Dlaczego PiS nie chce komisji śledczej ds. rosyjskich wpływów? Ujawniamy powody

Jacek Gądek
Dlaczego PiS, a zwłaszcza premier Mateusz Morawiecki, nie chce komisji śledczej ds. afery podsłuchowej, ale mówi o weryfikacyjnej, tworzonej ustawą? - Premier obawiał się raportu końcowego komisji śledczej tuż przed wyborami, a weryfikacyjna nie musi takiego przedstawiać - mówi rozmówca z obozu władzy. Poza tym PiS, co przyznają sami politycy w tej partii, nie ma dobrych posłów do komisji śledczej, a do weryfikacyjnej można powołać członków spoza Sejmu.
Zobacz wideo Zbigniew Girzyński: Wzajemna niechęć Ziobry i Morawieckiego jest powszechnie znana

Gdy tygodnik "Newsweek" zacytował zeznania Marcina W. - jednego z oskarżonych w aferze podsłuchowej - o tym, że taśmy miały zostać sprzedane służbom specjalnym Rosji, Platforma Obywatelska zgłosiła wniosek o powołanie komisji śledczej ds. szpiegowskiego wątku.

Więcej o polityce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w odpowiedzi ujawnił protokoły z przesłuchań W., a w nich takie rewelacje jak rzekoma łapówka dla Michała Tuska, syna byłego premiera. Jednocześnie PiS ogłosiło, że komisji śledczej nie chce. Premier wyszedł za to z pomysłem stworzenia - w drodze ustawy - komisji weryfikacyjnej na wzór tej reprywatyzacyjnej. Wedle premiera komisja ta zajęłaby się tym, "w jaki sposób dochodziło do wpływów rosyjskich w obszarze bezpieczeństwa i systemu energetycznego". Dodawał twardo, że trzeba badać to "bez znieczulenia", by zobaczyć, kto nas "pchał w niedźwiedzie łapy Kremla".

Także prezes PiS zaczął mówić, że bardzo chce komisji weryfikacyjnej.

Powołanie komisji weryfikacyjnej wcale nie jest jednak już przesądzone.

- Na tę chwilę jest decyzja, żeby komisję weryfikacyjną uchwalić. Nie sposób jednak wykluczyć, że znów się skończy na tym, że pojawi się projekt ustawy, a za chwilę sprawa tak szybko przestanie kogokolwiek interesować, więc nie będzie sensu jej uchwalać. Ale na dzisiaj raczej powstanie i będzie pracować w tle.

A dlaczego PiS, a zwłaszcza szef rządu, nie chcą zwykłej komisji śledczej, ale ustawowo tworzonej komisji weryfikacyjnej? Powody są dwa.

Powód pierwszy: komisja weryfikacyjna nie musi wcale przedstawiać końcowego raportu, a śledcza musiałaby go uchwalić i to tuż przy dniu wyborów.

- Morawiecki nie chce, aby powstałą komisja śledcza, bo taka musiałaby zakończyć działalność w tej kadencji i przedstawić raport końcowy - mówi jeden z polityków obozu rządzącego. A ten raport mógłby być dla premiera niekorzystny.

W komisji śledczej mógłby się bowiem znaleźć labilny Paweł Kukiz czy koło Polskie Sprawy i Solidarna Polska, dla której Morawiecki jest wrogiem wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. Patrząc na historię poprzednich komisji śledczych, raport taki jest przedmiotem politycznych przepychanek i targów czy niespodziewanych poprawek. Raport byłby źródłem ryzyka dla premiera, bo w końcu Morawiecki był w czasach rządów PO jednym z członków rady gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku, a przede wszystkim został też nagrany w aferze podsłuchowej przez Marka Falentę.

Polityk z obozu rządzącego: - Jeśli sprawa Falenty [skazanego za aferę podsłuchową - red.] będzie grillowana, to jedną z osób przez niego nagranych był Morawiecki i trudno byłoby ten fakt pominąć. A przecież nie ujawniono do tej pory całości taśm z Morawieckim, więc się boją, że może to w końcu wypłynąć.

O ile komisja śledcza musiałaby zbadać sprawę całościowo do końca kadencji, to komisja weryfikacyjna stworzona na mocy ustawy nie ma tego ograniczenia i mogłaby się skupić tylko na wygodnych punktach do wyborów, a kłopotliwe odłożyć na potem.

Powód drugi, dla którego PiS nie chce komisji śledczej: PiS zwyczajnie nie ma dobrych posłów do pracy w komisji śledczej. O ile śledcza musi się składać z posłów, to weryfikacyjna już nie - jej skład można dowolnie zapisać w nowej ustawie. Komisja weryfikacyjna, jeśli powstanie, to tylko w części może się składać z parlamentarzystów.

- Posłowie PiS to bryndza, a przecież to ludzie, przede wszystkim przewodniczący, decydują o tym, czy komisja odnosi sukces czy porażkę. Nie ma w PiS ludzi, którzy daliby radę pociągnąć komisję śledczą - mówi polityk z tego obozu.

Inny polityk, który należy do PiS, dodaje: - W komisji potrzebne są dziobaki, które jak znajdą coś w dokumentach, to nie odpuszczą. A my już teraz mamy za mało posłów do pracy w zwykłych komisjach sejmowych, a przez ten rok każdy poseł będzie miał na głowie jeszcze kampanię wyborczą.

Komisje śledcze okazywały się póki co mniejszymi albo spektakularnymi porażkami, choć za wyjątkiem komisji ds. afery Rywina. Nowogrodzka za to, co mówi publicznie Jarosław Kaczyński, docenia komisję weryfikacyjną ds. warszawskiej reprywatyzacji. Komisje śledcze ds. Amber Gold, ds. nacisków, Orlenu czy sprawy zabójstwa Krzysztofa Olewnika niewiele wniosły bądź poniosły klęskę. Także komisja ds. pedofilii wypada bardzo słabo.

Czy za pomysłem komisji weryfikacyjnej stoi jakaś szersza strategia? Otóż nie.

Mówi poseł PiS: - Strategia jest reaktywna. Skoro Platforma wyskakuje z Marcinem W., to dostają strzała od Marcina W. w jego zeznaniach [zeznał, że syn Donalda Tuska rzekomo wziął 600 tys. euro łapówki, co nawet prokuratura pod wodzą Zbigniewa Ziobro uznała za niewiarygodną opowieść - red.]. Wyskakują z komisją śledczą, to spada im na głowę pomysł komisji weryfikacyjnej ds. ich decyzji wiążących energetycznie Polskę z Rosją.

Pozornie jednak działania PiS mogą wyglądać na przemyślany ciąg. Wcześniej bowiem TVP uderzała w Donalda Tuska (filmem "Nasz człowiek w Warszawie") i Radosława Sikorskiego (filmem "Pan z Chobielina") oskarżeniami o to, że działali na korzyść Rosji i są sługami reżimu Putina. - To wstępny research. Oni w TVP to robią z własnej inicjatywy - mówi polityk PiS. Z kolei zwłaszcza TVP Info, opierając się na zeznaniach Marcina W. w aferze podsłuchowej, sufluje historię o rzekomej łapówce dla syna szefa PO. - Nowe kierownictwo TVP miało intencję, by zmieniać ton TVP Info, ale po rządach Jacka Kurskiego to orka na ugorze - mówi polityk PiS.

Więcej o: