PiS powoła komisję weryfikacyjną? Tusk głównym świadkiem. "Wielotygodniowy spektakl"

PiS najprawdopodobniej powoła komisję, która zbada rzekome działania rządu PO-PSL zmierzające do uzależnienia Polski od Rosji - mówi Onetowi polityk KO Robert Kropiwnicki. - PiS chce zorganizować wielotygodniowy spektakl - twierdzi polityk opozycji. Głównym celem ataku ma być Donald Tusk.

W połowie października Donald Tusk oświadczył, że oczekuje utworzenia komisji śledczej ws. nowych wątków dotyczących afery podsłuchowej. 21 października posłowie KO złożyli wniosek w tej sprawie. To reakcja polityków na ustalenia "Newsweeka", z których wynika, że nagrania z afery podsłuchowej, zanim zmieniły oblicze polskiej polityki i podważyły wiarygodność przedstawicieli władzy, zostały sprzedane Rosjanom przez Marka Falentę. Takie wnioski płyną z zeznań jego wspólnika - Marcina W.  

Możliwe, że Zjednoczona Prawica zrealizuje "życzenie" Donalda Tuska. Nie wiadomo jednak, czy lider opozycji do końca będzie zadowolony z efektów. "Komisja ma badać okres od 2007 roku. To początek rządów PO-PSL. To właśnie ten rząd w 2010 r. podpisał umowę gazową z rosyjskim Gazpromem, który wygasa w tym roku" - pisze serwis Jej celem jest zweryfikowanie działań, jakie rzekomo miały uzależniać Polskę od Rosji. Na liście głównych świadków znalazłby się Donald Tusk. - wynika z ustaleń Onetu. 

- PiS chce zorganizować wielotygodniowy spektakl związany z tworzeniem ustawy o komisji weryfikacyjnej. Tymczasem ustawa o komisji śledczej już jest, wystarczy przyjąć odpowiednią uchwałę - mówi Onetowi polityk KO Robert Kropiwnicki. 

Zobacz wideo Czy prokuratura będzie chciała wyjaśnić nowe wątki w aferze podsłuchowej? Śmiszek: Nie ma takiej woli

Jak zaznaczył poseł, PiS będzie "chciało dowolnie pożonglować uprawnieniami komisji weryfikacyjnej. Stąd taki wybór". W jego ocenie ta sprawa nadaje się wyłącznie na komisję śledczą. 

O potrzebie powołania komisji weryfikacyjnej mówił w środę Mateusz Morawiecki. Szef rządu, podczas konferencji prasowej, mówił, że jest "gorącym zwolennikiem" komisji, która zweryfikowałaby potencjalne działania i kontakty, które służyły uzależnieniu Polski od Rosji. 

- Polacy mają prawo wiedzieć, kto i kiedy podejmował jakie decyzje, kto co robił, uzależniając nas coraz bardziej, a to od Gazpromu, a to od różnych korporacji rosyjskich, także na przykład w kontekście [...] grupy Azoty - tłumaczył Mateusz Morawiecki.

Premier o komisji ws. energetyki. Premier o komisji ws. energetyki. "Będzie badała bez znieczulenia"

Przypomnijmy, że w październiku dziennikarz tygodnika "Newsweek" Grzegorz Rzeczkowski ujawnił, czego dotyczyły zeznania wspólnika Marka Falenty, Marcina W. Mężczyzna miał opowiedzieć prokuratorowi o wspólnej wizycie w Kemerowie (centrum administracyjne obwodu kemerowskiego w Rosji) w maju 2014 r. Wtedy Falenta na godzinę zniknął z Rosjanami. Po powrocie miał stwierdzić, że "sprzedał wszystko".

Więcej najnowszych informacji przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Przed wspomnianym wyjazdem do Rosji w maju 2014 r. Marcin W., który w sprawie miał status małego świadka koronnego, miał dzwonić do Rosjan i pytać, czy są zainteresowani nagraniami kompromitującymi polskich polityków. Odparli, że oczywiście. Falenta i W. spotkali się wtedy z Igorem Prokudinem, głównym udziałowcem firmy KTK, która odpowiadała za handel węglem między Rosją i Polską. Produkin był zaufanym człowiekiem gubernatora Kemerowa - Amana Tułajewa, polityka bliskiego Kremlowi.

Miesiąc później "Wprost" i "Do Rzeczy" zaczęły publikować stenogramy rozmów nagranych w warszawskich restauracjach. "Newsweek" wskazuje powiązanie obu tytułów z Rosją ("Obie gazety poprzez spółki zależne kontrolowane są przez firmę PMPG, za którą stoi Michał Lisiecki. Biznesmen przejął ją w 2006 r. od ludzi ze Związku Przemysłowego Donbasu, który po kilku latach przeszedł w ręce rosyjskich oligarchów").

Marek Falenta - zdjęcie archiwalneMarek Falenta przerwał milczenie: Nigdy nie spotkałem nikogo z rosyjskich służb

Marcin W. w swoich zeznaniach z 2021 r. stwierdził, że to nie Rosjanie zlecali podsłuchy. Jego zdaniem Falenta wykorzystał sytuację, by zarobić i uregulować dług, jaki miał wobec jednej z rosyjskich firm - podaje "Newsweek". Dziennikarze kontaktowali się z Marcinem W. i jego pełnomocniczką oraz prokuraturą. Nie uzyskali odpowiedzi na pytania dotyczące zeznań W.

Afera podsłuchowa bez wątku szpiegostwa

Prokurator, który przesłuchiwał byłego wspólnika Falenty, nie odniósł się do ujawnionych przez niego kontaktów z Rosjanami i sprzedaży im taśm. Nie zapytał o to ani on, ani śledczy, którzy badali W. wariografem. Gdańska prokuratura regionalna, która prowadzi postępowanie, zaznacza, że "ten jak i inne wątki poruszone w wyjaśnieniach podejrzanego, a następnie oskarżonego Marcina W. są rozpoznawane w odrębnym postępowaniu, wyłączonym z akt śledztwa zakończonego aktem oskarżenia".

Afera podsłuchowa dotyczy nagrywania rozmów kilkudziesięciu osób związanych z polityką i biznesem, do którego miało dochodzić w latach 2013-2014 w kilku stołecznych restauracjach, m.in. w lokalu Sowa & Przyjaciele. Wśród nagrywanych byli między innymi: ministrowie rządu Donalda Tuska, ówczesny prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka czy były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Marek Falenta był jedną z czterech zatrzymanych osób, którym zarzucano instalowanie nielegalnych podsłuchów. 

Marek Falenta podczas rozprawy w sprawie 'Afery podsłuchowej' w sądzie okręgowym w Warszawie, 21.07.2016 r.Falenta sprzedał taśmy Rosjanom. Śledztwo "Newsweeka"

W 2016 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Falentę na dwa i pół roku więzienia. W 2017 roku wyrok się uprawomocnił. Obrona oskarżonego wnosiła o odroczenie wykonania kary ze względu na zły stan zdrowia biznesmena, jednak w 2018 roku stołeczny Sąd Okręgowy odrzucił ten wniosek. W styczniu Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował, że Marek Falenta ostatecznie trafi do więzienia.  Jednak ten, zamiast stawić się w zakładzie karnym, uciekł z kraju. Ściganego Europejskim Nakazem Aresztowania biznesmena zatrzymano 5 kwietnia 2019 r. w Hiszpanii, a następnie sprowadzono do Polski. 

Kasację wyroku, o którą zawnioskowali pełnomocnicy Falenty, oddalił później Sąd Najwyższy. Zgody na ułaskawienie biznesmena nie wyraził natomiast prezydent Andrzej Duda

Więcej o: