Lichocka pozywa Budkę, ten odpowiada: Ja się nie boję, bardzo chętnie przed sądem odpowiem

- Ja się nie boję, bo ten akt oskarżenia jest tak idiotycznie skonstruowany, że podejrzewam, że sąd umorzy to postępowanie - powiedział Borys Budka w odpowiedzi na pozew Joanny Lichockiej. - Ja bardzo chętnie przed sądem odpowiem, ale to pokazuje jak ważne są wolne, niezależne sądy i niezawiśli sędziowie - dodał poseł.
Zobacz wideo Posłanka Lichocka pokazała w Sejmie środkowy palec

Jak informowaliśmy w czwartek na stronie Gazeta.pl, Joanna Lichocka pozwała Borysa Budkę z art. 212 Kodeksu karnego - przepis dotyczy zniesławienia. Chodzi o słynny gest posłanki PiS, która prawie trzy lata temu po głosowaniu nad pieniędzmi dla TVP, według posłów opozycji skierowała w ich kierunku środkowy palec. Lichocka twierdziła wtedy, że jej gest źle zinterpretowano.

Budka: Ja się nie boję

Wieczorem podczas wystąpienia w Sejmie Borys Budka odniósł się do powyższego zarzutu. - To nie jest sprawa o uchylenie mojego immunitetu, bo ja sobie z panią Lichocką i wami wszystkimi w sądzie poradzę. Natomiast to jest sprawa, jak władza w sposób absolutnie bezkarny może odnosić się nie tyle do opozycji, ale do obywateli. Ten słynny gest, o który dzisiaj toczy się to postępowanie jest wyjątkowo obraźliwy - powiedział poseł. - W jakich to działo się okolicznościach? Wówczas ta izba decydowała, czy dwa miliardy złotych rocznie przeznaczyć na falę hejtu, nienawiści, na te żenujące spektakle w mediach, które kiedyś były publiczne, a zostały zawłaszczone przez obecną władzę, czy też przeznaczyć je dla chorych onkologicznie - dodał.

Jak zaznaczył, większość PiS zdecydowała wówczas, że miliardy złotych dostanie Telewizja Polska. - I w geście triumfu pani poseł Lichocka pokazała w naszą stronę ten nieprzyzwoity gest. Ona później broniła się, mówiła, że oko poprawiała. (...) Ona w mediach przepraszała, ale tak nie do końca, bo później zmieniła tę linię - podkreślił Budka. - Teraz pani poseł Lichocka wnosi prywatny gest oskarżenia wobec mnie, jako szefa klubu - uwaga - że pozwoliłem na to, aby mówić o jej geście, że parlamentarzyści i parlamentarzystki przypominali o tym, co widziała cała Polska - powiedział.

- Ja się nie boję, bo ten akt oskarżenia jest tak idiotycznie skonstruowany, że podejrzewam, że sąd umorzy to postępowanie. (...) Ja bardzo chętnie przed sądem odpowiem, ale to pokazuje jak ważne są wolne, niezależne sądy i niezawiśli sędziowie - dodał.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

SejmW Sejmie debata nad "lex Czarnek" bez Czarnka. "Koszmar z ulicy Nowogrodzkiej"

Słynny gest Lichockiej

13 lutego 2020 roku, podczas głosowania w Sejmie nad przekazaniem 2 mld złotych na rzecz mediów publicznych, posłanka Prawa i Sprawiedliwości Joanna Lichocka pokazała, jak twierdzi Budka, środkowy palec w kierunku ław sejmowych - gest powszechnie uważany za obraźliwy. Podczas tych obrad posłowie odrzucili poprawki Senatu, który chciał przekazać pieniądze na leczenie pacjentów onkologicznych.

Polityczka wyjaśniała, że chciała się podrapać pod okiem. Na Twitterze Lichocka napisała wtedy: "Przesuwałam dwukrotnie palcem pod okiem, energicznie, bo byłam zdenerwowana. Nic więcej, a politycy PO sądzą po sobie". Później oznajmiła, że ujęcia zostały zmanipulowane.

Sejmowa komisja etyki ukarała posłankę naganą za obraźliwy gest, ale polityczka odwołała się od decyzji i ostatecznie karę anulowano. Wizerunek Joanny Lichockiej z sytuacji w Sejmie pojawił się później na plakatach w wielu polskich miastach. Billboardy były oznaczone podpisem "PiS pozdrawia chorych na raka".

Joanna Scheuring-WielgusScheuring-Wielgus może w piątek stracić immunitet. "Są równi i równiejsi"

Więcej o: