Za plecami Ziobry PiS próbuje wyciągnąć pieniądze z KPO. Boi się jednak, że "dostanie gonga"

Jacek Gądek
Rząd PiS wciąż negocjuje z Komisją Europejską, by za wszelką cenę odmrozić pieniądze na KPO i nie dopuścić do zamrożenia jeszcze większych z klasycznego, unijnego, budżetu. - Trwają przygotowania do odwrotu - mówi jeden z członków rządu o tych rozmowach. Publicznie już nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński mówi o "elastyczności" wobec UE, choć niedawno twierdził, że "dość tego dobrego".
Zobacz wideo Zbigniew Girzyński: Wzajemna niechęć Ziobry i Morawieckiego jest powszechnie znana

- Wszystko to wygląda, jak przygotowanie elektoratu na sytuację, w której będzie już kompletna kapitulacja, Mont Blanc kapitulacji - mówi jeden z członków rządu.

Nowogrodzka nie chce się żegnać z 36 miliardami euro na Krajowy Plan Odbudowy. Ani z kilka razy większą górą pieniędzy z klasycznego budżetu Unii Europejskiej. Pożegnanie z euro to dla PiS bowiem ogromne ryzyko - czy wręcz pewność - pożegnania także z władzą w wyborach jesienią 2023 r.

Ursula von der Leyen w Polsce"Nie ma co ściemniać, że chodzi o coś innego". PiS boi się, że UE obali władzę

Rząd PiS wynegocjował już dawno "kamienie milowe" - konieczne do spełnienia, by dostać pieniądze na KPO. To m.in. skasowanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, stworzenie ścieżki odwoławczej dla sędziów karanych przez tę izbę, stworzenie nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów czy też możliwość swobodnego testowania sędziów przez innych sędziów. Jednak rząd PiS wciąż jeszcze negocjuje to, jak wypełnienie tych "kamieni" będzie weryfikowane (pisała o tym "Rzeczpospolita"). Dopiero na podstawie bardzo szczegółowej metody weryfikacji można będzie czarno na białym stwierdzić, czy "kamienie" zostały przez Polskę osiągnięte, czy nie.

Wynegocjowanie całości metod weryfikacji to dobry pretekst do nowelizacji ustaw - w tym także sądowych. Pretekst to tym lepszy, że poprzednią nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym - autorstwa prezydenta - uchwalano, gdy rząd PiS nie dopiął jeszcze warunków weryfikacji, trochę w ciemno. Można by więc argumentować: skoro dopiero teraz znamy metody weryfikacji, to niezbędne są korekty ustaw, by się do nich dostosować.

Zwłaszcza obóz premiera Mateusza Morawieckiego dąży do porozumienia z Komisją Europejską.

- Premier i jego ludzie przekonują wewnątrz PiS, że przegramy wybory przez brak pieniędzy z UE - mówi rozmówca z obozu Prawa i Sprawiedliwości.

Zwolennicy ułożenia się z KE mają zielone światło od Jarosława Kaczyńskiego na szukanie dealu z Brukselą. Dzieje się to za plecami Solidarnej Polski. W obozie rządzącym słychać takie przekonanie: można się spodziewać, że pojawi się nagle projekt ustawy, który będzie napisany pod metody weryfikacji "kamieni milowych". - W każdej chwili może ktoś wyjść z projektem ustawy - mówi polityk z obozu rządzącego.

Jarosław Kaczyński wyraźnie i to publicznie dał znać, że rząd może podjąć kolejną próbę ułożenia się z Komisją Europejską.

Prezes PiS stwierdził, że "umiemy rozmawiać i wiemy, gdzie trzeba wykazać pełną elastyczność". Ale na nim nie koniec. Także europoseł Adam Bielan wprost w mediach mówi, że "ten spór trzeba zakończyć", więc "namawia w Zjednoczonej Prawicy, by być jeszcze bardziej elastycznym" wobec Komisji Europejskiej. Przekaz prezesa PiS i jego bliskiego współpracownika jest skoordynowany. Podobnie też o "elastyczności" mówi rzecznik PiS Radosław Fogiel. A minister ds. europejskich Szymon Szynkowski vel Sęk w Radiu Plus przyznawał, że na razie polski rząd nie wyśle wniosku do Komisji Europejskiej o wypłatę środków na KPO. Powód? Wedle ministra nie ma jeszcze "gotowości" Brukseli, ale - podkreślał - trwają rozmowy i "jeżeli z tych rozmów będzie wynikała gotowość do sprawnego procedowanie, to wniosek zostanie złożony". Nowy minister ds. europejskich publicznie się udziela dużo bardziej niż poprzednik, Konrad Szymański, i jest ostrzejszy w retoryce od niego, ale kierunek polityki pozostał ten sam: próbować się dogadać z Brukselą. Sęk nie ma być grabarzem ds. europejskich, ale ministrem.

Tyle publicznie. A nieoficjalnie? - Nie wysłano wniosku o wypłatę na KPO, bo jest strach, że rząd dostanie gonga od Komisji Europejskiej.

Bo - powtórzmy - ani nie wynegocjowano warunków weryfikacji "kamieni milowych", ani też - śledząc wypowiedzi przedstawicieli KE, a to do nich będzie należeć decyzja - obecnie "kamienie" ws. sądów nie są jeszcze wypełniane. Jeśli zatem PiS chce wyszarpać pieniądze na KPO, to musi precyzyjnie wynegocjować sposób oceny, czy "kamienie" zostały wypełnione i podług nich w ostateczności przeforsować ustawę.

Na drodze do noweli ustawy o SN już raz stała Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. Jeśli pojawi się kolejna, to opór zapewne się powtórzy. Negocjacje z Brukselą odbywają się zresztą za plecami Solidarnej Polski.

Największa obawa ziobrystów jest taka, że jeśli spełni się żądanie KE, a więc jedni sędziowie będą mogli swobodnie weryfikować innych sędziów, to chaos w sądach będzie już totalny. Zdaniem SP Bruksela i tak nie da Polsce pieniędzy, bo chce obalić obecny rząd, a do mrożenia euro potrzebuje jedynie pretekstów. W razie podparcia się przez PiS głosami opozycji przy nowelizacji ustaw sądowych ziobryści - jak to już nie raz czynili - grożą wyjściem ze Zjednoczonej Prawicy.

Wyraźnie jednak widać, że szeregi gotowych na walkę z Brukselą topnieją. W obozie PiS skrzętnie wyłapano wysyp tekstów publicystycznych, które do dealu z UE wprost wzywają. Był tekst w TVP.Info autorstwa Samuela Pereiry o konieczności "resetu z UE", bo jest to "po prostu niezbędne". Radził on: "Jak mawia stare polskie przysłowie, 'mądry głupszemu ustępuje', a w polityce można to zamienić na 'mądry cwanemu ustępuje, żeby na końcu mądrością cwanego wycwanić'". Ta cwaność miałaby oznaczać, że polski rząd spełni warunki UE, czyli pozwoli na wzajemne weryfikowanie się sędziów, co może według niego doprowadzić do potwornego chaosu. Ale przez ten chaos "obywatele sami zobaczą, że wcale sędziowie nie są oni ofiarą, ale sprawcą zamieszania w wymiarze sprawiedliwości". Zarazem - wedle autora z prorządowego portalu - zniknie pretekst dla Brukseli, by mrozić miliardy euro, z kolei opozycja straci narrację w kampanii wyborczej 2023 r. Cwane to? Argumentacja jest drugorzędna, a wniosek prosty: spełnić wszystkie oczekiwania Brukseli.

W podobnym tonie pisali i mówili Piotr Semka z "Do Rzeczy" i Wiktor Świetlik (Interia, TVP).

- Koronkowa operacja - mówi jeden z polityków obozu rządzącego. Bo najpierw był wysyp poważanych w elektoracie konserwatywnym, a potem wypowiedzi prezesa PiS i jego najbliższych współpracowników. W tym samym duchu: elastyczność i do przodu!

Ta zmiana retoryki wobec UE jest radykalna, bo jeszcze w wakacje prezes PiS odgrażał się UE, że "dość tego dobrego". - Jednego dnia, że ani jednego guzika nie oddamy, a potem, że oddamy wszystko - śmieje się nasz rozmówca z rządu.

W obozie Morawieckiego - i szerzej wśród zwolenników zamknięcia frontu z UE - panuje przekonanie, że nie warto umierać za sędziów Igora Tuleyę, sędziego Piotra Gąciarka czy sędziego Piotra Juszczyszyna (są oni szykanowani przez władzę). Umierać, czyli rezygnować z pieniędzy z UE i w ten sposób samemu skazywać się na klęskę w wyborach w 2023 r.

Dla Solidarnej Polski walka z - jak zwą ziobryści - "nadzwyczajną kastą" to jednak składowa DNA. Jak Ziobro miałby wytłumaczyć się swoim wyborcom (szacowanym na 2-3 proc., choć sami ziobryści twierdzą, że i nawet 5 proc.), że kapitulują przed sędziami, opozycją, Unią Europejską? To dla nich byłaby katastrofa. Dla PiS taka kapitulacja byłaby trudna, ale elektorat PiS - nawet jeśli reformy sądów były w programie PiS i na sztandarach - nie jest aż tak mocno przywiązany do orania sądów.

Więcej o: