"GW" o "zaginionej taśmie kompromitującej premiera": W 2019 roku CBA szukało jej u wydawcy "Wprost"

W 2019 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne przeszukało mieszkanie Michała Lisieckiego, właściciela tygodnika "Wprost" - podaje "Gazeta Wyborcza". Funkcjonariusze mieli szukać niepublikowanego w aferze taśmowej nagrania Mateusza Morawieckiego.

Cały tekst "Afera podsłuchowa. Jak CBA szukało 'zaginionej taśmy Morawieckiego' u właściciela 'Wprost'" dostępny na stronie "Gazety Wyborczej"

Zobacz wideo Kierwiński: Nie mamy się czego obawiać, jeśli chodzi o komisję śledczą

Jak podaje "Gazeta Wyborcza", w grudniu 2018 roku odbyło się przesłuchanie Tomasza S., wspólnika Michała Lisieckiego. Wówczas niepokój prokuratury i służb miał wzbudzić ten fragment jego zeznań: "Lisiecki chwalił się, że ma jeszcze inne nagrania, które się nie ukazały [w aferze taśmowej - red.], (...) a które mogą być niekorzystne dla wielu osób". W tym kontekście - podkreśla "GW" - S. mówił o dobrych relacjach wydawcy "Wprost" z politykami Prawa i Sprawiedliwości. "Michał [Lisiecki - red.] bardzo często spotyka się z różnymi politykami z opcji obecnie rządzącej. Utrzymuje bliskie znajomości z takimi politykami jak np. premier Mateusz Morawiecki. Od Michała wiem, że z premierem jest on na ty" - miał zeznać świadek.

"GW": Morawiecki miał opowiadać o zakupie na tzw. słupy

Czego miała dotyczyć taśma kompromitująca premiera? Jak poinformowała "Gazeta Wyborcza", powołując się na swoje źródła, Tomasz S. miał zeznać, że Lisiecki może posiadać rozmowę Mateusza Morawieckiego, w czasie której miał on mówić o kupowaniu nieruchomości na podstawione osoby, czyli tzw. słupy. Sam wydawca "Wprost" przekazał, że takie nagranie nie jest mu znane i nigdy nim nie dysponował. "Tomasz S. złożył pomawiające mnie zeznania, starając się o status małego świadka koronnego w sprawach, w których ponosi odpowiedzialność karną za popełnione nadużycia jako urzędnik państwowy - syndyk. Zeznania (wyjaśnienia) takie złożył po wielu miesiącach (6-7) przebywania w areszcie śledczym (wydobywczym)" - podkreślił.

W związku z zeznaniami Tomasza S. - zaznacza "GW" - na początku 2019 roku funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli właśnie do mieszkania Michała Lisieckiego. W lokalu mieli oni szukać niepublikowanych nagrań z afery taśmowej, wśród nich to kompromitujące premiera Morawieckiego.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

Jak słowa Jarosława Kaczyńskiego wpływają na wizerunek PiS? Polacy ocenili [SONDAŻ]Jak słowa Jarosława Kaczyńskiego wpływają na wizerunek PiS? Polacy ocenili

O co chodziło w aferze podsłuchowej?

Afera taśmowa wybuchła 14 czerwca 2014 roku. To wtedy "Wprost" opublikował stenogramy rozmów kilkudziesięciu osób związanych z polityką i biznesem. Nielegalne podsłuchy zainstalowano w kilku stołecznych lokalach. Najgłośniejsze nagrania powstały w restauracji Sowa & Przyjaciele. Rozmowy były rejestrowane w latach 2013-2014. Wśród nagrywanych byli między innymi: ministrowie rządu Donalda Tuska (w tym: szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, minister transportu Sławomir Nowak, minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz), ówczesny prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka, były prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz ówczesny szef Banku Zachodniego WBK Mateusz Morawiecki.

Jak wynika z ustaleń "Newsweeka", nagrania z afery podsłuchowej, zanim zmieniły oblicze polskiej polityki i podważyły wiarygodność przedstawicieli władzy, miały zostać sprzedane Rosjanom. Dziennikarz tygodnika Grzegorz Rzeczkowski ujawnił, czego dotyczyły zeznania Marcina W., wspólnika Marka Falenty. Mężczyzna miał opowiedzieć prokuratorowi o wspólnej wizycie w Kemerowie (centrum administracyjne obwodu kemerowskiego w Rosji) w maju 2014 roku. Wtedy Falenta na godzinę zniknął z Rosjanami. Po powrocie miał stwierdzić, że "sprzedał wszystko".

Radosław Fogiel w Porannej Rozmowie Gazeta.plRadosław Fogiel o TVP: Ja nie dostrzegam szczucia na Donalda Tuska

Więcej o: