Fogiel pytany o mowę nienawiści w TVP, opowiada o "morderstwie w jedną z miesięcznic". Sprawdziliśmy, jak było

- Jednak jest jedna strona sporu politycznego, która odpowiada za ten dzisiejszy język nienawiści w Polsce - powiedział w Porannej Rozmowie Gazeta.pl rzecznik PiS. - To nie zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości gromadzą się na spotkaniach z Donaldem Tuskiem, plują i obelżywie atakują uczestników tych spotkań, tylko jakimś dziwnym trafem w ten sposób są atakowani uczestnicy spotkań z Jarosławem Kaczyńskim - podkreślił Radosław Fogiel, odnosząc się do sugestii, że "telewizja publiczna szczuje" na lidera PO.
Zobacz wideo Komisja ws. afery podsłuchowej? Pytamy wicemarszałka Sejmu

W ostatni wtorek młody mężczyzna próbował wtargnąć do siedziby Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Na miejsce przyjechała policja, która wyprowadziła 20-latka na zewnątrz. Mężczyzna wykrzykiwał, że "chce spotkać się z prezesem" Jarosławem Kaczyńskim, a także groził ochroniarzowi śmiercią.

O to, jak w praktyce wygląda ochrona Jarosława Kaczyńskiego i siedziby partii został zapytany w Porannej Rozmowie Gazeta.pl Radosław Fogiel. - Wszystkich szczegółów nie będę ujawniał. My zdajemy sobie sprawę - po morderstwie działacza PiS w Łodzi [Marka Rosiaka - red.], po różnych wydarzeniach, po morderstwie człowieka w jedną z miesięcznic na Krakowskim Przedmieściu - że nastroje społeczne, które opozycja wywołuje...  - mówił rzecznik partii rządzącej, na co prowadzący program Jacek Gądek zwrócił mu uwagę, żeby nie obwiniać siebie wzajemnie o ataki. Polityk powiedział więc, że ochrona siedziby Prawa i Sprawiedliwości "wygląda w sposób profesjonalny i właściwy".

Co do "morderstwa człowieka w jedną z miesięcznic na Krakowskim Przedmieściu" - sprawdziliśmy, najpewniej chodzi o śmierć mężczyzny z 10 lutego 2018 roku - wówczas, jak opisywała prokuratura, Adrian C. ugodził mężczyznę (37-letniego Pawła, pracownika Tramwajów Warszawskich) nożem, a ten zmarł. Do zdarzenia faktycznie doszło przed miesięcznicą smoleńską - ale informujący o sprawie prokurator Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie zaznaczał, że "śledczy nie wiążą go z samą miesięcznicą". To zresztą cytat z tekstu na stronie tvp.info, w którym opisywano sprawę (informowano również: "na Krakowskim Przedmieściu między dwiema grupami osób doszło do nieporozumienia, które przerodziło się w agresję słowną; następnie Adrian C. ugodził mężczyznę nożem").

"Wyborcza Warszawa"  tak opisywała okoliczności zdarzenia:

Zaczęło się od wymiany zdań pomiędzy 26-letnim informatykiem Adrianem C. a 37-letnim Pawłem, inspektorem z Tramwajów Warszawskich. Mężczyźni, przy barierkach ustawionych wzdłuż ul. Trębackiej, widzieli się pierwszy raz w życiu. Obaj byli na spotkaniach towarzyskich ze swoimi znajomymi i akurat spacerowali po Śródmieściu.

W toku sprawy zeznania złożyli bezpośredni świadkowie zdarzenia: Leszek W. i Piotr W - opisywał warszawski oddział TVP. "Mężczyźni to koledzy zabitego, z którym wcześniej uczestniczyli w spotkaniu towarzyskim. Leszek W. zeznał, że po wyjściu z lokalu Paweł K. zwrócił uwagę jakiemuś mężczyźnie, który demolował barierki odgradzające teren przy Pałacu Prezydenckim. Doszło do wyzwisk. - Nie było widać jakichś rękoczynów, ten mężczyzna jakby odepchnął kilka razy Pawła - zeznał Leszek W. Później okazało się, że "odepchnięcia to ugodzenia nożem" - opisywano.

Sąd Apelacyjny w Warszawie zmienił wyrok sądu pierwszej instancji - Adrian C. spędzi w więzieniu 25 lat.

Powiązanie sprawy z mową nienawiści nie ma jednak potwierdzenia w rzeczywistości.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

Monika PawłowskaStarszy mężczyzna groził pracownicy biura Moniki Pawłowskiej

Fogiel o TVP: Ja nie dostrzegam szczucia na Donalda Tuska

Poseł był dopytywany również, czy podczas objazdu po Polsce Jarosław Kaczyński jest bezpieczny. - Można twierdzić, że każde działanie polityczne pod tym kątem generuje ryzyko. My, jako Prawo i Sprawiedliwość, dokładamy wszelkich starań, aby te ryzyka zminimalizować. Myślę, że do minimalizacji wszelkich ryzyk przyłożyłyby się przemyślenia po tej drugiej stronie, żeby jednak nie opierać się na ludziach, którzy w sposób wulgarny atakują przeciwników politycznych, nie zapowiadać, że siłą się będzie wyprowadzało konstytucyjne organy - powiedział.

Odpowiedział mu Jacek Gądek. - Panie rzeczniku, nie wiem jak pan, ale ja często oglądam TVP. I cały czas słyszę tam oskarżenia, że oto Donald Tusk to jest - w skrócie - niemiecki agent, wszystko robi "für Deutschland". To też jest nakręcanie ogromnych, niezdrowych, szkodliwych emocji - zauważył dziennikarz portalu Gazeta.pl. - I pamiętam w 2018 roku był taki incydent, że ktoś zaatakował dom syna Donalda Tuska, w którym przecież małe dzieci też były - dodał.

- Wszelkie media są tutaj oczywiście nie bez winy - stwierdził Radosław Fogiel i podkreślił, że nie pamięta ataku na dom syna przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, ale "każde takie zachowanie powinno być z całą stanowczością karane, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości".

Gądek zasugerował, że w takim razie PiS mógłby "przywołać do porządku telewizję publiczną, żeby nie szczuć na Donalda Tuska". - Ale ja nie dostrzegam szczucia na Donalda Tuska. (...) Dostrzegam u pana próbę takiego niesprawiedliwego rozłożenia win i zasług, bo jednak jest jedna strona sporu politycznego, która odpowiada za ten dzisiejszy język nienawiści w Polsce. To nie zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości gromadzą się na spotkaniach z Donaldem Tuskiem, plują i obelżywie atakują uczestników tych spotkań, tylko jakimś dziwnym trafem w ten sposób są atakowani uczestnicy spotkań z Jarosławem Kaczyńskim - powiedział polityk, dodając, że każdy sobie może wnioski z tego wyciągnąć.

Magdalena OgórekIncydent w biurze PiS. Ogórek: "1933 się kłania. Tusk wkracza na tę samą drogę"

Więcej o: