"Lex Czarnek 2.0" też może nadziać się na weto Andrzeja Dudy. Spór wokół jednego punktu

Jacek Gądek
"Lex Czarnek 2.0" w wersji, w jakiej został zgłoszony przez posłów PiS, może znów się nadziać na weto Andrzeja Dudy. Największe wątpliwości w Pałacu Prezydenckim budzą restrykcyjne zapisy utrudniające naukę domową. Według naszych rozmówców z PiS skończy się jednak na poprawkach, co ułatwi głowie państwa podpisanie ustawy. We wtorek sejmowa komisja ma rozpatrywać "Lex Czarnek 2.0" i projekt Dudy.
Zobacz wideo Czy polskie szkoły powinny uczyć obsługi broni? Pytamy posłankę Dziemianowicz-Bąk

Mówi osoba z Kancelarii Prezydenta: - Są w tym projekcie nowe kwestie, czyli edukacja domowa.

Polityk PiS, który akurat jest za ustawą, ale nie całą: - Zapisy o edukacji domowej? Kuriozalne.

MEN od miesięcy prowadziło konsultacje z Pałacem Prezydenckim. Wiceminister Dariusz Piontkowski pielgrzymował do Pałacu na rozmowy z minister Małgorzatą Paprocką. Ale żadnego dealu, że ustawa w zgłoszonej formie będzie podpisana, nie ma. Są, ale rozbieżności. I to mimo że przed zgłoszeniem projektu konsultowano go także z kancelarią premiera i szefową sejmowej komisji edukacji. - Wiceminister Dariusz Piontkowski po prostu nienawidzi edukacji domowej - mówi znający go polityk PiS. A to Piontkowski w dużej mierze pisał ustawę.

Jak skończy "Lex Czarnek 2.0"? - Ustawa w tej formie, w jakiej została zgłoszona, z takimi przepisami o edukacji domowej, może nawet zostać zawetowana. Ona w tej formie mogłaby nie przejść nawet przez Sejm. Na pewno będą poprawki i w ostatecznej wersji już będzie uchwalona i do zaakceptowania przez prezydenta - słyszymy od rozmówcy z PiS bliskiego sprawie.

Dziś jednak wciąż zapisy o edukacji domowej w "Lex Czarnek 2.0" są kością niezgody. Są też ryzykowne - i to podwójnie. Po pierwsze: dla uczniów. Po drugie: dla samego PiS. Dlaczego?

Najważniejsze: uczniowie i edukacja domowa

Zacznijmy od uczniów, bo są najważniejsi. Dzieci korzystających z edukacji domowej jest 31,5 tys. (dane z września 2022). Temat przybrał na wadze, bo liczba domowych uczniów wzrosła bardzo w pandemii. Proces przechodzenia uczniów z edukacji tradycyjnej na domową wygląda tak: rodzice najpierw zapisują dzieci do szkoły, a potem proszą dyrektora o zgodę na naukę domową, przejmując tym samym odpowiedzialność za wyniki dziecka. Szkoła ma jednak wspierać uczniów i organizować im egzaminy. Powstały więc szkoły nastawione na uczniów w trybie edukacji domowej - największą jest warszawska Szkoła w Chmurze, która ma 11 tys. uczniów. Koszty prowadzenia takiej szkoły są niższe, a subwencja na ucznia jest wypłacana, choć również niższa niż zwyczajna.

Projekt posłów PiS zwany "Lex Czarnek 2.0" może przeorać zupełnie rynek takich szkół, a jednocześnie zatorować edukacyjną ścieżkę. Bo szkoła mogłaby jedynie połowę swoich uczniów mieć w trybie edukacji domowej. Miałaby też obowiązek posiadania dla nich (fizycznie) miejsca w szkole. Egzaminy - wedle projektu - też mają być stacjonarne, a nie zdalne. I jeszcze jedno: ustawa przywraca rejonizację - uczeń domowy musi mieć szkołę w swoim województwie.

Mówi polityk PiS, który uznaje ustawę za potrzebną, ale obawia się, że wyleje ona uczniów z kąpielą: - Trzeba wyeliminować z rynku te szkoły, które zwyczajnie oszukują. Przecież niektóre robią nawet egzaminy w zdalny sposób. Mają po kilka-kilkanaście tysięcy uczniów, dostają subwencję, a nawet egzaminów nie chce im się zrobić na miejscu. Co uczeń ma ze szkoły, która jest molochem online?- pyta.

Pałac Prezydencki chce wyjaśnień i korekt

W Pałacu Prezydenckim jest oczekiwanie, aby wnioskodawcy ustawy - w praktyce MEN - dokładnie się wytłumaczyli z proponowanych zapisów o edukacji domowej. I, co ważne, byli otwarci na poprawki. Bo, jak słyszymy od urzędników z Kancelarii Prezydenta, konieczne jest zważenie dwóch wartości: realnego wsparcia szkoły w edukacji domowej i wolności rodziców w takiej edukacji.

- Uczeń w trybie edukacji domowej dziś ma czasami 300 km do szkoły, egzaminy zdaje zdalnie, tak jak kilkanaście tysięcy innych uczniów w takiej szkole, bo ona tak naprawdę działa tylko online - słyszymy w Pałacu Prezydenckim. Taka sytuacja jest, według prezydenckich urzędników, nieakceptowalna, ale z drugiej strony projekt idzie za daleko z ograniczeniami edukacji domowej.

Dwa oczekiwania Pałacu

Prezydentowi najbardziej zależy zatem na dwóch kwestiach ws. "Lex Czarnek 2.0".

Pierwsza: odkurzenie projektu prezydenta z 2020 r. o wpływie rodziców na zajęcia dodatkowe w szkołach. - Rodzice muszą wiedzieć, jaki jest dokładny program zajęć dodatkowych i móc świadomie podejmować decyzje o uczestnictwie w nich swoich dzieci - słyszymy w kancelarii prezydenta.

Druga: porządne przedyskutowanie sprawy edukacji domowej, aby nie wylać uczniów z kąpielą. Tu bez poprawek się nie obędzie.

Ryzyko dla PiS

A teraz drugie ryzyko związane z "Lex Czarnek 2.0" - polityczne dla PiS.

W obozie rządzącym można usłyszeć chłodną ocenę, że PiS samo napytało sobie biedy wokół "lex Czarnek". Raz, że przy okazji wersji sprzed pół roku nadziano się na weto Andrzeja Dudy. A w nowej wersji pojawiły się dyskusyjne zapisy o edukacji domowej, które na nowo grożą wetem.

W PiS słychać, że z takiej edukacji korzystają ludzie z twardego elektoratu PiS - z rodzin wielodzietnych czy zamieszkujący tereny, skąd daleko do szkół. Z uwagi na bardzo wolnościowe podejście także elektorat Konfederacji jest skory korzystać z edukacji domowej. - No i jest furia wśród tych ludzi. Wyzywają Czarnka, ale już nie Piontkowskiego, a to właśnie Piontkowski nienawidzi edukacji domowej - mówi nam jeden z polityków PiS.

W porównaniu z ogólną liczbą uczniów, ci w edukacji domowej, to mniej niż jeden procent. Politycznie temat ma jednak swoją wagę. - To nawet 100 tys. wyborców, jeśli wziąć pod uwagę rodziców i osoby z rodziny, które zajmują się domowym edukowaniem uczniów - mówi polityk PiS.

Ukłon wobec prezydenta

Przy "Lex Czarnek 2.0" PiS o tyle się zreflektowało, że odkurzono projekt prezydenta Andrzeja Dudy z 2020 r. - prestiżowo ważny, bo prezydent zgłaszał go w kampanii wyborczej.

Głos z Kancelarii Prezydenta: - Projekt był kampanijny i nie można go zignorować.

- Andrzej Duda był urażony tym, że poprzednio jego projekt został zignorowany. To był jeden z głównych powodów, dlaczego zawetował "Lex Czarnek 1.0 - dodaje dobrze poinformowany polityk PiS

Projekt Dudy leżał i Sejm - aż do teraz - nawet się nim nie zajął. We wtorek sejmowa komisja ma rozpatrywać i "Lex Czarnek 2.0", i projekt prezydenta.

Więcej o: