"Ziobro obawiał się tylko tego, że Tusk odwoła swoją konferencję". Kulisy ujawniania zeznań pana W.

- Poszli całą ławą do ataku, no i się nadziali - mówią w otoczeniu Zbigniewa Ziobry o podpieraniu się głównie przez PO zeznaniami Marcina W. o wątku szpiegowskim w aferze taśmowej. Bo Ziobro zdecydował się ujawnić część zeznań W., a w nich rewelacje jak opowieść o rzekomych 600 tys. euro łapówki dla Michała Tuska. Treść zeznań podważa wiarygodność W., nie zmienia to jednak faktu, że Prokuratura Krajowa nie ujawniła całości jego wyjaśnień, a sama PK nie dowiodła, że sprawdziła wątek szpiegowski.
Zobacz wideo Kto w Polsce ma "Z" na czole? Pytamy posła Siemoniaka

"Newsweek" w poniedziałek opisał część zeznań Marcina W., współpracownika Marka Falenty - skazanego za aferę taśmową. Marcin W. ma na koncie wyroki za działania na szkodę spółki i za przestępstwa podatkowe, a w aferze taśmowej jest oskarżonym.

Po tej publikacji szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk napisał na Twitterze: - Przykra sprawa. Nie lekceważę jej. We wtorek o 13 odniosę się do niej publicznie. Tak, to o aferze podsłuchowej. PiS-owskiej aferze. I o scenariuszu napisanym dla Kaczyńskiego obcym alfabetem.

Współpracownik ministra sprawiedliwości: - Ziobro obawiał się tylko tego, że Donald Tusk odwoła swoją konferencję. Był dziwnie spokojny.

Donald Tusk konferencji nie odwołał. Zażądał na niej powołania komisji śledczej, która zajęłaby się wyjaśnianiem wątku rosyjskiego w aferze. - Panie prezesie Kaczyński. Wzywam was do powołania sejmowej komisji śledczej, by nikt nie mógł snuć domysłów, że władza PiS została zamontowana przez rosyjskie służby - mówił.

Zbigniew Ziobro w odpowiedzi na to również na konferencji prasowej zapowiedział, że ujawni protokoły z zeznaniami Marcina W., które są podstawą tezy o wątku szpiegowskim i wpływie Rosjan na wygraną PiS w 2015 r.

Jeszcze przed publikacją zeznań i wyjaśnień Marcina W. politycy opozycji nie bardzo wiedzieli, co mówić o tezie wynikającej z publikacji "Newsweeka", że Marek Falent sprzedał Rosjanom wszystkie taśmy z rozmowami polityków. Dlatego publicznie co uważniejsi na wstępie czyni zastrzeżenia, że "jeśli okaże się to prawdą, to…" - i tu następowała, że byłoby to szokujące, porażające, etc. Wątpliwości wśród polityków opozycji budziła wiarygodność Marcina W. Mimo to Donald Tusk podjął jednak temat, bardzo mocno żądając od PiS powołania komisji śledczej. - No to się Ziobro odwinął Tuskowi - słyszymy od polityka obozu rządzącego.

Zeznania Marcina W. są bowiem pełne rewelacji, które wybitnie trącą brakiem wiarygodności. A koronnym dowodem na to są twierdzenia W., że wręczył on - razem z Markiem Falentą - 600 tys. euro Michałowi Tuskowi, synowi byłego premiera. Tusk junior stanowczo zaprzecza.

Z zeznań W.: "Michał [Tusk] wszedł i powiedział 'witam panowie'. [Falenta] powiedział: "to jest dla ciebie ta reklamówka". M. [Tusk] rozchylił reklamówkę i spytał "czy kasa się zgadza?" Ja wtedy nie wytrzymałem. Zapytałem: "czy to są jakieś jaja, tak byś wziął reklamówkę i wyszedł? A co, jak się kasa nie zgadza?". On powiedział: "nie wiem, czy oglądamy te same filmy, ale jak się j...ąłeś, to cię od...ią". Ja mu odpowiedziałem tak: "oglądamy te same filmy, też oglądałem 'Odwróconych' czy 'Świadka Koronnego'. Odpowiedział: 'cześć' i wyszedł z reklamówką".

Powtórzmy: zeznanie to aż trąci brakiem wiarygodności.

Michał Tusk przed Komisją Śledczą"Łapówka dla Tuska" w zeznaniach Falenty? Michał Tusk: To bzdury

Prokuratura nie ujawniła jednak wszystkich protokołów z zeznań bądź wyjaśnień Marcina W., a skoro tak, to intencjonalnie wybierała protokoły do publikacji.

Sam autor publikacji w "Newsweeku" Grzegorz Rzeczkowski zwraca uwagę, że ujawnienie kilku protokołów przez prokuraturę to "wrzutka mająca odwrócić uwagę opinii publicznej od afery podsłuchowej", a istotnych dokumentów według niego brakuje, wskazując na wyniki badań wariografem Marcina W. Ale także na brakujący protokół z zeznań z 29 czerwca 2021 r., gdy W. mówił, że to nie Rosjanie zlecali podsłuchy, ale to "Falenta wykorzystał sytuację, by im sprzedać nagrania, które posiadał, żeby zarobić". Prokuratura ujawniła bowiem tylko jeden protokół dotyczący wątku szpiegowskiego.

Afera podsłuchowa wybuchła 14 czerwca 2014 r. Wtedy "Wprost" opublikował stenogramy rozmów kilkudziesięciu osób związanych z polityką i biznesem. Nielegalne podsłuchy były zainstalowane w kilku stołecznych restauracjach, m.in. w lokalu Sowa & Przyjaciele. Rozmowy były nagrywane w latach 2013-2014. Wśród nagrywanych byli między innymi: ministrowie rządu Donalda Tuska (w tym: szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, minister transportu Sławomir Nowak, minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz), ówczesny prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka, były prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz ówczesny szef Banku Zachodniego WBK Mateusz Morawiecki.

Więcej o: