Afera podsłuchowa - politycy PiS oburzeni słowami Tuska, mówią o "teoriach spiskowych". "Puszczają nerwy"

Najnowsze doniesienia "Newsweeka" dotyczące afery podsłuchowej wskazują na powiązania Marka Falenty z Rosją. - Dziś prokuratura nie jest godna zaufania. Tam wątek szpiegowski, rosyjski ginie. Pan Ziobro jest bardziej tajemniczy, niż kiedykolwiek wcześniej - skomentował nowe informacje Donald Tusk. Odpowiadają mu politycy Prawa i Sprawiedliwości.

- Nigdy nie zakładałem, że politycy PiS są wplątani w aferę szpiegowską i współpracują z rosyjskimi służbami. Gdy rozpoczęła się afera pana Falenty, uprzedzałem, że PiS dają się wmontować w scenariusz pisany cyrylicą - mówił Donald Tusk we wtorek, podczas konferencji prasowej dotyczącej najnowszych doniesień "Newsweeka" na temat afery węglowej. Lider PO podkreślał, że "prokuratura dzisiaj nie jest godna zaufania", a "Ziobro jest bardziej tajemniczy, niż kiedykolwiek wcześniej" Na tę wypowiedź zareagowali politycy Zjednoczonej Prawicy. Przemysław Czarnek zaczął sugerować, że Tusk chce zrobić "z Polaków idiotów".

Zobacz wideo Czy prokuratura będzie chciała wyjaśnić nowe wątki w aferze podsłuchowej? Śmiszek: Nie ma takiej woli

Przeczytaj więcej informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Fala komentarzy po konferencji Donalda Tuska. Czarnek: Absurdalna teza

Przemysław Czarnek, próbował zbagatelizować słowa Tuska, skupiając się na treści podsłuchanych rozmów, a nie na tym, kto odpowiadał za podsłuchy.

"Pana absurdalna teza miała jakikolwiek sens, to trzeba by uznać, że te antypolskie głupoty i wulgaryzmy o Polsce wschod., o kamieni kupie itd. w Sowie wygadywaliście też na zlecenie ruskich. Z kogo Pan chce zrobić wariatów? Z Polaków?" - napisał minister edukacji na Twitterze.

W rozmowie z PAP Radosław Fogiel stwierdził, że "Politycy Platformy Obywatelskiej mogą snuć różne teorie spiskowe, ale ich rządu nie obaliły taśmy, tylko bieda i ogromne bezrobocie, jakie wtedy panowały. Donald Tusk był premierem polskiej biedy". Rzecznik PiS wystąpienie Tuska komentował też na Twitterze. 

"Od tych bzdur Tuskowi tak puszczają nerwy, że na konferencji zaczął się kłócić z dziennikarką Newsweeka" - napisał. Maria Janyska, posłanka PO zwróciła uwagę, że to politycy PiS wydają się zdenerwowani całą sytuacją.

"Wyraźnie puszczają nerwy, gdy się nie odróżnia polemiki od kłótni. Nie ma się co dziwić, w końcu afera węglowa i prawdopodobne szpiegostwo prowadzą do ludzi PiSu. Stąd chwytanie się brzytwy" - napisała posłanka.

Przewodniczący PO Donald Tusk na konferencji ws. nowych wątków w aferze podsłuchowejTusk chce natychmiastowego powołania komisji śledczej ws. afery podsłuchowej

Afera podsłuchowa. Politycy PO domagają się komisji śledczej

Poseł Robert Tyszkiewicz w mediach społecznościowych podkreślał, że bierność prokuratury jest zagrożeniem dla państwa.

"Bezczynność prokuratury w sprawie wyjaśnienia rosyjskich działań w tej kwestii zagraża bezpieczeństwu Polski!" - napisał.

Powołania komisji śledczej w sprawie afery podsłuchowej domaga się także Kinga Gajewska z PO.

"Wzywamy do powołania niezależnej od Ziobry i Kaczyńskiego komisji śledczej, która miałaby wyjaśnić, dlaczego pisowscy działacze i ich rodziny były zaangażowane w import rosyjskiego węgla. Czy władza PiSu została zamontowana przez rosyjskie służby?" - napisała na Twitterze.

Marek Falenta podczas rozprawy w Sądzie Okręgowym w Warszawie, 27.07.2016Falenta i przyjaciele. Kim są ludzie, którzy sprzedali nagrania Rosjanom?

Afera podsłuchowa. Kto miał interes w nagrywaniu polskich polityków?

Afera podsłuchowa wybuchła 14 czerwca 2014 r. Wtedy "Wprost" opublikował stenogramy rozmów kilkudziesięciu osób związanych z polityką i biznesem. Nielegalne podsłuchy zainstalowano w kilku stołecznych lokalach. Najgłośniejsze nagrania powstały w restauracji Sowa & Przyjaciele. Rozmowy były rejestrowane w latach 2013-2014. Wśród nagrywanych byli między innymi: ministrowie rządu Donalda Tuska (w tym: szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, minister transportu Sławomir Nowak, minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz), ówczesny prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka, były prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz ówczesny szef Banku Zachodniego WBK Mateusz Morawiecki.

Opublikowanie nagrań zmieniło oblicze polskiej polityki, a "ośmiorniczki", które zamówił Radosław Sikorski stały się narzędziem walki politycznej w rękach przeciwników PO. Z tekstu opublikowanego w poniedziałek przez "Newsweeka" wynika, że zanim rozmowy trafiły do polskich mediów, usłyszeli je Rosjanie.

Dziennikarz tygodnika Grzegorz Rzeczkowski ujawnił, czego dotyczyły zeznania wspólnika Marka Falenty, Marcina W. Mężczyzna miał opowiedzieć prokuratorowi o wspólnej wizycie w Kemerowie (centrum administracyjne obwodu kemerowskiego w Rosji) w maju 2014 r. Podczas tego wyjazdu Falenta na godzinę zniknął z Rosjanami. Po powrocie miał stwierdzić, że "sprzedał wszystko".

Z opublikowanego w niedzielę przez "Newsweek" tekstu wynika, że Marcin W. zaczął zeznania od przytaczania treści gróźb, które kierowali do niego Rosjanie. Były wspólnik Falenty obawiał się o życie własne i swoich dzieci. Rosjanie mieli żądać od niego, by przestał obciążać biznesmena, bo potrzebują go na wolności, by "ich spłacił".

*******

Więcej o: