Bąkiewicz poprosił policję, żeby "zabrała" dziennikarza. Funkcjonariusz: Pan sobie nie życzy

Podczas zgromadzenia publicznego zorganizowanego przez Roberta Bąkiewicza dziennikarz TVN24 chciał szefowi Stowarzyszenia Marsz Niepodległości zadać pytania. Bąkiewicz poprosił o interwencję policjanta. Funkcjonariusz kazał opuścić zgromadzenie reporterowi, bo "pan (Bąkiewicz - red.) nie życzy sobie" jego udziału.

TVN24 opublikowała nagranie z zajścia na Twitterze. Na wideo widzimy reportera TVN24 Artura Warcholińskiego idącego obok Roberta Bąkiewicza. Jak informuje stacja w artykule na swoim portalu, dziennikarz przygotowuje dla programu "Czarno na białym" materiał o szefie Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. W związku z brakiem odpowiedzi na kierowane do Bąkiewicza pytania, Warcholiński udał się na zorganizowaną przez niego manifestację. Bąkiewicz zapowiedział we wrześniu cotygodniowe przemarsze, które wyruszają spod ronda Dmowskiego w Warszawie.

Zobacz wideo Viktor Orban wybuczany w Pradze. źródło: Rada Europejska

Robert Bąkiewicz do policji: Proszę o zabranie tego pana

Na nagraniu słyszymy, jak Bąkiewicz prosi policję o "zabranie tego pana, bo przeszkadza w zgromadzeniu". 

- Może pan tego pana zabrać? - zwraca się do policjanta Bąkiewicz.

Gdy funkcjonariusz podchodzi do dziennikarza, ten podkreśla, że to zgromadzenie publiczne. - Ale pan (Bąkiewicz - red.) sobie nie życzy, żeby pan brał udział w tym zgromadzeniu - odpowiedział funkcjonariusz. - Nie życzy sobie i tyle. Czego pan nie rozumie? - dodaje. Kiedy Warcholiński dopytywał o oficjalne stanowisko policji w sprawie marszu, policjant odesłał go do biura prasowego. 

Zwróciliśmy się do Komendy Stołecznej Policji z pytaniem, na jakiej podstawie policjant nakazał dziennikarzowi opuszczenie zgromadzenia. 

Prawnik: Naruszenie prawa

Sprawę w TVN24 komentował dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Według niego doszło do naruszenia prawa. Ekspert podkreślił, że "jest też przepis, który mówi o tym, że przewodniczący zgromadzenia może zażądać opuszczenia przez uczestnika demonstracji".  - Tylko w takim przypadku, gdy on albo temu zgromadzeniu przeszkadza, albo utrudnia, albo uniemożliwia swoim zachowaniem - powiedział, dodając, że w tej sytuacji nie było takiego zdarzenia. 

Zniszczony irański dron Shahed-136 pod rosyjską nazwą Gerań-2 (zdjęcie ilustracyjne)Rosja przerzuciła drony do Białorusi. Bardzo blisko granicy z Ukrainą

"Przewodniczący zgromadzenia żąda opuszczenia zgromadzenia przez osobę, która swoim zachowaniem narusza przepisy ustawy albo uniemożliwia lub usiłuje udaremnić zgromadzenie. W przypadku niepodporządkowania się żądaniu przewodniczący zgromadzenia zwraca się o pomoc do Policji lub straży gminnej (miejskiej)" - czytamy w ustawie Prawo o zgromadzeniach. 

- Tu nie ma powodu, żeby go usuwać z tego powodu, że narusza przepisy ustawy. Nie narusza żadnych przepisów, bo bierze udział w zgromadzeniu leganie - podkreślał dr Kładoczny. Prawnik podkreślił, że "nie jest tak, że policja jest automatycznie zobowiązana do działania tylko dlatego, że przewodniczący zgromadzenia sobie tak życzy".

Do sprawy na Twitterze odniósł się Robert Bąkiewicz. Narodowiec nazwał reportera "pseudo dziennikarzyną", który "zakłócał legalne zgromadzenie". "Dziennikarz to nie święta krowa i jego przyzwoitość również musi obowiązywać. Jak nie, to do widzenia" - stwierdził.

Ruch Narodowy i Młodzież Wszechpolska ogłosiły swoje hasło Marszu NiepodległościNarodowcy kłócą się o hasło marszu. Bąkiewicz: To budzi rezonans

Więcej o: