Ujawniamy kulisy rządu PiS. Morawiecki mówił, że "Sasin sobie nie radzi" i go ośmieszał

Jacek Gądek
Walka premiera Mateusza Morawieckiego i wicepremiera Jacka Sasina ma już na celu doprowadzenie do dymisji rywala. Gazeta.pl opisuje kulisy spotkania rady doradców politycznych z premierem, na którym to szef rządu wprost mówił, że "Sasin sobie nie radzi" i obwinił go o pompowanie inflacji.
Zobacz wideo Mateusz Morawiecki pożegna się z fotelem premiera? Władysław Kosiniak-Kamysz komentuje:

- To już jest wojna totalna między Morawieckim a Sasinem - mówi nam źródło rządowe.

Więcej informacji z polskiej polityki przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

W Gazeta.pl opisaliśmy już szeroko kulisy posiedzenia Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości z 9 sierpnia, gdzie Jacek Sasin przypuścił szarżę wymierzoną w Morawieckiego (premier nie uczestniczył w tym spotkaniu, bo był z wizytą w Kijowie) i dążył do jego zdymisjonowania - bez powodzenia.

Teraz opisujemy szerzej kulisy spotkania rady doradców politycznych z premierem 14 września.

Rada doradców politycznych premiera Mateusza Morawieckiego to grono 21 osób złożone w dużej części ze "starych PiS-owców". Premier się nimi otoczył, by zagnieździć się mocniej w PiS-ie. W radzie są więc Marek Suski, Waldemar Andzel, Zbigniew Hoffmann, Henryk Kowalczyk czy Marek Kuchciński.

Na spotkaniu Morawiecki ostro uderzał w Jacka Sasina. Wicepremier jest także ministrem aktywów państwowych, a więc nadzoruje spółki Skarbu Państwa - w tym spółki energetyczne i banki. Premier zarzucił mu wprost, że sobie nie radzi.

Morawiecki mówił o gigantycznych zyskach spółek energetycznych - jak choćby PGE. Zyski te kłują w oczy zwykłych ludzi, a tym bardziej wyborców PiS, którzy są mniej zamożni, a wśród nich jest wielu emerytów. Premier mówił, że ma pretensje o to, że Sasin nie potrafi zapanować nas tymi spółkami i ich prezesami, którzy za te zyski dostają jeszcze premie.

Morawiecki powiedział: - To nie moja domena, a jak Sasin sobie nie radzi, to trzeba to gdzie indziej rozwiązać.

Przekaz premiera był taki, że przez epatowanie zyskami spółek SP, które są np. efektem wysokich cen paliw, PiS jest bardzo łatwym celem dla opozycji, co ona skrzętnie wykorzystuje. Zwłaszcza szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk wykorzystuje taką niezborność Ministerstwa Aktywów Państwowych, jeśli chodzi o nadzór nad spółkami.

Morawiecki nie powiedział tego wprost, ale jego przekaz był taki: albo inny minister aktywów państwowych - zamiast Sasina - sobie poradzi, albo na Nowogrodzkiej z prezesem Jarosławem Kaczyńskim wymusimy, by Sasin coś zrobił z epatowaniem zyskami przez spółki SP.

Ale na tym nie koniec. Morawiecki na spotkaniu z radą doradców politycznych oskarżył Sasina, który - zdaniem premiera - swoją nieudolnością napędził inflację. Jak? Premier przywoływał liczby, że w ciągu pierwszego półrocza Polacy wypłacili z banków aż 70 miliardów złotych i kupowali za te pieniądze czysto konsumpcyjne dobra jak np. telefony. A dlaczego - tłumaczył premier - szybko wydawali pieniądze? - Bo średnie oprocentowanie lokat w tym czasie wynosiło 1 proc. - mówił. Wtedy sala zaczęła się śmiać.

Państwowe banki są pod nadzorem MAP, czyli wicepremiera Jacka Sasina. Morawiecki więc obwinił i jednocześnie ośmieszał właśnie Sasina. Wedle wyliczeń ekonomistów z otoczenia premiera taki konsumpcyjny pęd dołożył do inflacji 2-4 punkty procentowe. Pędu tego nie zatrzymały państwowe banki - Pekao SA, PKO BP i Alior - choć zdaniem premiera mogły to zrobić, gdyby oferowały wtedy wyższe oprocentowanie oszczędności.

Wedle naszych informacji z grona uczestników tego spotkania, Morawiecki mówiąc o zaniechaniach Sasina w nadzorze nad spółkami energetycznymi jak PGE wskazał za przykład PKN Orlen, który to obniżając cenę (o 30-40 groszy na kilka tankowań po 50 litrów bądź obniżając cenę) tak zmienił rynek, że inne sieci stacji paliw były zmuszone obniżyć własne ceny.

Więcej o: