Wiemy, co może się teraz stać z Jackiem Kurskim. Najpoważniejsze są dwie opcje

Jacek Gądek
Jak ustaliła Gazeta.pl, najpoważniej rozważane wersje przyszłości Jacka Kurskiego to - po pierwsze - nieformalny szef sztabu wyborczego Zjednoczonej Prawicy. A po drugie: minister kultury za prof. Piotra Glińskiego, przed czym jednak broni się obóz premiera Mateusza Morawieckiego. Sam Kurski bardzo chciałby być wicepremierem.
Zobacz wideo Jacek Kurski odwołany. Raś: Bardziej spodziewałem się wymiany premiera

Pierwsza opcja nie wyklucza drugiej, która może się zrealizować z opóźnieniem. Możliwie jest zatem, że najpierw zacznie przygotowywać sztab wyborczy PiS na kampanię, a z czasem może wejść do rządu.

Więcej o polityce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

PKP, ale czy o "Kurze"?

Na piątek zaplanowano posiedzenie najwyższych władz PiS (prezydium Komitetu Politycznego PiS zwane PKP). Dzień wcześniej Jacek Kurski ma rozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim. Do tej pory "Kura" odbijał się od drzwi na Nowogrodzkiej i nie doszło jeszcze nawet do jego osobistego spotkania z prezesem PiS. W obozie rządzącym się podśmiewają z Kurskiego, że całuje klamki na Nowogrodzkiej i publicznie przekonuje, że jego dymisja z funkcji prezesa TVP nastąpiła "w porozumieniu z nim". Kurski do tej pory jedyne telefonicznie uzyskał i zgodę prezesa PiS na publiczne przekazanie - wespół z rzecznikiem PiS Radosławem Foglem - że czekają na niego nowe zadania, ale bez precyzowania jakie. Przyszłość Kurskiego nie jest bowiem jeszcze sprecyzowana przez Nowogrodzką.

Jacek Kurski miał plan na siebie już jednak gotowy.

- Mówił, że w TVP już zrobił wszystko i potrzebuje nowych wyzwań, więc chce wrócić do polityki - słyszymy od polityka, który zna kulisy zmiany w TVP.

Kurski chciał na krótko przed wyborami 2023 r. zrezygnować z fotela prezesa TVP i startować do Sejmu. Tak byłoby dla niego najwygodniej, bo miałby ciepłą posadę szefa TVP, a potem skupiłby się w zasadzie tylko na własnej kampanii. Zatem irytacja prezesa PiS na Kurskiego wynikała z jednej strony z wycinania premiera przez TVP w programach informacyjnych, promowania Solidarnej Polski (choć przez pewien czas Kurski zakazał zapraszania ziobrystów do programów publicystycznych) i masy drobniejszych pretensji ludzi z PiS do Kurskiego - ale nie tylko. Bo bardzo ważny był też zarzut, że "Kura" chciał tuż przed wyborami 2023 r. przyjść na gotowe i bez wysiłku wejść do Sejmu. Co ważne: nie uczestnicząc specjalnie w kampanii PiS.

"Kura" po prostu chciał odejść z TVP na swoich warunkach, ale Kaczyński pokazał mu, kto tu rządzi. Po nagłym odwołaniu przez Radę Mediów Narodowych Kurski podwinął ogon i czeka na decyzje co do swojej przyszłości.

Nowogrodzka nie chce go zostawić bezrobotnego, choć może bez wynagrodzenia. Z kilku powodów. Bo lepiej mieć "bulteriera" po swojej stronie. Bo propagandowe zdolności Kurskiego są na Nowogrodzkiej i przez samego prezesa PiS cenione. Bo porzucenie "Kury" byłoby dla polityków Zjednoczonej Prawicy demobilizujące. Bo przynajmniej dla części wyborców ZP pozamiatanie Kurskiego byłoby niezrozumiałe. - Choć nie ma co przeceniać przywiązania ludzi do narzędzi - mówi jeden z polityków PiS. Za Kurskiego nikt w obozie rządzącym nie ma zamiaru umierać.

Co czeka więc Kurskiego? Najpoważniejsze są dwie wersje, które przedstawiają nam politycy obozu rządzącego.

Pierwsza opcja to szefowanie kampanii obozu Zjednoczonej Prawicy - póki co nieformalnie, bo do wyborów pozostał jeszcze ponad rok. - Miałby szykować kampanię - słyszymy w obozie rządzącym. W TVP "Kura" opływał w dostatki i przywileje, które kłuły w oczy, więc praca bez wynagrodzenia byłaby dla niego dyscyplinująca.

Druga opcja to wejście do rządu - już teraz, co mniej prawdopodobne, bądź po kilkumiesięcznym oczekiwaniu. Przy czym, jak zwracają uwagę nasi rozmówcy, do zapewnień Jarosława Kaczyńskiego, że ktoś w przyszłości dostanie jakieś stanowisko, należy podchodzić z rezerwą, bo zawsze może zmienić zdanie albo odwiedzi go tylu przeciwników kogoś już namaszczonego na ministra, że obietnica staje się nieaktualna.

Jacek Kurski był już wiceministrem kultury i to z tym resortem w nieoficjalnych rozmowach jest póki co łączony. Scenariusz, by Kurski zastąpił Glińskiego był zresztą w obozie PiS rozważany od miesięcy, a sam Kurski był jego zwolennikiem. Kurski celował ponadto w fotel wicepremiera. - A ci, co go nie lubią, mówią, że chce być premierem - śmieje się polityk PiS.

Kurski przyjaciół w obozie nie ma, ale sojuszników już tak - choćby w obozie Beaty Szydło i w Solidarnej Polsce, więc oni akurat liczą na to, że "Kura" będzie ważną postacią, czy to w rządzie czy w kampanii. Z kolei obóz premiera Mateusza Morawieckiego broni się przez Kurskim jako członkiem rządu: w końcu "Kura" to jeden z największych wrogów premiera. Nieprzypadkowo TVP wycinała go w "Wiadomościach", atakowała jego współpracowników, a promowała zwłaszcza szefa MON Mariusza Błaszczaka - bo to on jest nadzieją Kurskiego, wielu PiS-owców i ziobrystów jako następca Morawieckiego.

Z zastąpieniem Glińskiego przez Kurskiego jest jednak kłopot. Obecny minister kultury a zarazem wicepremier jest skonfliktowany z Kurskim. Ich współpraca źle się układała już w czasie, gdy Kurski był jego zastępcą, a kiedy trafił do TVP, to "Wiadomości" w czasie kampanii wymierzonej w organizacje pozarządowe wzięły na celownik żonę Glińskiego, bo działała ona w Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolność i fundacji "Stocznia". Za atak TVP na swoją żonę wicepremier publicznie w "Gościu Wiadomości" beształ TVP, nazywając redakcję programu informacyjnego "domem wariatów".

Faktem jednak jest, że Gliński skłania się ku emeryturze. Wicepremier ma bowiem swoje lata (68) i swoje problemy zdrowotne.

- Gliński z miejsca może jednak ozdrowieć, jeśli to Kurski miałby go zastąpić - mówi osoba z okolic rządu.

Wicepremier ma też dużo młodszą od siebie żonę, kilkunastoletnią córkę i kilkuletniego syna. Brakuje mu, jak mówią nasi rozmówcy z obozu rządzącego, już werwy do pracy. - Gliński nie ma już determinacji takiej jak na początku. Przestało mu zależeć, nie ma też wielkich planów co do swojej obecności w polityce. Godzi się z odejściem, ale nie wiadomo jeszcze kiedy - słyszymy.

Gliński też nie ma wielu przyjaciół w obozie PiS, jest ponadto kiepsko oceniany. Także dlatego, że nie jest w stanie wykorzystać ogromnych zasobów swojego resortu - rozdawanych dotacji czy możliwości Polskiej Fundacji Narodowej - do budowania poparcia dla PiS. Po Glińskim nikt by w PiS-ie więc nie płakał. Kaczyński cały czas go jednak trzyma w rządzie i ma wobec niego dług wdzięczności za to, że godził się być - co było rolą upokarzającą - kandydatem PiS na premiera technicznego, gdy PiS było w opozycji.

W piątek ma się odbyć posiedzenie najwyższych władz Prawa i Sprawiedliwości - prezydium Komitetu Politycznego partii. Premier nie będzie w nim uczestniczył, bo ma zaplanowaną wizytę zagraniczną. Czy PKP będzie decydować o losie Kurskiego? Tu z obozu PiS płyną sprzeczne sygnały. Jedni przekonują, aby właśnie zaczekać do piątku, bo wtedy mogą zapaść decyzje. Inni przekonują, że o Kurskim nawet nie będzie mowy. Z pewnością jednak były już prezes TVP będzie musiał odpokutować swoją pychę - upokarzający sposób odwołania to składowa tej pokuty.

Więcej o: