Europoseł PiS zapomniał, że pracuje w Brukseli. "Niemcy mówią, że to jedna gospodarka"

Ataki Prawa i Sprawiedliwości na Niemców nie ustają. Partię rządzącą w ostatnich dniach reprezentowali europosłowie, którzy w niewybrednych słowach wygłaszają szkodliwe tezy. - Niemcy mówią, że to jest jedna gospodarka, tak naprawdę niemiecka gospodarka - stwierdził Karol Karski, mówiąc, że zagraniczni inwestorzy, którzy chcą wejść na polski rynek, muszą o zgodę pytać Berlin.

- Kiedy niemieckie misje gospodarcze rządowe jeżdżą po świecie, to przekonują państwa trzecie, że w sytuacji, kiedy by chciały te państwa inwestować w Polsce, to muszą się najpierw zapytać o zgodę państwa niemieckiego - powiedział w wywiadzie dla Radiowej Jedynki Karol Karski. 

Prowadzący rozmowę przerwał i dopytał, czy dobrze zrozumiał tezę wygłoszoną przez europosła Prawa i Sprawiedliwości. 

Tak. Mówią, że to jest jedna gospodarka, tak naprawdę jedna gospodarka. A wokół Niemiec to znajdują się takie gospodarki przyległe, pracujące na rzecz gospodarki niemieckiej

- brnął w oskarżenia pod adresem Niemiec Karski.

Fragment z jego szkodliwą wypowiedzią opublikowali na Twitterze dziennikarze "Szkła Kontaktowego" z TVN24. Opatrzyli ją komentarzem: "No to wsiadł do wózka golfowego i odjechał".

Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo Kiedy Ukraina dołączy do Unii Europejskiej?

Karski o możliwej "wojnie hybrydowej" ze strony Niemiec

Karol Karski odpowiedział w piątek na pytanie, czy zgadza się ze swoim partyjnym kolegą, który kilka dni temu stwierdził, że widzi "większe zagrożenie ze strony Zachodu, niż Wschodu". To słowa europosła PiS Zdzisława Krasnodębskiego, który na "Zachodzie" mieszka, pracuje i skąd otrzymuje pensje. Tak jak i Karski. 

Jak uczy historia, zagrożenie dla Polski płynie z obu kierunków. I Niemcy, szeroko rozumiane, i Wschód szeroko rozumiany jako Rosja z przyległościami zawsze chciały podporządkować [sobie - przyp. red.] Polskę. Niemcy widzą Polskę jako swoją sferę wpływów. Rosja swego czasu również widziała Polskę jako swoją sferę wpływów, która chciałaby się tymi wpływami dzielić z innymi, ponieważ została fizycznie wyparta z tej części Europy

- powiedział polityk Prawa i Sprawiedliwości. Zaznaczył, że "musimy mieć w pamięci to, co stało się w przeszłości". 

Na tym jego insynuacje się nie skończyły. W wywiadzie przywołuje "wojnę hybrydową". - Wielokrotnie mówiłem, że gdyby Rosja podejmowała na terenie Polski takie działania, jak podejmują Niemcy, to byśmy mówili, że ma miejsce wojna hybrydowa z tamtej strony - zauważył Karski. 

Krasnodębski: Putin nas nie dzieli, tylko łączy

Podobne, nieprawdziwe tezy wygłaszał w ubiegłym tygodniu do widzów Telewizji Republika prof. Zdzisław Krasnodębski. Europoseł PiS uważa, że "zagrożenie dla polskiej suwerenności ze strony Zachodu jest większe niż ze strony Wschodu".

To jest paradoksalne. Oczywiście Rosja jest brutalna, Rosja może wypowiedzieć nam wojnę. Ale Polacy wiedzą, w sensie duchowym, czy psychologicznym, jak z takim niebezpieczeństwem się obejść. Putin nas nie dzieli, tylko łączy. Natomiast UE posługuje się innymi środkami. Raczej zachętami, pieniędzmi, siłą miękką, na pewno atrakcyjnością

- mówił europoseł Prawa i Sprawiedliwości, bagatelizując Moskwę.

Niemcami, które nie marzą o niczym innym, jak tylko "o odzyskaniu w jakiejś formie ich dawnych ziem, które są teraz w granicach Polski" straszył też Adam Glapiński. Słowa szefa NBP skomentował krótko na Twitterze ambasador Niemiec w Polsce. "Naprawdę, Panie Prezesie? Nie myli Pan czasem teraźniejszości z przeszłością? Czy zagrożenia dla Polski nie należy upatrywać raczej na Wschodzie niż na Zachodzie" - pytał Thomas Bagger.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o: