Szefowa CBOS potwierdza, że spotkała się z Dworczykiem. "Nie formułował oczekiwań". Brejza: Niewiarygodne

Mirosława Grabowska, dyrektorka CBOS, przyznała w odpowiedzi na pytania senatora Krzysztofa Brejzy, że "dwa, maksymalnie trzy" razy spotkała się z szefem KPRM Michałem Dworczykiem. Grabowska przekonuje, że minister "nie formułował oczekiwań dotyczących przyszłych badań". - To tłumaczenie jest kompletnie niewiarygodne - komentuje w Gazeta.pl senator KO.

Maile dotyczące spotkań Michała Dworczyka z szefową CBOS-u pochodzą z 2018 roku, a do sieci wyciekły w połowie lipca br. W wiadomości z 2 grudnia 2018 r. Mateusz Morawiecki miał napisać do szefa KPRM: "Michał spotkaj się z panią profesor Grabowską i przewodniczącym rady cbos-u aby poprosić ich o to co Andrzej ci jutro pokrótce przedstawi - oni mi ostatnio sporo namieszali przez swoją niefrasobliwość" (pisownia oryginalna).

Zobacz wideo O co chodzi w "kontrakcjach przeciwko smartfonom"? Rzecznik rządu wyjaśnia słowa Kaczyńskiego

"Oczywiście. Jutro cały dzień jestem w KPRM więc czekam na info od Andrzeja i działam" - czytamy w odpowiedzi Dworczyka. 

Afera mailowa. Michał Dworczyk spotkał się z dyrektorką CBOS

Z wiadomości z 5 grudnia wynika, że do spotkania Dworczyka z szefową CBOS Mirosławą Grabowską rzeczywiście doszło. "Zgodnie z Twoim zaleceniem spotkałem się z dyr. CEBOS p. Grabowską. Zaprosiłem do udziału i na świadków - również W. Parucha i A. Klarkowskiego. Uprzejmie ale stanowczo poprosiłem o konsultacje z Radą CBOS działań, które mogą mieć konsekwencje polityczne. Argumentowałem, że unikanie takich sytuacji jak ostatnio to plus przede wszystkim dla CBOS, bo jak będą tak działać ludzie będą uważa, że angażują się w intrygi polityczno - partyjne. Po dyskusji doszliśmy do konsensusu" - relacjonował szef KPRM.

Morawiecki w odpowiedzi wysłał krótkie "ok" i uśmiechniętą buźkę.

"Nie formułował oczekiwań"

Tuż po tym, gdy maile trafiły do sieci, Krzysztof Brejza zwrócił się z pytaniami w trybie interwencji senatorskiej do dyrektorki CBOS. W odpowiedzi, którą opublikował właśnie senator, prof. Grabowska potwierdza spotkania. "(...) Uprzejmie informuję, że w ciągu siedmiu lat rządów PiS były dwa, maksymalnie trzy spotkania z panem ministrem Dworczykiem. Zawsze towarzyszył mi członek lub członkowie Rady Fundacji CBOS. Te dwa lub trzy spotkania miały miejsce w kancelarii Premiera. Dokładnych dat tych spotkań nie pamiętam. Spotkania dotyczyły przede wszystkim starań CBOS o większy budżet Fundacji" - napisała dyrektorka. "Jeśli Pan Minister komentował badania, to te już zrealizowane, ale nie formułował oczekiwań dotyczących badań przyszłych" - dodała.

"Na przyszłość zawsze będą wszyscy wicepremierzy, a nowe pomysły konsultowane"

Ostatnie stwierdzenie zdaje się stać w sprzeczności z mailem, w którym Dworczyk relacjonował przebieg spotkania Morawieckiemu. "Natomiast teraz idzie badanie, w którym przywrócili Szydło ale wyrzucili Glińskiego... Już przekazałem info, tłumacząc tę sytuację. Na przyszłość zawsze będą wszyscy wicepremierzy, a nowe pomysły konsultowane" - czytamy w wiadomości z 5 grudnia. 

W piśmie do Brejzy Grabowska przekonuje, że Dworczyk jej nie upominał, ale "podzielił się swoimi uwagami, do czego daje mu prawo ustawa [...] o Fundacji Centrum Badania Opinii Społecznej". 

"Tłumaczenie jest kompletnie niewiarygodne"

- To tłumaczenie jest kompletnie niewiarygodne - komentuje w Gazeta.pl Krzysztof Brejza. - Sama pani dyrektor sobie zaprzecza, pisze, że spotykała się w celu zwiększenia budżetu, sugeruje, że nie chodziło o żadne kierunki badań, a jednocześnie przyznaje, że w trakcie rozmów o budżecie minister komentował wyniki badań. To jest sytuacja skandaliczna. Rozumiem, że CBOS jest jednostką rządową, ale nigdy te kontakty nie były tak perfidne, żeby minister podczas spotkania dotyczącego budżetu komentował wyniki badań - mówi. 

Od ponad roku do sieci trafiają maile mające pochodzić ze skrzynki pocztowej Michała Dworczyka. Rządzący od początku przekonują, że mamy do czynienia z akcją dezinformacyjną ze strony Federacji Rosyjskiej. Politycy dotychczas nie wykazali jednoznacznie, że maile zostały spreparowane. Znamy za to przypadki, w których przedstawiciele obozu rządzącego potwierdzili prawdziwość konkretnych wiadomości.

Więcej o: