Kulisy dymisji Piotra Naimskiego. Kaczyński dał zielone światło, a w Orlenie wybuchła euforia

Jacek Gądek
Prezes Orlenu Daniel Obajtek dążył do odwołania Piotra Naimskiego, pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Zielone światło dymisji dał Jarosław Kaczyński - ustaliła Gazeta.pl. Powody? Tym spustowym było przekonanie Nowogrodzkiej, że inspiruje ataki na rząd PiS za fuzję Orlenu z Lotosem. Naimski jest radykalnym przeciwnikiem tej fuzji, stąd obawa w PiS, że przy jej finalizacji wojna Naimskiego i Obajtka - wykonawcy fuzji - o energetykę zacznie wysadzać rząd w powietrze. Ale wśród zarzutów podnoszych przez "obajtkowców" wobec niego były też: brak kontraktów na gaz do Baltic Pipe i zastój w planach budowy elektrowni atomowej. Naimski broni się, że jest architektem uniezależnienia Polski od rosyjskigo gazu.
Zobacz wideo Kaczyński zarzuca Tuskowi "zmiany psychiczne". Rzecznik PiS się tłumaczy:

- W Orlenie była wczoraj euforia, gdy pojawiła się informacja o dymisji Piotra Naimskiego - słyszymy od jednego z rozmówców.

Inny rozmówca, polityk PiS w rozmowie z Gazeta.pl: - Były rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim i prezes dał zielone światło dla dymisji Piotra Naimskiego.

Dramaturgii dymisji dodaje fakt, że Baltic Pipe został połączony z systemami przesyłowymi Polski i Danii w czasie, gdy Naimski - uznający ten gazociąg za swoje dziecko - odbierał dymisję.

Więcej o energetyce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Ta dymisja to już finał wojny dwóch energetycznych obozów w łonie Zjednoczonej Prawicy skupionych z jednej strony wokół Obajtka, a z drugiej wokół Naimskiego i uznawanego za "mediany pistolet Naimskiego" Piotra Woźniaka (byłego prezesa PGNiG). Wygrał ją prezes PKN Orlen.

Jest w tym paradoks, bo prezes PiS wierzy i nakazuje realizację wizji energetyki wedle byłego wójta Pcimia Daniela Obajtka, a nie swojego wieloletniego współpracownika Piotra Naimskiego, który energetyką zajmuje się od dekad.

Piotr Naimski to legenda prawicy - stary druh Jarosława Kaczyńskiego, bardzo bliski współpracownik Antoniego Macierewicza, specjalista od energetyki, któremu wiedzy o tej działce nie odmawiają nawet najwięksi krytycy w PiS i na opozycji. Ale - co tutaj bardzo ważne - Naimski to spec z własną wizją energetyki. A jest to wizja inna - podkreślmy - niż ta, którą przyjął do realizacji Jarosław Kaczyński i dał do wykonania rządowi oraz przede wszystkim Danielowi Obajtkowi, prezesowi PKN Orlen. Naimski był radykalnym przeciwnikiem fuzji Orlenu i Lotosu, a już zwłaszcza kosztem wpuszczenia na polski rynek węgierskiego koncernu MOL, który jest partnerem rosyjskiego Gazpromu.

Tymczasem we wtorek rząd - zbieg tej decyzji z dymisją Naimskiego nie jest przypadkowy - zgodził się na połączenie spółek Grupy Lotos oraz PKN Orlen. Połączenie obu firm będzie elementem procesu konsolidacji spółek polskiego sektora paliwowo-energetycznego obejmującej Orlen, Lotos oraz Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG). Naimski jest też zresztą przeciwnikiem fuzji Orlenu także z PGNiG.

Skoro polityka rządu PiS w tak fundamentalnej sprawie jak energetyka stoi w kontrze do wizji pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, to Naimski musiał odejść. Tak jak poprzednio odejść musiał też Piotr Woźniak - dziś jeden z najgłośniejszych krytyków polityki energetycznej obozu PiS.

Woźniak jest zresztą uznawany za "usta Naimskiego". To, co myślał Naimski, ale nie mógł mówić, bo wciąż był członkiem rządu, mówił Woźniak. A Woźniak walił w PiS jak w bęben, zarzucał niekompetencję, a Daniela Obajtka (premiera Mateusza Morawieckiego zresztą też) zwyczajnie wyśmiewał.

Prezes PGNiG SA Piotr Woźniak podczas uroczystości powitania amerykańskiego gazowca Clean Ocean. Świnoujście, terminal LNG, 8 czerwca 2017Piotr Woźniak: Kupowanie ropy z Rosji to ukraińska krew na rękach

- Kaczyński nie mógł sobie pozwolić na to, aby w rządzie trwała wojna domowa w tak strategicznej kwestii, jaką jest energetyka - mówi nasz rozmówca bliski obozu rządzącego.

Sam Naimski tłumaczył w sieci swoją dymisję tak: "Jako ustne uzasadnienie powiedziano mi, że nie nadaję się do współpracy i 'wszystko blokuję'. Nie pierwsza to w moim dość długim już życiu dymisja. Ta przypada 30 lat po obaleniu rządu premiera Jana Olszewskiego, w którym pełniłem funkcję Szefa UOP. Wtedy Wałęsa wyrzucał mnie rękoma tymczasowego premiera Pawlaka".

Naimski starał się blokować fuzję Orlenu z Lotosem i przejęcie przez ten koncern także PGNiG. Naimski chciał bardziej rozproszonej struktury, a nie jednego giganta, w którym Skarb Państwa ma tylko 27,5 proc. akcji, choć dysponuje tzw. złotą akcją.

To oświadczenie Naimskiego jest piekielnie mocne. Bo co on stwierdził? Odwołał się do świętego mitu obalenia rządu Olszewskiego, który - tak mówi narracja PiS - został obalony przez agentów i zdrajców polskiego interesu. Naimski zestawił swoją dymisję z tym właśnie mitem. Czyli, wedle niego, dziś zdrajcy obecni w PiS-ie też mogli maczać ręce w jego dymisji.

O tym, że Naimski ma trudny i stanowczy charakter wiedzą wszyscy jego współpracownicy. Nie jest giętki, ale trzyma się własnego zdania.

Nowogrodzka i osobiście prezes PiS mieli przekonania, że Piotr Naimski nie jest w stanie się dostosować do polityki rządu ws. energetyki. Obajtek utwierdzał na Nowogrodzkiej przekonanie, że to de facto duet Naimski-Woźniak, a nie sam Woźniak jest źródłem publikacji w mediach krytykujących fuzje.

Zarzut inspirowania oraz uczestniczenia w atakach w mediach na politykę rządu PiS, na PKN Orlen, na Daniela Obajtka był czynnikiem spustowym dla dymisji Naimskiego - dowiaduje się Gazeta.pl. A co więcej: przekonanie Jarosława Kaczyńskiego, że utrzymywanie Naimskiego na stanowisku będzie skutkować kolejnymi falami krytyki i eskalacją sporu o kształt energetyki między Obajtkiem, a Naimskim. W obozie Zjednoczonej Prawicy są krytycy sztandarowego projektu w energetyce - fuzji Orlenu i Lotosu - ale wykorzystują okazję, by siedzieć cicho, bo i oni mogliby zostać skróceni o głowę.

"Polska the Times" pisała, że to brak odpowiedniego przygotowania sieci energetycznych dla dużej skali fotowoltaiki jest powodem dymisji Naimskiego. Nasi rozmówcy wskazują na zupełnie inne powody. Fotowoltaika to zbyt mała rzecz, by przesądzić o dymisji Naimskiego.

Nad Naimskim czarne chmury zbierały się od miesięcy. Jego krytycy z kręgów Obajtka zarzucają mu, że ponosi odpowiedzialność za braki w kontraktacji gazu do wypełnienia Baltic Pipe, który jesienią ma zostać otwarty, i brak postępów w budowie atomu.

Obie te ekipy - Naimskiego i Obajtka - przerzucają się odpowiedzialnością za braki w zakontraktowaniu gazu do wypełnienia Baltic Pipe. Pierwsi twierdzą, że Piotr Woźniak (prezes PGNiG do 2020 r.) zostawił w szufladach gotowe kontrakty na ten gaz, ale jego następca Piotr Kwieciński ich nie podpisywał. A drudzy, że to nieprawda i teraz to ekipa Obajtka musi desperacko szukać gazu, bo Woźniak zawalił sprawę. Orlen przejmuje teraz PGNiG, która to spółka prowadzi te kontraktacje, a prezeską została tu bliska Obajtkowi Iwona Waksmundzka-Olejniczak.

W sezonie grzewczym można się spodziewać potwornie wysokich cen gazu czy wręcz jego niedoborów, więc zawczasu dobrze jest wskazać winnego. Obie ekipy się tą odpowiedzialnością przerzucają.

"Obajtkowcy" się wzmacniają. Do dymisji Naimskiego dążyła też Anna Moskwa (pracująca wcześniej w PKN Orlen), minister klimatu. W ostatnich dniach jej resort zasiliła Anna Łukaszewska-Trzeciakowska - z tej samej stajni.

Co ciekawe, z rządu odchodzi Piotr Naimski - jeden wieloletni druh Kaczyńskiego - a wejść ma inny z wiarusów prezesa PiS: Krzysztof Tchórzewski - na wiceministra aktywów państwowych odpowiedzialnego za górnictwo.

Piotr Naimski jest ważną postacią w obozie polskiej prawicy. Nie cieszy się społeczną popularnością, ale dla najtwardszego jądra elektoratu to postać symboliczna, podobnie jak i dla części działaczy PiS. Jego dymisja jest więc ważna. Bardzo. Choć nie jest nawet posłem, a prywatnie jeździ ponad 30-letnim, sypiącym się mercedesem.

Piotr Naimski w 1992 roku został szefem Urzędu Ochrony Państwa. Z funkcji tej odszedł po dymisji rządu Jana Olszewskiego. Przez ostatnie 30 lat był związany z polityką, m.in. doradzał premierowi Jerzemu Buzkowi w sprawach bezpieczeństwa. W czasie pierwszych rządów PiS-u, w latach 2005-2007, pełnił funkcję sekretarza stanu w resorcie gospodarki. Tam odpowiadał za bezpieczeństwo energetyczne. Od 2008 do 2010 roku był doradcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego i członkiem zespołu ds. bezpieczeństwa energetycznego w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Posłem został w 2011 roku, a cztery lata później sekretarzem stanu w KPRM i pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Obie te funkcje Naimski sprawował do 20 lipca 2022 roku.

Naimski za swoje największe osiągnięcie uważa uniezależnienie Polski - to ma się stać faktem z końcem tego roku - od rosyjskiego gazy. A więc budowę gazociągu Baltic Pipe z Norwegii.

Jak napisał Naimski: "Dziękuję wszystkim, którzy bezpośrednio lub pośrednio przyczynili się do realizacji projektu Baltic Pipe. To dziesiątki, a nawet setki osób, wiele instytucji państwowych i samorządowych, koledzy z Gaz-System, moje 'biuro pełnomocnika' i rozumiejący wagę projektu wykonawcy. Wszystkich nie sposób tu wymienić, ale wszystkim serdecznie dziękuję. To była wielka rzecz móc z Wami pracować. Nie ukrywam, że odczuwam satysfakcję z tego, co udało nam się razem dokonać. Mam nadzieję, że projekty przez nas prowadzone, a będące jeszcze w realizacji, na czele z budową elektrowni atomowej, będą równie konsekwentnie realizowane już bez mojego udziału".

Po uruchomieniu w październiku Baltic Pipe będzie miał przepustowość rzędu 2-3 mld m sześc. gazu rocznie. W 2023 r. gazociąg osiągnie swą maksymalną moc, czyli 10 mld m sześc. gazu rocznie. Rura jest, ale o jej wypełnienie będzie trudno.

Więcej o: