Podwładni zarzucają Ireneuszowi Jakiemu "upokarzanie i dręczenie". Na odsiecz wyruszył jego syn, Patryk

Awantury, ośmieszanie, dezorganizacja pracy - takich działań miał dopuszczać się według niektórych pracowników prezes opolskiej spółki Wodociągi i Kanalizacja Ireneusz Jaki. Sygnały o mobbingu badają Państwowa Inspekcja Pracy i prokuratura. Ireneusz Jaki podkreśla, że jest niewinny. Jego zdaniem zarzuty ze strony pracowników mają związek ze złożonym przez niego zawiadomieniem do prokuratury ws. przetargu na zakup prądu. W obronę Ireneusza Jakiego zaangażował się jego syn, europoseł i były wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.

Ireneusz Jaki, ojciec europosła i byłego wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, w 2014 r. został wiceprezesem miejskiej spółki Wodociągi i Kanalizacja w Opolu. W 2015 r. objął funkcję prezesa.

W czerwcu ubiegłego roku prezydent Opola wyznaczył dwoje nowych członków zarządu - Agnieszkę Maślak i Sebastiana Paronia.

W styczniu 2022 r. siedmiu pracowników złożyło oświadczenie do zarządu i rady nadzorczej, w którym informowało o, jak podaje TVN24.pl, "atmosferze strachu" wywoływanej od lat przez Ireneusza Jakiego.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

- Dezorganizował naszą pracę. Wpadał i żądał wykonania w ciągu kwadransa zadań, na które potrzeba dwóch dni. Albo dawał dwa dni na takie, które zwykle zajmują dwa tygodnie. (...) Na spotkaniach kierowników opieprzał ich jak uczniaków, publicznie ośmieszał. "Pani nic nie umie", "Pan się do niczego nie nadaje". Te zwroty to był standard - relacjonuje jedna z pracownic w rozmowie z TVN24.pl.

- Podpadłam prezesowi, gdy odmówiłam przyjazdu do firmy po godzinie 20. Po co? Nie wiem. Prezes mówił, że to sprawa nie na telefon. Od tamtej pory był na mnie obrażony. Nabawiłam się ze stresu zapalenia żołądka, mam nerwicę. Do dziś, gdy czuję jego perfumy, mam skurcz żołądka - twierdziła inna.

- Prawie każdy kontakt z prezesem wspominam jako straszny dla mnie. Mimo udzielania mu rzeczowych i jasnych odpowiedzi prawie z każdej rozmowy wracałam roztrzęsiona, a czasem nawet z płaczem. Najczęściej w ogóle nie rozumiałam, o co ma pretensje, co zrobiłam nie tak. Taka awantura dla awantury - czytamy w innej z relacji opublikowanej przez TVN24.pl.

Prezydent Warszawy Rafał TrzaskowskiSondaż ws. wyborów prezydenckich. Liderami Trzaskowski i Jaki

Wiceprezesi WiK złożyli zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na znęcaniu się psychicznym nad podwładnymi przez Ireneusza Jakiego.

W kwietniu Ireneusz Jaki skierował do prezydenta Opola pismo, w którym wskazywał, że jego zdaniem, to nowi członkowie zarządu negatywnie wpływają na sytuację w spółce, wprowadzają podziały, marginalizują kompetentnych pracowników.

Złożył też zawiadomienie do prokuratury, w którym zarzucał, że nowi członkowie zarządu, a także dwoje członków rady nadzorczej i główny księgowy narazili spółkę na utratę 14 mln zł w związku z nieodpowiednim wyborem dostawcy prądu w ramach przetargu. Firma wycofała się potem z umowy, doszło do ugody. Sam Ireneusz Jaki wskazuje, że przetarg był rozstrzygany wtedy, kiedy on sam przechodził operację i sam był odcinany od informacji na ten temat.

- Jeśli sprawa przetargu była tak paląca, to dlaczego nie złożył zawiadomienia w styczniu? To jest temat, który ma przykryć sprawę wieloletniego mobbingu z jego udziałem - ocenia w rozmowie z TVN24.pl wiceprezes WiK Sebastian Paroń. Jak podkreśla, "prezes złożył osobiście swój podpis pod protokołem z posiedzenia Zarządu, który zatwierdził podjęcie ugody, a więc zgodził się na takie rozwiązanie".

Zobacz wideo Dlaczego ceny rosną?

Ireneusz Jaki o zarzutach ze strony pracowników: To nieprawda

Ireneusz Jaki przekonuje, że zarzuty ze strony pracowników mają związek ze złożonym przez niego do prokuratury zawiadomieniem. Zaznacza, że nie są one prawdziwe.

"Aby w ogóle potraktować to poważnie, prosiłbym o przytoczenie szczegółów i dowodów na te okoliczności, wtedy łatwiej się do nich odnieść. Zasadne byłoby również pytanie czy osoby, które twierdzą, że były od dawna mobbingowane, awansowały za moich czasów? Czy otrzymały podwyżki? Czy skoro tyle lat trwa ich 'gehenna', dlaczego nie zdołały zebrać choćby jednego dowodu? W końcu zasadne jest też pytanie, dlaczego te osoby mówią o tym teraz? I czy pracują w dziale zamieszanym w aferę z przetargiem na dostawę energii?" - przekazał portalowi TVN24.pl.

Z dziennikarką TVN24.pl skontaktował się syn Ireneusza Jakiego, europoseł Patryk Jaki. Polityk zaprosił reporterkę na spotkanie do Ministerstwa Sprawiedliwości, choć sam od kilku lat nie pracuje już w resorcie. Jak twierdził w rozmowie z dziennikarką, to on doradzał ojcu, by zgłosił sprawę przetargu do prokuratury, a w sprawie nie chodzi o mobbing, a o politykę. Zaznaczył, że skargi ze strony pracowników wpływały też na nowych członków zarządu spółki, miał w tej sprawie dokumenty.

Jak informuje TVN24.pl, powołana na wniosek Ireneusza Jakiego komisja wykazała, że ze strony członków zarządu WiK w przypadku dwóch pracowników "mogły wystąpić zachowania nieakceptowalne o charakterze mobbingu". Wiceprezesi odpierają zarzuty.

Od lewej w pierwszym rzędzie: Zbigniew Ziobro, Beata Kempa i Patryk JakiDarowizny dla Solidarnej Polski. Jaki i Kempa wpłacili dużo więcej niż Ziobro

Jeden z pracowników miał np. usłyszeć, że "jest kolegą prezesa", zasugerowano, że musi sobie zasłużyć na szacunek, że jest "stale weryfikowany". Agnieszka Maślak tłumaczyła w rozmowie z TVN24.pl, że rozmowa jest wyrwana z kontekstu. - Prezes Jaki straszył go, że go zwolnię, a to dla niego zaufana osoba. Ten człowiek przyszedł do mnie i zapytał wprost, czy go zwolnię. Powiedziałam, że nie, ale będę go obserwować, jak wszystkich pracowników spółki - wyjaśniała.

- Prezes insynuował podczas zebrania komisji, co pracownicy mają mówić. Dla mnie to jakaś farsa. Sprawa mobbingu ze strony prezesa nie była na tej komisji badana. Dlaczego? Po prostu nie było na niej poszkodowanych przez prezesa pracowników - twierdziła.

W maju Ireneusz Jaki został zawieszony w obowiązkach na trzy miesiące przez radę nadzorczą. Prokuratura bada obecnie wątek ewentualnego mobbingu, a także okoliczności przetargu na zakup prądu.

Jak informowała "Gazeta Wyborcza", zarzuty dotyczące mobbingu padające wobec prezesa ze strony pracowników ma też zbadać wynajęta przez radę nadzorczą kancelaria prawna.

***

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o: