Mejza głosi w Sejmie peany na cześć Jarosława Kaczyńskiego do pustej sali: "Kazimierz Górski"

Poseł Łukasz Mejza przemawiając w Sejmie zaatakował Donalda Tuska i nazwał go heretykiem polskiej polityki, by zaraz po tym wygłosić pean na cześć Jarosława Kaczyńskiego, którego określił "Kazimierzem Górskim polskiej polityki". Ale ani lider PO ani prezes PiS tego nie słyszeli, bo Mejza mówił do pustej sali sejmowej.

Poseł Łukasz Mejza w czasie 58. posiedzenie Sejmu odniósł się do słów Donalda Tuska wypowiedzianych podczas sobotniej (2 lipca) konwencji PO w Radomiu. - Ludzie, jeśli ktoś wierzy w Boga i czuje się chrześcijaninem, to nie może głosować na partię, która ma Mejzę, Kurskiego, w ogóle, o czym my rozmawiamy? Czy można głosować na kłamstwo, złodziejstwo, pogardę, nienawiść? Wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS. To jest proste jak drut - mówił lider PO

Mejza, który był przez chwilę w rządzie PiS wiceministrem sportu i turystyki (dopóki nie wyszła na jaw jego szemrana działalność polegająca na oferowaniu leczenia osobom nieuleczalnie chorym) odebrał tę wypowiedź jako atak. W odwecie nazwał Donalda Tuska "farbowanym niemieckim lisem" oraz "największym heretykiem polskiej polityki". Jego przemówienia żaden z posłów jednak nie słyszał, bo Mejza przemawiał do praktycznie pustej sali.

Więcej informacji ze świata i kraju znajdziesz na stronie głównej portalu Gazeta.pl.

Zobacz wideo Łukasz Mejza puszcza nagranie z Tuskiem w Sejmie. "Brakuje tylko, żeby pan założył biuro podróży Tusk travel i pielgrzymki organizował, najlepiej do Berlina"

Mejza: Jarosław Kaczyński jest jak Kazimierz Górski, a Donald Tusk to Paulo Sousa

Łukasz Mejza, który krytykował Donalda Tuska kwieciście i bardziej zajadle niż TVP, przemówienie spuentował peanem na cześć Jarosława Kaczyńskiego - mimo że ten pomylił go w Inowrocławiu z Ryszardem Brejzą.

- Pan się lubi kreować na super sportowca i lubi się porównywać do Jarosława Kaczyńskiego - zwracał się teoretycznie do Tuska, a w praktyce do nikogo. - Jarosław Kaczyński jak Kazimierz Górski. Serducho zostawił dla swojego kraju, to człowiek, który jest symbolem i zawsze będzie wzorem od naśladowania. A pan jest jak Paulo Sousa.

Łukasz MejzaŁukasz Mejza nie wpisał pensji w oświadczeniu majątkowym. Składa korektę

Belka do Mejzy: Czas na Stoperan, chłopcze

Przypomnijmy, że to nie pierwszy raz w tym tygodniu Łukasz Mejza daje upust swojej grubiańskiej nadpobudliwości werbalnej. W środę (6 lipca) europosłanka i prezeska Polskiej Akacji Humanitarnej Janina Ochojska opublikowała na Twitterze wpis, dotyczący granicy polsko-białoruskiej.

"Czy panowie Mateusz Morawiecki, Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik sądzą, że unikną odpowiedzialności za śmierć młodych ludzi w lasach, za dzieci wywożone na druty, za zniszczenie puszczy oraz życia Podlasia? Uważacie się za patriotów?" - zapytała europosłanka. "Straty, jakie poniosła Polska, trzeba będzie odrabiać latami" - dodała. Lawina ruszyła.

Na jej słowa Łukasz Mejza zareagował tak: "Pani Janeczko, nie łatwiej od razu zmienić obywatelstwo na rosyjskie i pisać cyrylicą?" - napisał poseł Partii Republikańskiej i były wiceminister sportu, który po doniesieniach medialnych dot. jego firmy podał się do dymisji. "Po co te przebieranki? Pani jest już od dawna po tamtej [rosyjskiej - red.] stronie...".

Jego wpis skwitował krótko Marek Belka: "Chyba czas na Stoperan, chłopcze".

Stopera, to lek dostępny bez recepty, który hamuje nasilone objawy biegunki.

Łukasz Mejza był ministrem sportu przez miesiąc. Do wybuchu afery z Vinci NeoClinic

24 listopada Wirtualna Polska opublikowała artykuł o "biznesowej" działalności posła Łukasza Mejzy, który dopiero co został ministrem sportu w rządzie PiS.

Jak podał portal, polityk w założonej przez siebie w lipcu 2020 roku spółce Vinci NeoClinic miał oferować chorym i ich bliskim pomoc w organizacji terapii "pluripotencjalnymi komórkami macierzystymi". Hasło firmy brzmiało: "Leczymy nieuleczalne". Spółka kierowała swoją ofertę m.in. do pacjentów nowotworowych albo ich rodzin (gdy chodziło o nieuleczalnie chore dzieci) i tych cierpiących na choroby neurologiczne. Cena usługi miała wynosić co najmniej 80 tys. dolarów, choć nie było żadnych dowodów naukowych potwierdzających skuteczność praktyk. W przesłanym Gazeta.pl oświadczeniu Mejza stwierdził, że artykuł Wirtualnej Polski to "kolejny nierzetelny ataki na jego wizerunek i dobre imię". Niemniej podał się do dymisji z funkcji ministra sportu zapewniając, że odchodzi na "swoich warunkach, z podniesionym czołem i poczuciem uczestnictwa w (jak wskazują zasięgi medialne i internetowe) największej nagonce w historii polskiej polityki".

W mediach pojawiły się również informacje, jakoby departament funduszu społecznego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego wykrył nieprawidłowości w związku z wydawaniem przez firmę Łukasza Mejzy unijnych pieniędzy. Według doniesień polityk oraz jego asystentka mają łącznie zwrócić ponad 107 tys. zł.

Jarosław Kaczyński w InowrocławiuKaczyński był w Inowrocławiu, ale mówił o Włocławku. Brejzę pomylił z Mejzą

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.

Więcej o: