Narracje prezesa PiS: drwić z Tuska, winić Putina, straszyć Niemcami. I trzy raz ten sam żart

Jacek Gądek
Weekendowy urobek Jarosława Kaczyńskiego to masa drwin z szefa PO Donalda Tuska. Ale także tłumaczenie się z inflacji, o którą wini po pierwsze Władimira Putina, i brnięcie w niedorzeczności o korektach płci. Prezesowi dopisuje doskonały humor, choć w trzech z czterech miast opowiadał ten sam żart i sam się z niego śmiał, więc partyjny aktyw też zrywał boki.
Zobacz wideo Donald Tusk ma jeszcze w sobie głód wygranej? Pytamy wicemarszałek Sejmu

- W drodze jestem od 33 lat. Widziałem, jak się Polska zmienia i tempo tych zmian. I dzisiaj to tempo jest naprawdę imponujące - mówił Jarosław Kaczyński. Wedle prezesa PiS nigdy nie było tak dobrze jak w czasie rządów PiS, a ma być jeszcze lepiej, aż Polska stanie się tak "poważnym państwem" jak Turcja. No, chyba że - jak mówi - Tusk wróci albo Putin coś wymyśli.

Prześledziliśmy cztery wystąpienia prezesa PiS na spotkaniach z aktywem partyjnym. O czym mówi prezes?

Więcej o polskiej polityce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Donald Tusk. Prezes nie chce wymieniać jego nazwiska

Donald Tusk to - mówi prezes - "ten pan, którego nazwiska nie wymieniam". A przynajmniej się stara, ale mu nie wychodzi. Tak się składa, że wciąż o nim mówi - z nazwiskiem i bez nazwiska. W ten weekend była nadzwyczajna okazja, bo Platforma Obywatelska zorganizowała największą swoją konwencję od 11 lat. Tusk w oskarżycielskim tonie mówił o rządach PiS i obiecywał, że pokona Jarosława Kaczyńskiego, a po PiS-e posprząta.

Donald Tusk podczas 'Konwencji Przyszłości' Platformy Obywatelskiej w Radomiu, 2 lipca 2022 r.Tusk: Co zrobili, że Polska to kraj, gdzie problemem jest woda i chleb?

Kaczyński bardzo często drwi w czasie tych spotkań z Tuska. Mówi, że jest on "wszechprzewodniczącym". Stara się odebrać mu powagę przy każdym temacie. - Tusk tu jest wielki pan, ale tam [na zachodzie Europy - red.] z marynarką... dla pewnego pana, który miał kłopoty z rozpoznaniem sytuacji - mówił prezes w Białymstoku. Nawiązywał tym do sceny, kiedy to Tusk pomagał założyć marynarkę wówczas szefowi Komisji Europejskiej Jean-Claudeowi Junckerowi, który miewał wyraźny problem z alkoholem.

Innym razem prezes PiS chichra się, gdy mówi o Tusku per "przywódca międzynarodowy" i dodaje, że Tusk z byciem "polskim przywódcą ma pewne kłopoty". A w ogóle to wedle niego szef PO "sprywatyzował" całe państwo i "był na kolankach" przed Rosją, by wywalczyć ważne stanowisko w UE. Kaczyński oskarża Tuska także o… wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Te tyrady przeciwko Donaldowi Tuskowi to stały, a dziś wybitnie nasilony, element walki PiS z szefem PO. Ale są i nowe elementy: prezes PiS szybko zareagował na obietnicę Tuska, że wywali z NBP Adama Glapińskiego, bo ten - wedle szefa PO - wybrany został nielegalnie. - Plan z jakiejś bajki - oceniał Kaczyński.

Transpłciowość. Znów niegodziwie bije w osoby trans

Pod koniec czerwca, przy okazji parady równości w Warszawie, prezes PiS zaczął mówić o transpłciowości. - Musimy doprowadzić, choć może to najtrudniejsze, do tego, żeby powróciła prawda. Oczywiście, ktoś może się z nami nie zgadzać, (bo) ma lewicowe poglądy - uważa, że każdy z nas może w pewnym momencie powiedzieć, że do tej pory, czyli do godziny… jest w tej chwili około wpół do szóstej, byłem mężczyzną, ale teraz jestem kobietą. Bo lewica uważa, że tak powinno być i należy tego przestrzegać. Mój szef w pracy czy nawet koleżanka, kolega powinni się do mnie zwracać już tym razem w formie żeńskiej. No, można mieć takie poglądy, dziwne co prawda, ja bym to badał - mówił kilkanaście dni temu.

Prezes PiS w ten weekend dalej brną w drwiny o osobach transpłciowych. Gdy mówił o tym, że Unia Europejska powinna być mocarstwem, zastrzegał, że UE nie może wtrącać się w "obyczaje" obowiązujące w państwach. - Jeżeli gdzieś jest jakaś moda, żeby Krysia została Stasiem, a Staś Krysią, to nie znaczy, że w Polsce też ma być taka moda - żartował ku uciesze partyjnego aktywu.

Cel jest, jak już pisaliśmy w Gazeta.pl, taki, aby - niegodziwie, nieprawdziwie, ale skutecznie - podzielić ludzi na zdrowo myślących Polaków i potłuczone lewactwo.

Inflacja. Wini po pierwsze Putina

Widać, że inflacja doskwiera prezesowi PiS. Wyraźna jest obawa prezesa, że ludzie obwinią PiS o wzrost cen i przez to straci władzę. Prezes wyśmiewa więc zarzuty, że PiS jest winne inflacji. A kto jest winny? Według niego: Putin, UE i covid. Prezes twierdzi, że "przeciwnicy PiS posługują się bezczelnym oszustwem" ws. inflacji, bo winią Adama Glapińskiego i PiS, a nie trio Putin-UE-covid. Ale, co ciekawe, prezes przyznaje, że wpompowanie - jak mówi - 200 miliardów złotych w ratowanie gospodarki teraz także skutkuje wzrostem cen.

Do wyborów obiecuje jednak inflację opanować. - Jeśli Putin czegoś nowego nie wymyśli, to jak będą wybory, to powinno być już znacznie, ale to bardzo znacznie lepiej - zapewnia.

Przy każdej okazji, a jakże, żartuje sobie z PO. Sięgając do określenia "podatek inflacyjny", które spopularyzowała posłanka Izabela Leszczyna (ale ona definiowała ten podatek tak: "to wszystko, co Polacy oddadzą do budżetu ponad to, co rząd zaplanował w ustawie budżetowej"), żartował, że skoro PiS nakłada podatek inflacyjny w Polsce, a inflacja jest też w Europie i USA, to "władza świata jest tu". - Przepraszam za nieskromność, ale w mojej osobie - śmiał się Kaczyński. A sala obowiązkowo z nim.

Żart o swoje rzekomej władzy nad światem opowiadał w trzech z czterech miast, które odwiedził w weekend. Wszędzie się śmiano, choć działacze partyjni już zapewne ten dowcip słyszeli. Prezesa też jego własny żart śmieszył niezmiennie.

Ale już na serio prezes wraca do tematów bliskich swojemu elektoratowi. Zapewnia o dopłatach do nawozów rolniczych. I o dopłatach do węgla, by kosztował niecały tysiąc złotych, a nie trzy.

Starał się rozbrajać wściekłość zwykłych ludzi - ale nie działaczy swojej partii, którzy akurat mogą na tym korzystać - na gigantyczne zyski spółek (jak Orlen czy banki), które zarabiają teraz gigantyczne pieniądze na inflacji. - Albo spółki państwowe same pozbędą się tych ogromnych zysków, czyli obniżą ceny, a banki podwyższą oprocentowanie wkładów, albo obłożymy to wielkim podatkiem. My to zrobimy - obiecywał. Ale zadanie scedował na Jacka Sasina, więc sukces nie jest przesądzony.

Niemcy. Prezes nie chce być pod butem

Niemcy w wypowiedziach prezesa zajmują stałe miejsce w czasie weekendowego objazdu.

Jarosław Kaczyński lubi używać porównania Niemiec do… buta. Niemcy to według niego but, pod który opozycja chciałaby wsadzić Polskę. Intencję opozycji przedstawia tak: - Polska zawsze musi być podległa i być pod jakimś butem. Ten but może być tak twardy jak sowiecki albo hitlerowsko-niemiecki, albo może być ten but trochę miększym, bardziej kulturalny jak teraz. Ale but to but.

A w Kielcach mówił, że "partie, z którymi PiS walczy, są gotowe doprowadzić do tego, żeby Polska była krajem zdominowanym". - Słyszałem tutaj coś o Unii. Szanowni państwo, to żadna Unia, to są Niemcy - poprawiał swoich widzów. - Życie pod czyimś butem, nawet jeśli ten but jest filcem podbity tak, żeby wyglądał na miękki, zawsze jest ze szkodą - a tak prezes wraca do buta w kolejnym mieście.

Niemcy są według niego de facto agresorem wobec Polski, choć nie militarnym. - Musimy się obronić przeciwko temu, co nas naciska z zachodu. Chodzi o centralizację władzy: niby w Brukseli, ale tak naprawdę w Berlinie - przestrzega.

Prezes PiS zapewnia, że się odwinie, wyszarpując reparacje. - Innym [Niemcy - red.] płacili, to dlaczego mają nam nie płacić. Co, my gorsi? - pytał. Tak się jednak składa, że choć obóz PiS rządzi sześć i pół roku, to niczego na gruncie międzynarodowym nie zrobił w tej sprawie.

Wojna na wschodzie. Prezes obiecuje odstraszyć Rosję

Wojna w Ukrainie to dla prezesa PiS powód do chwalenia się planami zakupów uzbrojenia. Ale nie tylko, bo też do bicia w Niemcy (i Francję) i jeszcze - a jakże - do żartów z PO. - Co by było, gdyby Ewa Kopacz była premierem? Przecież ona opowiadała, co się robi, jak jest wojna: do piwnicy się ucieka z dziećmi, drzwi się zamyka. Myśmy nie uciekali. Do Kijowa żeśmy jeździli i znów będziemy jeździć - mówi prezes PiS.

Wedle prezesa PiS Polska niedługo będzie potęgą militarną w Europie. Obiecuje gigantyczne wzmocnienia. Chwali się zamiarem zakupu 500 wyrzutni HIMARS od USA, podkreślając, że dotychczas nawet tylu nie wyprodukowano. Wydatki na armię - co zaskakujące w jego słowach i w świecie niespotykane - sięgnąć miałyby aż 5 proc. PKB (teraz przewidziane są 3 proc. z budżetu i dodatkowe środki poza nim).

- Musimy mieć takie wojsko, które będzie w stanie odstraszyć Rosjan. Jeżeli ktoś sądzi, że to sojusznicy nas obronią, to mnie najbardziej bawią ci, który mówili do niedawna z całą powagą "Niemcy nas obronią". Czym? Ale Amerykanie też nas nie obronią, jeśli sami się nie będziemy bronić - mówił prezes.

Jest też bardzo ważny przekaz dla Polski wschodniej: Kaczyński mówi, że przed ewentualną rosyjską agresją bronić się będziemy na granicy, a nie na Wiśle. Bo inaczej, podkreśla, "byśmy wydali miliony Polaków na taki los jak Ukraińców w Buczy".

Według niego teraz jest "proces turboumacniania" armii. O tym, że rząd PiS wcześniej kasował choćby kontrakt na wojskowe śmigłowce i także z tego powodu potrzebne są teraz ekspresowe zakupy na wielką skalę - nie wspomniał. - Lepiej wydać pieniądze i nie być okupowanym, niż nie wydać, a następnie być okupowanym, niszczonym, gwałconym. To mamy na Ukrainie, jeśli chcemy tego uniknąć, to nie możemy oszczędzać - mówił za to.

Nawet przy sprawie wojny w Ukrainie nie omieszkał uderzyć w Tuska. - Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby tam zamiast prezydenta Zełenskiego rządził ktoś w rodzaju tego pana, którego nazwiska nie wymieniam. Nie życzę tego Ukraińcom i nie życzę tego Polsce. Liczyłby przede wszystkim na to, że Niemcy pomogą, a pomagają tak, że aż kurz idzie - mówi Kaczyński. Oczywiście publika złożona z działaczy PiS przyklasnęła.

Pieniądze. Wedle prezesa ich nie było, a teraz są

Prezes PiS lubuje się w przypominaniu słów Jana Vincenta Rostowskiego (ministra finansów w rządzie PO), że "piniędzy nie ma i nie będzie". Ten cytat jest zresztą od lat bardzo często wykorzystywany w narracji PiS. Prezes liczy, że PiS znalazło ponad 800 miliardów złotych więcej niż poprzednia władza. - To jest nasza wina, wina PiS, ale chcemy mieć więcej takich win - mówi.

Widzom serwuje wciąż ten sam zestaw liczb i wymienia te same programy społeczne. Obiecuje przy tym - co dla elektoratu PiS ważne - że zrobi wszystko, by czternasta emerytura byłą już na stałe, co rok.

Prezes PiS chwalił się nawet… Polską Fundacją Narodową. Twierdzi, że pieniądze z UE wcale nie są aż takie ważne, coś się należą. A Polska przestanie być dzięki PiS-owi prowincją. - Nie możemy mieć lotniska dla Polaków w Berlinie - mówił.

Wedle prezesa PiS Polak będzie - jak mawiał jego brat, prezydent Lech Kaczyński - "poważnym państwem". Jak Turcja.

Więcej o: