Śliwowica jeszcze nie otwarta, a już się "zagotowało w głowach". Tak Ziobro bierze odwet za upokorzenie

Jacek Gądek
Mateusz Morawiecki upokorzył Zbigniewa Ziobrę, gdy przepchnął z Komisją Europejską "kamienie milowe", na które minister się nie godził. W odwecie ziobryści biją w PiS, że realnie wyparło się własnego programu - reformy sądów. PiS i Solidarna Polska chcą jednak iść razem do wyborów, choć Nowogrodzka chce ociosać SP z posłów. Ziobryści odparowują, że prędzej PiS ociosa siebie - z władzy.
Zobacz wideo Czy Zbigniew Ziobro jest kłamcą? Fogiel: Nic mi nie wiadomo na ten temat

Mówi jeden z ważnych polityków PiS: - Harcownicy sobie trochę poskaczą i pokrzyczą, a później przyjdzie prawdziwa polityka i się to harcowanie skończy. Czasami trzeba dać się wyszumieć, bo rzeczywistość i tak dosięgnie ich szybciej, niż im się zdaje.

"Harcowanie" to atak ziobrystów na Morawieckiego za "kamienie milowe" w KPO i ich zarzuty wobec prezesa PiS, że wyrzekł się swojego programu. A "rzeczywistość" to zbliżające się układanie list PiS przez wyborami w 2023 r.

Więcej o sporach w Zjednoczonej Prawicy przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Czerwiec w polityce był gorący. Polski Krajowy Plan Odbudowy (nawet 36 mld euro grantów i tanich pożyczek) został w końcu zaakceptowany przez Komisję Europejską. Ale za cenę 116 "kamieni milowych", które Polska musi wypełnić, by pieniądze uzyskać. Wśród nich np. wyższe opłaty za samochody spalinowe, ozusowanie wszystkich umów cywilnoprawnych, zmiany w regulaminach Sejmu i Senatu, a także elementy równościowe w procesach przyznawania grantów. "Kamienie milowe" wywołało ostre spięcie PiS z Solidarną Polską, ale też ogromne zdziwienie w samym PiS.

Co ważne, Morawiecki przepchnął "kamienie milowe" za plecami Ziobry, co było dla ministra sprawiedliwości upokorzeniem. Wściekły za to Ziobro zaproponował premierowi zakład o śliwowicę łącką, jeśli Morawiecki udowodni, że rząd akceptował KPO w kształcie, w jakim ostatecznie został on przyjęty po negocjacjach z Brukselą.

Zobacz wideo Zbigniew Ziobro idzie z Mateuszem Morawieckim o zakład. O śliwowicę łącką i "kamienie milowe"

Później premier jeszcze wbił Ziobrze szpilę stwierdzając de facto reformy sądów spartaczono: - Reformujemy już ten wymiar sprawiedliwości siódmy rok. Ja bym nie chciał umierać za wymiar sprawiedliwości. Naprawdę. Nie opłaca się.

Ta zniewaga wymagała krwi. Solidarna Polska bierze więc odwet bijąc w Morawieckiego i PiS. Zarzut jest bardzo ciężki. Jak pisał Ziobro, "wraz z odejściem Beaty Szydło skończyło się zielone światło dla zmian w sądownictwie". To cios w samo serce PiS - zarzut, że PiS zdradziło własny program i własnych wyborców. To także zarzut wobec samego Jarosława Kaczyńskiego, bo to on zawiaduje zielonym światłem.

Publicznie pożarli się, zarzucając sobie kłamstwa, też ziobrysta Jacek Ozdoba (wiceminister klimatu) i bardzo bliski Morawieckiemu Waldemar Buda (minister rozwoju).

Ważny polityk PiS (wcale nie o śliwowicy łąckiej jako bezpośredniej przyczynie): - Niektórym się zagotowało w głowach. Nie tylko ziobrystom, ale naszym też. Buda zupełnie niepotrzebnie się kłóci, ale widocznie obaj potrzebowali podkreślić swoją tożsamość. Albo chcieli też zyskać punkty w oczach swoich pryncypałów.

Ale zwłaszcza wśród ziobrystów jest wściekłość. Polityk z otoczenia Ziobry: - Morawiecki mówi, że 7 lat reformowano sądownictwo i dalej jest źle. Nasza reakcja [słowa Ziobry o cofniętym "zielonym świetle" - red.] musiała być szybka i twarda. I taka była. Mówimy wprost, że przecież żadnych naszych reform sądownictwa tak naprawdę nie było, bo nie ma zgody PiS na uchwalenie naszych ustaw. W PiS się zorientowano, że jeśli będziemy cały czas twardo mówić "jest źle, bo prawdziwych reform sądów nie chce PiS", to dla Nowogrodzkiej będzie to groźne.

W SP jest przekonanie, że Ziobro trafił celnie. Reakcja PiS była szybka. Jarosław Kaczyński powiedział PAP: - Nie było żadnej zmiany zielonego światła dla zmian w wymiarze sprawiedliwości. To taka niedobra gra taktyczna, całkowicie niepotrzebna.

Czyli wedle prezesa PiS Ziobro kłamie i szkodzi Zjednoczonej Prawicy. Ale Ziobro się nie cofa: - W tym wypadku mam inną ocenę.

Kaczyński oceniał też: "W Polsce sądy działają nie źle, tylko fatalnie źle". I tu się Ziobro z Kaczyńskim i Morawieckim w zasadzie zgadzają. Różnica polega na tym, że Ziobro wini Morawieckiego (podkreślając, że to nie w Ministerstwie Sprawiedliwości pisano ustawy sądowe) i Kaczyńskiego.

Napięcie w Zjednoczonej Prawicy jest więc ogromne: zarzuty kłamstw wobec Morawieckiego, Budy i Ziobry, zarzuty zdrady programu PiS wobec Kaczyńskiego. Ale nie zmienia to intencji tak PiS jak i SP, by w 2023 r. iść do wyborów razem. Na Nowogrodzkiej chciano by jednak ociosać Ziobrę z posłów. Jak?

Umowa koalicyjna PiS i SP mówi, że obecni posłowie Ziobry co do zasady mają startować z tych samych miejsc i okręgów, co w 2019 r. Ale jest też furtka, że władze SP w drodze wyjątków mogą zmienić rekomendację na obiecane miejsce na liście PiS, ale Nowogrodzka może - jak wiele razy to się zdarzało - obietnicy wobec koalicjanta nie wypełnić, a furtki nie pozwolić skorzystać. Ponadto, jak słyszymy z Nowogrodzkiej, na swoje listy PiS nie chce wpuszczać ziobrystów, którzy chcieliby być w Sejmie debiutantami.

- Zobaczymy, czy posłowie Ziobry odnowią swoje mandaty w 2023 r. - dodaje ważny polityk PiS, mając nadzieję, że część ziobrystów wypadnie z kolejnego Sejmu.

Na Nowogrodzkiej, w tym i u samego prezesa PiS, wciąż obecna jest bowiem trauma z 2019 r., gdy PiS pozwoliło Ziobrze i Jarosławowi Gowinowi wprowadzić po prawie 20 posłów - przez to Kaczyński był wiecznie od nich uzależniony. Porozumienie Gowina rozbił, ale ziobryści są dużo bardziej zwarci.

W Solidarnej Polsce już szykują się na twarde negocjacje z PiS ws. miejsc na listach w przyszłych wyborach. Mówi polityk z otoczenia ministra sprawiedliwości: - W 2019 r. PiS straciło Senat, bo wycinali naszych mocnych kandydatów na senatorów. Jeśli w 2023 r. będą nas wycinać, to stracą Sejm i przegramy wszyscy.

Do obozu Zjednoczonej Prawicy - choć formalnie nie jako koalicjant, ale na mocy umowy programowej - dołączyło koło Polskie Sprawy Agnieszki Ścigaj - to trzy głowy w Sejmie, a ona sama dostała ministerialną tekę w kancelarii premiera. Czy to jest zagrożenie dla ziobrystów? Nie. Bo cały obóz rządzący ma teraz w Sejmie tylko 6 głosów ponad połowę. Bez Ziobry nie ma zatem stabilnej większości. Nieoficjalnie można usłyszeć, że Polskie Sprawy to nie koniec wzmocnień czy też zakupów obozu Zjednoczonej Prawicy. Dla ziobrystów rozbudowywanie się obozu rządzącego może być o tyle szkodliwe, że wzrośnie presja na PiS, by rozdawać nowym nabytkom miejsca na liście, a więc nie dotrzymywać umowy koalicyjnej z ziobrystami. Kolejna po miejsca jest długa: politycy PiS, OdNowy Marcina Ociepy, Partii Republikańskiej Adama Bielana, Polskich Spraw, Kukiz'15. A PiS - wedle sondaży - część mandatów straci.

Ziobro, choć został upokorzony ws. KPO, a jego ustawy sądowe lądują w szufladach,jest jednak o tyle cenny, że wciąż ma 20 szabel w Sejmie i zaanektował niewielki, ale z perspektywy PiS istotny, twardy prawicowy elektorat, który można szacować na 2-3 proc. To mało, ale dla PiS i tak dużo.

Więcej o: