PiS zaskoczone tym, co zrobił rząd PiS. A potem Marek Suski mówi, że UE jest jak Stalin

Jacek Gądek
PiS było bardzo mocno zaskoczone, jakie rząd PiS wynegocjował "kamienie milowe" z Komisją Europejską. Od ich wypełniania zależy, czy popłyną 36 mld euro z Funduszu Odbudowy UE. W obozie rządzącym politycy przyznają, że komunikacyjnie pokpili sprawę. - Początkowo wyglądało to wszystko na smoka - słyszymy z Nowogrodzkiej.
Zobacz wideo Kiedy do Polski popłyną pieniądze z KPO? Jarosław Wałęsa:

1 czerwca Komisja Europejska zaakceptowała polski Krajowy Plan Odbudowy. 2 czerwca z wizytą do Warszawy przybyła szefowa KE Ursula von der Leyen. Opublikowano także cały dokument, który opisuje wszystkie wymagania wobec Polski - to cegła: ok. 200 stron. Kiedy tuż po opublikowaniu go pytaliśmy jednego z członków rządu o zapisane w nim opłaty dla posiadaczy samochodów spalinowych, usłyszeliśmy: - Ale myśmy nic o tym nie wiedzieli.

Więcej informacji z polskiej polityki znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Niemalże cały obóz PiS był zaskoczony tym, co jest wśród 116 "kamieni milowych". A zawarto te wszystkie punkty w aneksie do decyzji Komisji Europejskiej akceptującej KPO. Gdy zobowiązania wyszły na jaw, komunikacja PiS się posypała, bo jej politycy, ich nie znali. I jeszcze nikt tej komunikacji do kupy nie zebrał.

Widać to po tyradach posła PiS Marka Suskiego. - Ja nie muszę akceptować wszystkiego, co akceptuje rząd. To jest bezczelność. Swego czasu Stalin pisał nam konstytucję, teraz Bruksela próbuje nam pisać regulamin Sejmu, Senatu, Rady Ministrów. Zachowują się jak Stalin - rzucił Suski w Radiu Plus. A w ogóle to jak Stalin, mówił Suski, "Unia chce zlikwidować państwo polskie". A o powołaniu komitetu monitorującego wydawanie pieniędzy z KPO Suski w ogóle nie słyszał, choć była to inicjatywa polskiego rządu.

W warunkach, do których spełniania zobowiązał się polski rząd, są też np.: oskładkowanie umów cywilnoprawnych, wyższe opłaty dla posiadaczy samochodów spalinowych, podniesienie efektywnego wieku emerytalnego. A to tylko i tak drobny wycinek. Treść aneksu z warunkami była wiedzą bardzo małego grona ministrów i premiera. Zapisy negocjował głównie minister rozwoju Waldemar Buda.

Przez miniony rok publicznie mowa była niemal wyłącznie o trzech "kamieniach milowych", które miały być zapisane w KPO i być warunkiem uruchomienia euro. Dotyczyły sądownictwa: likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, nowej procedury dyscyplinarne wobec sędziów i przywrócenia do pracy sędziów, których ID odsuwała.

Polityk PiS: - Wcześniej określenie "kamieni milowych" pojawiało się wyłącznie w kontekście zmian w Sądzie Najwyższym. A później nagle się okazało, że one co prawda były najbardziej kontrowersyjne i najdłużej negocjowane, ale wszystkich warunków jest o wiele więcej.

Jak podkreślał minister ds. funduszy europejskich Grzegorz Puda, KPO oprócz 116 "kamieni milowych", jest też 48 reform, 54 inwestycje i 166 wskaźników do wypełnienia. Nikt w PiS nie był przygotowany, aby po publikacji aneksu z nimi prosto je tłumaczyć - zwłaszcza punkty tak drażliwe, jak czas przechodzenia na emeryturę czy opłaty dla kierowców. PiS komunikacyjnie położył sprawę ogłoszenia całości KPO i wymagań w nim zapisanych.

- Było zaskoczenie "kamieniami milowymi" - słyszymy od współpracownika Jarosława Kaczyńskiego. Jak dodaje: - Początkowo wyglądało to wszystko na smoka, ale jak się bliżej temu przyjrzeć, to już przestaje. Komunikacyjny problem był.

Inny z PiS: - Przekaz, który poszedł zaraz po ogłoszeniu wszystkich "kamieni milowych", to jest problem. Musimy się tłumaczyć z najgorszych możliwych interpretacji. Choćby z podwyższenia wieku emerytalnego, którego nie będzie, bo chodzi o efektywny wiek, a nie ustawowy - mówi jeden z polityków PiS. Opozycja jednak już wybatożyła PiS za wiek emerytalny.

Nasz rozmówca z PiS: - Paradoks jest taki, że "kamień milowy" związany z podwyższeniem efektywnego wieku emerytalnego jest już zasadniczo zrealizowany. Zerowy PIT dla ludzi w wieku emerytalnym, ale wciąż pracujących, przekłada się przecież na efektywne podniesienie wieku, w którym ludzie przechodzą na emeryturę.

Rozwiązanie takie weszło w życie na początku tego roku.

W PiS narzekają, że w mediach są opowieści o tym, że UE narzuciła wszystko rządowi PiS. - A to nieprawda. Zwykli ludzie myślą, że to Polsce narzucono jakieś specjalne wymagania, a przecież wszystkie państwa UE mają swoje "kamienie milowe" do osiągnięcia - mówi polityk PiS.

Z warunków KE wynika, że do końca 2024 r. Polska ma wprowadzić opłatę rejestracyjną dla pojazdów spalinowych - ma ona być powiązana z poziomem emisji CO2 i tlenków azotu. A do 2026 r. - podatek dla wszystkich właścicieli spalinówek. Zwłaszcza w Solidarnej Polsce zareagowano bardzo nerwowo na wieść o opłatach za samochody spalinowe. W PiS po początkowym zaskoczeniu teraz przekonują, że nikt z kierowców nie zapłaci więcej niż teraz. W warunkach zapisano jednak wprost: "Wprowadzony (będzie w 2026 r.) podatek od własności pojazdów spalinowych będzie powiązany z emisją CO2 i NOx pojazdu". W obozie rządzącym przekonują, że i takie zapisy są do zrealizowania bez dodatkowych opłat. - Do maksimum wykorzystamy elastyczność zapisów - słyszymy. Uderzać w kierowców będą na pewno zakazy wjazdu do centum miast. - Ale to już decyzje w gestii samorządów - słychać ulgę.

Więcej o: