Węgla nie ma, a pod nogami PiS i tak się pali. "To temat społeczny nr 1"

Jacek Gądek
Pod nogami Prawa i Sprawiedliwości pali się sprawa węgla. A w zasadzie jego braków i niebotycznych cen. To rzecz ważna zwłaszcza dla elektoratu obozu rządzącego, a nie opozycji. - Węgiel? To temat społeczny nr 1 podczas rozmów z ludźmi poza większymi miastami - mówi polityk obozu rządzącego.
Zobacz wideo Szydło: To nie jest czas, żeby jeszcze mówić o tych propozycjach na kolejne wybory

Mówi polityk PiS: - Ceny paliw na stacjach ludzi nie ruszają, byleby ono było i to nawet po 10 zł. Nawet ceny produktów spożywczych w sklepach nie są straszne. Wcale też nie ceny gazu czy prądu. Ale ceny węgla to już dla ludzi prawdziwy dramat.

Więcej o węglu przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Z perspektywy Warszawy tego problemu nie widać dobrze, ale skok ceny węgla z ok. 1 tys. do 3 tys. zł bije w ludzi i to niemiłosiernie. Zwłaszcza że ludzie ci często nie mają alternatywy dla węgla. Zresztą teraz na rynku węgla na opał brakuje, a ludzie wykupują go - nawet po wysokich cenach - bo boją się, że zaraz go nie będzie w ogóle.

Politycy Zjednoczonej Prawicy, jak zaordynował prezes PiS, mają jeździć po kraju i rozmawiać z ludźmi, przekonywać, że rząd odnosi sukcesy. - Każdy polityk słyszy teraz od emeryta, że kiedyś płacił niecały tysiąc za tonę węgla, a teraz nie ma pieniędzy, by płacić po 3 tys. A potrzebuje 2-3 tony - mówi polityk PiS.

Rośnie więc - mówiąc fachowo - ubóstwo energetyczne, czyli konieczność wydania powyżej 10 proc. dochodów na ogrzewanie. Z danych Izby Gospodarcza Sprzedawców Polskiego Węgla wynika, że odsetek ubóstwa wzrósł do 31 proc. Problem dotyczyć może już aż 4,6 mln Polaków i dotyka głównie małe miejscowości i wsie. Czyli kogo? Czyli elektorat Prawa i Sprawiedliwości.

Polityk obozu rządzącego: - Wsie i małe miasteczka ogrzewają się węglem. To nasz elektorat.

Inny polityk obozu rządzącego: - Ludzie w Polsce prowincjonalnej są przyzwyczajeni do palenia węglem, a czym innym zresztą palić nawet nie mogą. Dla starszych ludzi to była wręcz zdobycz cywilizacyjna z czasu ich młodości, że mogą sobie w domu napalić węglem i nie muszą zbierać przez cały rok chrustu w lasach na zimę.

Polityk PiS z rządu mówi wprost: - Najpoważniejszy problem naszego rządu do rozwiązania na teraz, to ceny węgla.

Inny z PiS: - Z perspektywy Warszawy tego nie widać. Nie wiem, czy to dla ludzi jest teraz temat nr 1, ale na pewno jeden z najistotniejszych. Dlatego Anna Moskwa apeluje, aby nie wzbudzać paniki.

Po wprowadzeniu embarga na węgiel z Rosji - lepszy jakościowo i tańszy niż z polskich kopalni - w przyszłym sezonie grzewczym mogłoby zabraknąć nawet 10 mln ton węgla. Połowa przypada na gospodarstwa domowe, a połowa np. na ciepłownictwo w samorządach. Rząd chce zasypać tę dziurę, sprowadzając węgiel z innych kierunków. Minister klimatu, a to jej resort odpowiada za bezpieczeństwo energetyczne, zapewniała kilka dni temu: "Kolumbia, USA, Australia, RPA, Indonezja to kierunki importu węgla. Spółka PGE Paliwa oczekuje na 8 statków z ponad 700 tys. ton. W Porcie Gdańsk trwa rozładunek węgla z Kolumbii".

Bez sprowadzania węgla - także krwawego, choć nie pochodzącego z Rosji - wieszczy, że jesienią może być dramat. Dlatego też minister klimatu Anna Moskwa, szef MAP nadzorujący górnictwo Jacek Sasin i prezes PiS wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński trąbią, że z niedoborem węgla rząd sobie poradzi. Rząd chce ekspresowo przeforsować ustawę de facto regulującą cenę węgla dla odbiorców prywatnych.

Brak węgla i jego ceny to dziś doskonałe paliwo dla opozycji. W obozie rządzącym się na to zżymają. - Opozycja żądała zamknięcia granicy dla rosyjskiego węgla. Zamknęliśmy. A dziś ta sama opozycja bije w nas za to, że nie ma węgla. Mam nadzieję, że problem z dostawami jest krótkotrwały i za niedługo temat zniknie, bo węgiel będzie.

W Polsce wiele gospodarstw ogrzewa się nie węglem, ale drewnem - nawet 2 mln domostw. Pod koniec maja resort środowiska informował, że Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych przygotowała wytyczne dot. wsparcia możliwości nabywania przez konsumentów - odbiorców indywidualnych, surowca drzewnego do celów opałowych. W praktyce chodzi o to, na jakich zasadach i po jakich cenach ludzie mogą zabierać z lasów gałęzie, konary, pozostałości po zrębach i wykorzystywać je jako opał. O możliwości zbierania takiego drewna na własne mówił wiceminister Edward Siarka. W ten sposób rząd zafundował sobie jednak dodatkowy kłopot. Opozycja i media szybko ukuły nazwę "chrust+". Nikt rządowej komunikacji ws. zbierania w lasach drewna na opał nie koordynował.

- Siarka miał dobre intencje, ale w sumie niepotrzebnie wywołał temat zbierania gałęzi. Mamy przez niego teraz rechot wielkich miast, że niby skazujemy babulinki na zbieranie chrustu w lasach. Kto chciał, to do tej pory korzystał z takiej możliwości, a reszcie postaramy się zapewnić dostawy węgla - mówi polityk PiS.

W samym obozie rządzącym temat węgla jest gorący. Bo Solidarna Polska, a już zwłaszcza były wiceminister Janusz Kowalski, od dawna - jak mówią "ziobryści" - "bronią węgla" i walczą z zieloną transformacją energetyki w Unii Europejskiej. Solidarna Polska ma więc dziś swoje polityczne żniwa. Zbigniew Ziobro wnosił, że rząd musi się pilnie zająć zbiciem cen węgla i zaopatrzeniem w niego, a Janusz Kowalski publicznie bije także w swój w rząd, pisząc na TT: "Dziś potrzebne jest rozliczenie i pilna konsolidacja obszaru energetycznego w rządzie. Limit błędów wyczerpany. A dalej idziemy na ścianę".

- Węgiel to teraz paliwo dla Solidarnej Polski - mówi polityk bliski rządu. Dla opozycji zresztą też.

Więcej o: