Federa o "rejestrze ciąż": Jego prowadzenie nie może prowadzić do 'poszukiwania zaginionej ciąży'

"Prowadzenie takiego rejestru nie może prowadzić do 'poszukiwania zaginionej ciąży' ani żadnych konsekwencji prawnych wobec kobiety" - podkreśla Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, komentując podpisanie przez Adama Niedzielskiego rozporządzenia, które ma wprowadzić tzw. rejestr ciąż. "Świadomość tego może być ochroną, gdyby w gabinecie ginekologicznym padło nagle niewygodne pytanie" - dodaje organizacja.
Zobacz wideo Oto do czego prowadzi całkowity zakaz aborcji. Salwador powinien być dla Polaków ostrzeżeniem

W piątek Adam Niedzielski podpisał rozporządzenie, w wyniku którego w Systemie Informacji Medycznej zostanie odnotowana m.in. ciąża pacjentki. W debacie publicznej zyskało ono nazwę "rejestru ciąż". Wśród działaczek i działaczy organizacji broniących praw kobiet, a także polityków opozycji pojawiły się obawy, że taki "rejestr" może przyczynić się do zastraszania Polek, które zdecydowałyby się np. na aborcję za granicą. 

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

93 proc. przyszłych mam 'uczy się' ciąży na książkach. Nieoceniony jest poradnik 'W oczekiwaniu na dziecko' Heidi MurkoffRejestr ciąż wchodzi w życie. "Liczne wątpliwości konstytucyjne"

Federa komentuje "rejestr ciąż". "Kobiety jako normę znają wtrącanie się lekarzy w życie prywatne"

Do dokumentu, który ma wejść w życie w ciągu dwóch tygodni od dnia ogłoszenia, odniosła się Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. - Mimo iż ministerstwo jako uzasadnienie podaje chęć ułatwienia pracy lekarzy, to w dzisiejszej Polsce każda zmiana dotycząca zdrowia reprodukcyjnego, zwłaszcza związana z gromadzeniem wrażliwych danych, spotyka się z podejrzeniami o złe intencje. I nie ma się czemu dziwić - stwierdziła prezeska organizacji, Krystyna Kacpura. - Kobiety w Polsce jako normę znają niestety moralizowanie i wtrącanie się lekarzy w życie prywatne pacjentek, o całkowitym ignorowaniu ich obaw i potrzeb nie wspominając - dodała.

Federa podkreśla, że po wejściu rozporządzania w życie lekarz, widząc pacjentkę, która nie jest już w ciąży, a według cyfrowego rejestru była trzy tygodnie temu, zacznie zadawać pytania dot. tego, co stało się z ciążą. - W świetle prawa osoby w Polsce wciąż na szczęście nie są karane za własne aborcje. Gdyby powiedziały ginekologowi w trakcie wizyty, że przerwały niedawno ciążę (nieważne jaką metodą i gdzie), lekarz nie mógłby nic z tą informacją zrobić. Nawet gdyby zadzwonił na policję, byłby to stracony czas, bo postępowanie przeciwko kobiecie po aborcji nie mogłoby się z tego powodu w ogóle toczyć - zaznaczyła prawniczka Kamila Ferenc. - To jednak do kobiety należy decyzja, czy chce mówić o aborcji, czy raczej powiedzieć, że doszło do naturalnego poronienia, np. w domu na toalecie - dodała.

Według organizacji ws. "rejestru ciąż" warto zachować spokój. "Sama świadomość, że prowadzenie takiego rejestru nie może prowadzić do 'poszukiwania zaginionej ciąży' ani żadnych konsekwencji prawnych wobec kobiety, może być ochroną, gdyby w gabinecie ginekologicznym padło nagle niewygodne pytanie" - czytamy w oświadczeniu.

Zdjęcie ilustracyjneInformacja o ciąży trafi do systemu. Niedzielski podpisał rozporządzenie

Więcej o: