Kurczak i diesel dzielą bratanków. Héjj: Teraz polski rząd na pewno nie wejdzie na ścieżkę Węgier [WYWIAD]

Jacek Gądek
- Na Węgrzech sieci handlowe sprzedawały kurczaka po cenie urzędowej, a małe sklepy zaczęły go wykupować, bo nie ma od państwa rekompensaty różnicy między ceną urzędową a rynkową. Potem sklepiki stosują różne manewry, aby przeksięgować owego "kurczaka", bo rzecz dotyczy także innych produktów, i móc go sprzedać drożej - absurdy węgierskiej gospodarki opisuje dr Dominik Héjj, politolog z Instytutu Europy Środkowej w Lublinie, analityk Polityka Insight, twórca Kropka.hu.
Zobacz wideo Gowin: Orban nie jest sojusznikiem Polski ani żadnego demokratycznego państwa

Jacek Gądek: - "Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość" to ma być pana nowa książka, ale patrząc jak Viktor Orbán zamraża ceny kurczaka czy paliwa, to jest to raczej powrót Węgier do czasów gospodarki centralnie sterowanej i cen urzędowych?

Dr Dominik Héjj: - Można się doszukać wielu analogii między Viktorem Orbánem a Jánosem Kádárem (sprawującym władzę na Węgrzech w latach 1956-88 - red.) i w ogóle epoką Kádára w czasach komunizmu. Nie tylko jeśli chodzi o regulowanie cen. Wówczas bowiem - tak jak teraz na Węgrzech Orbána - państwo też funkcjonowało na zasadzie: jak ktoś się nie wybija, to ma dobrze, a jeżeli ktoś się wznosi ponad szarą rzeczywistość, to poniesie tego szeroko rozumiane konsekwencje.

Więcej o gospodarce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Skoro inflacja szybuje także na Węgrzech, to Orbán zamraża ceny w sklepach jak w komunie? Tak po prostu?

Ceny urzędowe są już wprowadzone na Węgrzech na sześć podstawowych produktów spożywczych: mąkę, cukier, olej słonecznikowy, mleko powyżej 2,8 proc., nóżki wieprzowe i pierś z kurczaka. Orbán zamroził je przed wyborami, które odbywały się w kwietniu. Wprowadzono też zakaz eksportu pszenicy. Uregulowano odgórnie także ceny paliw. Gospodarka i ceny są coraz bardziej centralnie sterowane i faktycznie przypomina to poprzednią epokę.

Co ciekawe, w okresie komunizmu obcokrajowcy płacili wyższe stawki za hotele na Węgrzech. Od piątku wszyscy ci, którzy mają tablice rejestracyjne obcych krajów, mają płacić więcej za paliwo. Cena regulowana to 479,9 forinta za litr (5,63 zł), a jeżeli ktoś przyjeżdża na obcych blachach, to musi zapłacić o 200 forintów więcej (czyli o 2,35 zł). Żartując, jak rozumiem także zięć Viktora Orbána, który mieszka za granicą, musi na Węgrzech od teraz więcej płacić za tankowanie. Podobnie rzecz tyczy się samochodów w leasingu w innym państwie.

Wyższe ceny paliw dla obcokrajowców to rzecz, która może się w ogóle utrzymać? Przecie to segregacja ludzi.

Utrzymanie tego na dłuższą metę jest niewykonalne. Orbán liczy jednak na prostą rzecz: zanim Unia Europejska podejmie działanie, minie sporo czasu. Tuż przed kwietniowymi wyborami rząd wprowadził przepis, wedle którego auta o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony, mające zagraniczne tablice rejestracyjne, mogły jeszcze tankować taniej, ale jak ten zagraniczny samochód przekroczył 3,5 tony, to już musiał płacić wyższą, bo rynkową, a nie regulowaną cenę. A Węgrzy mieli wyższą cenę dopiero od 7,5 tony. A zatem już przed wyborami rząd Orbána segregował kierowców. Czy Komisja Europejska się tym zajęła przez ostatnie dwa miesiące? Nie. A czy wyższe ceny dla obcokrajowców działają? Działają. Teraz Orbán rozszerza ten proceder.

Co ciekawe, jedna limuzyna, którą porusza bądź poruszał się prezydent, jest na niemieckich tablicach rejestracyjnych, czy więc i ją będzie trzeba tankować za wyższą cenę? Ale na tym nie koniec absurdów. Węgrzy z Serbii, Ukrainy czy Słowacji też będą płacić więcej za to paliwo, gdy przyjadą na Węgry? A jak ktoś zatankuje po niższej cenie, to będzie trzeba wzywać policję?

Po co to prymitywne regulowanie cen paliw, diesla i benzyny?

Moim zdaniem po to, aby pokazać: proszę, niektóre państwa UE chcą embarga na rosyjską ropę, ale jak ktoś chce tego embarga, to będzie płacił więcej, a my Węgrzy nie chcemy embarga, więc będziemy płacić mniej.

A jeśli chodzi o ceny energii, to Orbán też reguluje ceny?

Od 2013 r. prowadzony jest program obniżania kosztów najpierw paliw, potem gazu i prądu. Realizacją tego programu tłumaczono kolejne kontrakty z Rosją. Teraz Węgry płacą drugą najwyższą cenę za metr sześcienny gazu (Litwa płaciła więcej, ale już od rosyjskiego gazu odeszła), a swoim obywatelom sprzedaje już taniej. Państwo pokrywa różnicę między cenami - stąd się wzięły pomarańczowe faktury Fideszu, które mówią, jak dużo każdy Węgier zaoszczędził na polityce rządu Orbána. Jest to kilka tysięcy zł rocznie - to zdecydowanie wpływa na odbiór społeczny.

Teraz Orbán poszukuje sposobu na kontynuowanie tej polityki. Trzy dni po wyborach Orbán powiedział bowiem, że nie ma pojęcia, czy uda się utrzymać tę politykę, a to przecież absolutny filar popularności Fideszu.

Orbán zamroził też wysokość rat kredytów. To akurat nie jest rzecz wyjątkowa, bo w Polsce też są takie postulaty.

Tak, zamroził procentowania kredytów i wprowadził moratorium na spłatę kredytów przez rodziny i emerytów. Sam nie mam wątpliwości, że przede wszystkim chodziło o to, aby zdobyć punkty przed wyborami.

Może to tak banalne rzeczy jak zamrożone ceny kurczaka, nóżek wieprzowych, oleju, mąki, cukru…

…i mleka UHT o 2,8 proc. zawartości tłuszczu.

…są najważniejsze dla dominacji Orbána?

Regulowane ceny mają też swoją cenę. Państwo bowiem nie rekompensuje sprzedawcom różnicy pomiędzy ceną zakupu w hurcie a ceną, po której sprzedają oni w detalu. Część właścicieli węgierskich stacji paliw chce więc pozywać rząd, bo po prostu one upadły, a będą kolejne bankructwa.

Mrożenie cen rodem z komuny to było działanie na rzecz najuboższych Węgrów, czy czysta polityka?

To rozdawanie pieniędzy z myślą o kampanii wyborczej. Jeśli się słucha o wydatkach Węgier na politykę rodzinną, to można by pomyśleć, że jest to państwo dobrobytu. Ale tak nie jest. Świadczenia dla osób najuboższych - w tym nieistniejący na Węgrzech zasiłek dla bezrobotnych, bo nazywa się zasiłkiem dla poszukujących pracy i jest na trzy miesiące - nie są waloryzowane od 2010 r. Emerytura minimalna to 28 500 forintów - to nie będzie nawet 400 zł i nie zmienia się istotnie od lat. Widać więc, że rządowi nie chodzi o dbałość o najuboższych. Widać to także po rekordowo wysokim w Unii Europejskim 27-proc. podatku VAT, którym wciąż obłożona jest duża część produktów nabiałowych.

Jak można utrzymać regulowaną cenę kurczaka w warunkach gospodarki rynkowej?

Do końca nie można. Na Węgrzech sieci handlowe sprzedawały tego kurczaka po cenie urzędowej, a małe sklepy zaczęły go wykupować w dużych ilościach, ponieważ nie ma rekompensaty od państwa różnicy między ceną urzędową a rynkową. W dużych sieciach handlowych zaczęło brakować kurczaka, więc wprowadzały one limity. Ceny regulowane wciąż obowiązują, ale sklepiki stosują różne manewry, aby przeksięgować owego "kurczaka" - bo rzecz dotyczy także innych produktów - i móc go sprzedać drożej.

Na Węgrzech wprowadzono już podatek od ekstra zysków, jeśli wynikają one z wojny w Ukrainie. I to nie jest rzecz absurdalna, bo choćby Wielka Brytania też to chce zrobić. Węgry były tu pionierem?

W mediach prorządowych podaje się właśnie argument, że taki podatek jest już w Wielkiej Brytanii. Z tego podatku ma powstać fundusz ochrony cen i fundusz obronności. Kilkanaście sektorów ma płacić dodatkowy podatek od ekstra profitów. Do grona płatników włączono też sektor farmaceutyczny, twierdząc, że Węgrzy w czasie pandemii kupili bardzo dużo leków. Przywrócony ma być też podatek od reklam, który uderza w niezależną od władzy telewizję RTL. Łącznie do budżetu 2022/23 mają wpłynąć dodatkowo 2 mld euro z tych nowych podatków.

Będzie co wydawać?

I tak niewiele, jeśli Komisja Europejska nie zaakceptuje Budapesztowi Krajowego Planu Odbudowy. To ważna rzecz - także z polskiego punktu widzenia. Bruksela nie mogła zrobić niczego lepszego dla Polski, niż podzielić sojusz Polski i Węgier w sposobie traktowania. Polsce Bruksela odblokuje miliardy euro na KPO, a Węgrom nie. Przeciw Węgrom uruchamia mechanizm "pieniądze za praworządność", a przeciw Polsce nie. Komisja Europejska zrobiła w minionych miesiącach naprawdę dużo, by rozluźnić trudne politycznie więzy Polski i Węgier.

Może jednak polski rząd pójdzie drogą Orbána i będzie mroził ceny?

Teraz na pewno nie. Polski rząd doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Orbán łamie unijne prawo. Wejście przez Warszawę na tę samą co Budapeszt ścieżkę, doprowadziłoby do konfliktu z Komisją Europejską, a tego rząd chce uniknąć, bo w polskim interesie jest korzystanie z miliardów euro z Funduszu Odbudowy.

Więcej o: