Kto stoi za wystąpieniem Andrzeja Dudy w Kijowie? Było zupełnie inaczej niż wcześniej

Jacek Gądek
Zazwyczaj jest tak, że współpracownicy Andrzeja Dudy piszą mu teksty wystąpień, a prezydent nanosi zmiany. W przypadku przemówienia w parlamencie Ukrainy prezydent przez kilka dni sam je pisał, a ministrowie przesyłali mu propozycje wątków - ustaliła Gazeta.pl. Duda mówił im, że to będzie historyczne wystąpienie. Największym ryzykiem była kwestia rzezi wołyńskiej.
Zobacz wideo

Od tygodni prezydenci Polski Andrzej Duda i Ukrainy Wołodymyr Zełenski mieli ideę, aby w Werchownej Radzie wystąpiła z przemówieniem głowa polskiego państwa. Polska jest bowiem kluczowym państwem przy niesieniu pomocy Ukrainie, a prezydenci mają przyjacielskie relacje. Zełenski zdecydował zatem, że to Duda będzie pierwszą głową innego państwa, która w czasie wojny zabierze głos w ukraińskim parlamencie.

Więcej o agresji Rosji na Ukrainę przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Wedle naszych informacji Andrzej Duda na kilka dni przed tym wystąpieniem mówił swoim współpracownikom, że może to być najważniejsze jego przemówienie w ciągu 10 lat prezydentury. Jak słyszymy, Duda mówił, że "to będzie historyczne wystąpienie", więc "sam musi nad nim pracować i je napisać".

I tak też było. Jeden z ministrów w Kancelarii Prezydenta: - To było wystąpienie inne niż wszystkie dotychczasowe.

Bo normą jest to, że wystąpienia prezydenta - który co prawda daje wytyczne - w rzeczywistości piszą prezydenccy ministrowie, a prezydent dopiero nanosi na nie zmiany. I tak na przykład wystąpienia dot. historii pisuje Wojciech Kolarski, ale nad politycznymi tekstami czuwa zwłaszcza Marcin Mastalerek. Wystąpienie w Kijowie Duda chciał napisać jednak sam, a ministrów poprosił o sugestie, jakie wątki i akapity powinny się według nich znaleźć w tekście.

- Każde wystąpienie prezydenta jest autorskim wystąpieniem prezydenta, choć oczywiście prezydent korzysta z pomocy przy ich pisaniu. Ale to wystąpienie w Kijowie pisał sam, konsultując różne wątki z poszczególnymi ministrami, współpracownicy przynosili swoje propozycje do przemówienia - słyszymy w Kancelarii Prezydenta.

Duda posiłkował się sugestiami zwłaszcza kilku ministrów. Nie tylko prezydenckich. Z naszych rozmów wynika, że udział ministrów jest taki, że największy udział mieli prezydencki minister Wojciech Kolarski, doradca społeczny Marcin Mastalerek, wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz, który w obozie rządzącym zbiera wysokie noty i Jakub Kumoch, szef Biura Polityki Międzynarodowej.

Osobiste spojrzenie widać po treści przemówienia, choćby we fragmencie, gdy Duda wylicza, co widział w miejscach rosyjskich zbrodni. - Byłem także w Borodziance i Irpieniu. Na własne oczy widziałem ślady zbrodni. Widziałem ogrom ludzkiego nieszczęścia. Widziałem cierpienie, widziałem ból, widziałem zburzone domy. Widziałem niewyobrażalną tragedię Waszego narodu. Wiem, jak strasznych czynów dopuścili się w Buczy i innych miejscach barbarzyńscy najeźdźcy - wspominał Duda.

Duda nie umieścił w tekście dużego fragmentu o Wołyniu, ale tematu nie przemilczał. Prezydent zdecydował, że trzeba powiedzieć o nim tak, by nie otwierać dyskusji o rzezi wołyńskiej i nie dawać tym samym amunicji rosyjskiej propagandzie i nie stwarzać okazji do powtórek z polsko-ukraińskich kłótni sprzed wojny. Bo jedną z najtrudniejszych rzeczy w relacjach polsko-ukraińskich - i to od dekad - jest kwestia pamięci o rzezi, ekshumacje i upamiętnienie. Także dlatego, że rosyjska propaganda stara się podgrzewać ten temat i wykorzystywać go do poróżniania Polaków i Ukraińców.

Duda mówił więc tak: "Wrogowie wielokrotnie próbowali nas skłócić, skierować przeciwko sobie. Dziś także próbują, strasząc Polaków Ukraińcami i Ukraińców Polakami. Wykorzystując do tego bolesne tematy z naszej wzajemnej przeszłości, z naszej historii. Ale to się im nie uda! Zbyt dobrze poznaliśmy te metody. Wiemy, że napięcia w relacjach polsko-ukraińskich służą tylko obcym interesom. A nam, Polakom i Ukraińcom, szkodzą! Nasze oba narody to długie wieki historii. Historii wspaniałej, ale w wielu momentach także i bardzo trudnej. Popełniliśmy wzajemnie wiele błędów, za które zapłaciliśmy wysoką cenę. Mówił o tym na Ukrainie, we Lwowie, papież Jan Paweł II, wielki orędownik pokoju i pojednania polsko-ukraińskiego. Przypomnę jego pamiętne słowa: 'Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej wspólnocie, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności'. Tak powiedział Jan Paweł II we Lwowie. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, wspólnie realizujemy to przesłanie. I musimy je realizować nadal w oparciu o prawdę i wzajemny szacunek".

Przypomniał też, że dopiero co złożył na grobie Jana Pawła II dwa wieńce (biało-czerwony i niebiesko-żółty) i modlił się tam "za wolną, niepodległą, suwerenną Ukrainę, która będzie żyła w przyjaźni z wolną, suwerenną i niepodległą Polską, za szczęście i wzajemną współpracę naszych państw i narodów, za nas wszystkich, za Wasze rodziny; o pokój i przyjaźń, o bezpieczną przyszłość".

Zobacz wideo

Jan Paweł II nie jest oczywiście bliski Ukraińcom, ale w polskich środowiskach konserwatywnych pozostaje wielkim autorytetem. Zatem cytowanie papieża-Polaka stopowało w Polsce głosy krytyki. - A w Werchownej Radzie nawet Wołodymyr Wjatrowycz bił brawo [Wjatrowycz to były prezes Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, który wstrzymywał ekshumacje ofiar rzezi - red.] - zwraca uwagę jeden z ludzi prezydenta.

Więcej o: