Sąd Najwyższy. PiS wycofuje się rakiem z własnych zmian. Obywateli kosztowało to już miliard złotych

Latem 2017 roku tysiące ludzi układało "łańcuchy światła" wokół Sądu Najwyższego i skandowało do prezydenta: "Trzy razy weto!". Niespełna pięć lat później PiS rakiem wycofuje się z części zmian w sądownictwie, które naruszyły prawo europejskie. Doprowadziło to do wstrzymania Polsce środków europejskich i kosztowało około miliarda złotych kary.
Zobacz wideo Małgorzata Tracz gościnią Zielonego Poranka Gazeta.pl

W czwartek późnym wieczorem sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka przyjęła prezydencki projekt zmian w Sądzie Najwyższym. Podstawowym założeniem jest likwidacja Izby Dyscyplinarnej i zastąpienie jej Izbą Odpowiedzialności Zawodowej.

Komisja rekomenduje wprowadzenie do projektu poprawek zgłoszonych przez PiS i Solidarną Polskę. Doprecyzowują one m.in. przesłanki dotyczące "testu bezstronności i niezawisłości sędziowskiej". Teraz projekt trafi do II czytania w Sejmie, które ma obyć się na posiedzeniu zaplanowanym na 25 i 26 maja.

Jeśli ustawa wejdzie w życie, będzie to oznaczało co najmniej częściowe wycofanie się ze zmian w sądownictwie, które PiS i Andrzej Duda przeprowadzają od 2017 roku. W ciągu pięciu lat przeciwko tym zmianom wielokrotnie protestowano. Zostały one również uznane za niezgodne z unijnym prawem, co doprowadziło do wstrzymania wypłaty środków unijnych i nałożenia kary, która zbliża się do 1 mld zł.

Sąd (zdjęcie ilustracyjne)Większość Polaków negatywnie ocenia zmiany w sądownictwie. Nawet wyborcy PiS

Saga PiS-owskich zmian w sądownictwie

Zmiany w sądownictwie od początku były jednym z kluczowych projektów PiS-u. Zaczęły się jednak od Trybunału Konstytucyjnego, a dopiero później objęły sądy. Spór o to zaczął się na dobre w 2017 roku. Wtedy Sejm większością PiS przyjął szereg tzw. ustaw sądowych. Wprowadzały one szereg zmian, a także miały dać możliwość usunięcia z Sądu Najwyższego ówczesnych sędziów. Było to szeroko krytykowane jako próba podporządkowania niezależnego sądownictwa władzy i wywołało bardzo duże protesty. Ludzie ustawiali wokół gmachu SN w Warszawie i przed sądami w innych miastach łańcuchy światła. Popularne stało się też hasło 3xweto - apel do Andrzeja Dudy, by nie podpisywał ustaw sądowych. 

Ostatecznie Duda zawetował ustawy i później skierował do Sejmu własne projekty. Nie było w nich części założeń z wcześniejszych ustaw, ale także krytykowano je za zawłaszczanie sądownictwa przez władze. W końcu ustawy wprowadzające zmiany w Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa uchwalono i weszły w życie w kwietniu 2018 roku. Nie było jednak koniec sporu, a początek jego nowych etapów. Pytania ws. niezależności i zgodności nowych przepisów z prawem unijnym trafiły do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), sprawą zajęła się Komisja Europejska. W 2019 roku wszczęto procedurę dotyczącą naruszenia prawa UE.

Zastrzeżenia dotyczyły niezależności Izby i tego, że może stać się ona narzędziem kontroli nad sędziami, którzy działają nie po myśli władzy. Ma ona odrębny budżet, wynagrodzenia sędziów Izby Dyscyplinarnej są o 40 procent wyższe od innych sędziów SN, a skład wybrała w całości nowa Krajowa Rada Sądownictwa - której niezależność też budzi wątpliwości. 

W ub. roku TSUE uznał za sprzeczne z prawem UE kluczowe elementy zmieniające system dyscyplinarny sędziów. Jak pisała Helsińska Fundacja Praw Człowieka, "zanegowano niezależność Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, możliwość pociągania sędziów do odpowiedzialności dyscyplinarnej za wydane orzeczenie, w tym zadanie pytania prejudycjalnego, a także kompetencje Prezesa Izby Dyscyplinarnej do wyznaczanie składu właściwego do rozpoznania sprawy dyscyplinarnej".

Zawieszone miliardy

TSUE ocenił, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie może być uznana za niezależny i bezstronny sąd. Pomimo tego izba nie została zlikwidowana. Za niewykonanie postanowienia TSUE nałożono na Polskę karę, która wciąż jest naliczana - milion euro dziennie. Jak wyliczył Tomasz Skory z RMF FM, w sumie zapłacimy ponad miliard złotych - i im dłużej władza zwleka z likwidacją izby, tym wyższa kara.

To jednak nie jedyna strata. Łamanie unijnego prawa i brak działań w kierunku naprawy tego stanu jest też powodem, dla którego Polska wciąż nie dostała pieniędzy z unijnego funduszu odbudowy po pandemii. W sumie krajom UE wypłacono już 100 mld euro, ale Polska przegapiła moment na wypłatę zaliczki z powodu konfliktu wokół SN. Polska wnioskowała, by na Krajowy Plan Odbudowy otrzymać 23,9 mld euro w ramach grantów i  11,5 miliarda euro z części pożyczkowej.

W końcu pojawiły się w rządzie sygnały, że jest gotowość do likwidacji Izby. Jednak sprawa wywołała silny spór w Zjednoczonej Prawicy, ponieważ frakcja ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry była przeciwna podporządkowaniu się wyrokowi TSUE i kompromisom z UE. Swój projekt ustawy zakładającej likwidację Izby przedstawił w końcu Andrzej Duda - choć kilka lat temu składał projekt, który Izbę Dyscyplinarną utworzył. Teraz, jeśli potwierdzi się porozumienie wewnątrz Zjednoczonej Prawicy, Izba zostanie zlikwidowana. Jednak opozycja ma wątpliwości, czy ustawa wprowadzi realną poprawę. 

Poseł i prawnik Krzysztof Śmiszek ocenił, że ustawa de facto nie likwiduje naprawdę Izby Dyscyplinarnej, tylko ją zastępuje. Do tego - jak napisał "generuje gigantyczne kłopoty dla setek tysięcy obywateli", "umożliwia nielegalnym sędziom miękkie lądowanie w innych izbach SN" i "nie wykonuje wyroku TSUE".

Więcej o: