Nowa ordynacja PiS rozbiłaby się o weto Andrzeja Dudy

Jacek Gądek
Gdyby na biurko prezydenta trafiła ordynacja w takiej formie, jakiej chciałoby PiS, to najpewniej rozbiłaby się o weto - wskazuje na to sceptycyzm otoczenia prezydenta i fakt, że Andrzej Duda już raz wyrzucił do kosza ordynację autorstwa PiS. Póki co jednak głowa państwa nie przywiązuje wagi do przymiarek Nowogrodzkiej do zmiany ordynacji wyborczej.
Zobacz wideo Szef gabinetu prezydenta o Ziobrze: Czasem się okładamy toporami, czasem prowadzimy subtelną dyskusję

Osoba z otoczenia prezydenta: - Priorytetem dla prezydenta jest zgodność z konstytucją, równość w podejściu do wszystkich ugrupowań politycznych, czyli uczciwość ordynacji. Jakiekolwiek zmiany nie mogą tym zasadom przeczyć.

Inny rozmówca z Kancelarii Prezydenta: - Jak ktoś gmera przy ordynacji, to potem przegrywa.

W prezydenckiej kancelarii przymiarki do zmiany ordynacji interpretowane są też jako "grillowanie" Solidarnej Polski, bo ordynacja wedle planów Prawa i Sprawiedliwości marginalizowałaby mniejsze formacje i kuszenie Kukiz'15 - jednocześnie przymuszanego do startu z list PiS - wizją zmiany ordynacji, co Paweł Kukiz ogłaszał jako swoją polityczną misję w życiu.

Więcej informacji z polityki przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

W otoczeniu prezydenta można usłyszeć sceptycyzm wobec przymiarek PiS do zmiany ordynacji. Jak informowaliśmy w Gazeta.pl, w minionym tygodniu prezes Jarosław Kaczyński napomknął na posiedzeniu klubu PiS, że myśli o zmianie tej ordynacji. Nieoficjalnie politycy bliscy Nowogrodzkiej mówili nam, że PiS chciałoby zmienić ordynację wyborczą w wyborach do Senatu tak, aby senatorów wybierano jak do 2007 r. - z trzema mandatami w okręgu, a nie (jak teraz) w okręgach jednomandatowych. Dzięki temu pakt senacki opozycji straciłby część mandatów.

PiS sondowało też możliwość zmiany ordynacji do Sejmu - przy wyborze posłów. Jak? Obecnie posłów wybiera się w 41 okręgach, a PiS wolałoby 100 okręgów. Ordynacja mogłaby by być nawet mieszana, czyli w części okręgów wyłaniano by tylko jednego posła, a w innych proporcjonalna, czyli kilku. Nowogrodzka rozważała różne warianty.

Skutek byłby jednak taki: nowa ordynacja osłabiałaby dzisiejszą opozycję i marginalizowała mniejsze formacje. W wyborach do Senatu PiS miałoby więcej mandatów. A w wyborach do Sejmu można by tak wytyczyć okręgi albo podzielić na jedno i wielomandatowe, by PiS miało więcej posłów.

Jak przyznają politycy bliscy Nowogrodzkiej, zmiana ordynacji do Senatu jest dużo prostsza niż do Sejmu.

Wedle naszych informacji, PiS informowało Pałac Prezydencki - ale nie bezpośrednio prezydenta - o swojej chęci zmiany ordynacji. W otoczeniu głowy państwa przyjęto te zapowiedzi sceptycznie. I jeśli chodzi o treść zmian i o czas ich zgłaszania.

Najpierw ten drugi powód. - Wszystko musiałoby się rozegrać w ciągu najbliższych miesięcy - słyszymy w Kancelarii Prezydenta. Czasu po prostu jest już mało. Trybunał Konstytucyjny wskazał bowiem, że zmiany w Kodeksie wyborczym mogą być dokonywane najpóźniej pół roku przed wyborami. Skoro wybory terminowe są planowane na jesień 2023 r. (a jeśli byłyby przyspieszone, choć to bardzo mało prawdopodobne, to wiosną 2023 r.), to PiS musiałoby się bardzo uwijać.

Tymczasem w samym PiS pojawiły się głosy sceptyczne, że zmiana ordynacji - tu mowa zwłaszcza o tej do Sejmu - to zbyt duża operacja polityczna, a już brak zgody koalicyjnej Solidarnej Polski odbiera nowelizacji szansę na uchwalenie. Z Kolei Paweł Kukiz jest rozdarty. Dlaczego? Bo jest zwolennikiem jednomandatowych okręgów - a takie są dziś do Senatu - tymczasem PiS chciałoby je zastąpić trójmandatowymi. Do Sejmu PiS kusi Kukiz'15 mniejszymi okręgami (100 zamiast 41) czy wręcz mieszaną ordynacją (część to byłyby okręgi jednomandatowe). Kukiz uznaje jednak, że branie się za zmiany ordynacji, gdy w Ukrainie trwa wojna, jest nie na miejscu, a jeśliby już uchwalać nową ordynację, to - wedle "kukizowców" - powinna ona obowiązywać nie od najbliższych, ale jeszcze kolejnych wyborów (planowanych na 2027 r.).

Na Nowogrodzkiej słyszymy, że PiS nie zrobi nic z ordynacją wyborczą, jeśli nie będzie mieć pewności co do podpisu prezydenta pod ustawą. Wedle naszych informacji przymiarki do zmian ordynacji nie są ważne dla Andrzeja Dudy. Pałac Prezydencki zajmuje się głównie sprawą wojny w Ukrainie, czy udziałem w planowanym na koniec maja Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, czerwcowym szczytem NATO i rozszerzeniem Paktu.

W Pałacu Prezydenckim przypominają jednak o wecie prezydenta do ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego z 2018 r. Wówczas Andrzej Duda powiedział "nie" zmianom, bo ordynacja - argumentował - realnie podnosiła próg wyborczy z 5 do kilkunastu procent. Wedle analiz w niektórych okręgach nawet do 20 proc. Wówczas prezydent podkreślał: - To w praktyce eliminuje mniejsze ugrupowania. Jakaś część polskiego społeczeństwa będzie miała poczucie pozbawienia reprezentacji w europarlamencie.

Zmiana ordynacji do Sejmu, wedle planów PiS, miałaby podobny efekt marginalizujący małe formacje.

Sceptycyzm w otoczeniu prezydenta i przywoływanie weta sprzed czterech lat wskazują, że jeśli ordynacja - zwłaszcza ta do Sejmu, bo do Senatu nie ma większej wagi - trafiłaby na biurko prezydenta, to by ją zawetował.

Więcej o: