Z Glapińskim po raz trzeci mogą być "ogromne problemy". "Wszyscy robią dobrą minę do złej gry"

Jacek Gądek
Jest obawa w Pałacu Prezydenckim, że ponowny wybór Adama Glapińskiego do zarządu NBP może w przyszłości spowodować - jak słyszymy - "ogromne problemy". Zwłaszcza jeśli władzę przejęłaby opozycja. A to dlatego, że Glapiński zostałby wybrany do zarządu po raz trzeci, choć ustawa o NBP mówi o maksymalnie dwóch kadencjach.
Zobacz wideo Druga kadencja dla prezesa Glapińskiego to bezpieczna opcja dla rynków?

O tym, że w Pałacu Prezydenckim narasta zdenerwowanie wokół kandydatury Adama Glapińskiego, pisało RMF FM. I faktycznie doszło tam parę tygodni temu do awantury, bo do Dudy wiedza o wątpliwościach prawnych dotarła już po wysłaniu wniosku prezydenta o powołanie Glapińskiego. Prezydent Andrzej Duda miał pretensje do swojego otoczenia, że od razu - przed wskazaniem "Glapy" na kandydata na prezesa NBP - jego współpracownicy nie podnieśli, że jest z tym prawny problem, co potwierdzać mają ekspertyzy pozyskane w Pałacu nowe prawne.

- Teraz robi się coraz większy bałagan. Wszyscy robią dobrą minę do złej gry - mówi polityk z obozu rządzącego zaznajomiony ze sprawą.

Kluczowy jest czas trzech i pół miesięcy w 2016 r. Glapiński 1 marca 2016 r. (decyzją prezydenta z 29 lutego) został członkiem zarządu NBP. W czerwcu "awansował" na fotel prezesa NBP (Sejm podjął decyzję w tej sprawie 10 czerwca, a zaprzysiężenie Glapińskiego odbyło się 21 czerwca).

Ponowne powołanie Glapińskiego może łamać art. 17 ustęp 2b ustawy o Narodowym Banku Polskim: "członkowie Zarządu NBP są powoływani na okres sześciu lat. Przepisy art. 9 ust. 2, art. 13 ust. 3 i ust. 5-7 stosuje się odpowiednio". Przywołany art. 9 ust. 2 wskazuje, że kadencja prezesa NBP to sześć lat, a ta sama osoba nie może być prezesem banku centralnego dłużej niż przez dwie kolejne kadencje.

Wniosek prezydenta o powołanie Glapińskiego jest wciąż w mocy. W roli możliwej alternatywy dla Glapińskiego w obozie rządzącym można usłyszeć głównie o Marku Dietlu - prezesie warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Jednak nie ma na razie decyzji, by Glapińskiego zmieniać. Najprawdopodobniej - słyszymy - prezydent poczeka, co zrobi Sejm, który ma się zająć kandydaturą Glapińskiego na najbliższym posiedzeniu. PiS bardzo się mobilizuje na to posiedzenie.

Za kandydaturą Glapińskiego mocno obstawał Andrzej Duda. Podobnie też Jarosław Kaczyński chciał swojego starego druha ponownie w fotelu prezesa NBP. A i sam Glapiński marzył o kolejnych sześciu latach prezesury. W Pałacu bardzo mocno go wspierał - dziś już tylko społeczny doradca prezydenta - Paweł Mucha, który obecnie jest etatowym doradcą Adama Glapińskiego w NBP.

Z kolei w obozie rządzącym utrącenie Glapińskiego z radością przyjąłby zwłaszcza premier Mateusz Morawiecki, ale i wicepremier Jacek Sasin.

- Może być w przyszłości ogromny problem prawny z wyborem Glapińskiego - mówi dobrze poinformowany polityk z obozu rządzącego.

Donald Tusk mówił dopiero co, że "decyzje, które zostały podjęte nielegalnie przez PiS, nie będą - moim zdaniem - wymagały ustawowego uchylenia, one są nielegalne i będą po prostu uchylone". Jeśli wybór Glapińskiego byłby obarczony - zdaniem opozycji - wadą, to w myśl słów szefa Platformy Obywatelskiej wybór Glapińskiego byłby zwyczajnie nieważny. By się tego ustrzec, PiS mogłoby - i nie raz korzystało z tej drogi - rękami Trybunału Konstytucyjnego przeforsować taką interpretację ustawy, aby wybór Glapińskiego po raz trzeci do zarządu banku centralnego uznać za w pełni legalny.

Zwłaszcza gdyby opozycja wygrała kolejne wybory, ale i bez tego. Bo choćby w sytuacji, gdy Rada Polityki Pieniężnej z Glapińskim na czele podnosić będzie nadal stopy procentowe, to sąd może w przyszłości orzec, że decyzje te są nieważne, bo prezes NBP, który jest też szefem Rady, został wybrany nielegalnie. Ryzyko dotyczyłoby wszystkich decyzji Glapińskiego.

Więcej o: