Prokuratorzy, którzy chcieli aresztować Giertycha, pod lupą sądu. "Prawdopodobieństwo nadużycia władzy"

Prokuratura ma zbadać działania osób odpowiedzialnych za śledztwo w sprawie Romana Giertycha. Tak zdecydował Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ. W uzasadnieniu podał, że istnieje prawdopodobieństwo nadużycia władzy przez prowadzących sprawę prokuratorów.

Jak dowiedział się Onet, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ nakazał zbadać przebieg postępowania śledczych, którzy półtora roku temu zatrzymali Romana Giertycha. Chociaż prokuratura twierdzi, że sprawa była prowadzona przez CBA bez zarzutu, obrońcy adwokata od początku mówili o przekraczaniu uprawnień ze strony funkcjonariuszy.

Zobacz wideo Walka ze społeczeństwem obywatelskim i szpiegostwo międzynarodowe wśród zastosowań Pegasusa. Jak to działa?

Sprawa Romana Giertycha. Działania prokuratury pod lupą sądu

Sąd - jak relacjonuje Onet - "nakazał śledczym zająć się sprawą, uznając, że istnieje prawdopodobieństwo, iż prokuratorzy z Poznania oraz Lublina (którzy później przejęli sprawę Polnordu) dopuścili się przestępstw" i "nadużycia władzy". Portal podaje też, że "sędzia Marcin Krakowiak nie zostawił suchej nitki na śledczych tropiących Romana Giertycha".

Co więcej, w uzasadnieniu sąd wskazał, że prokuratorzy najprawdopodobniej bezprawnie przetrzymywali też dwa telefony Giertycha.

Prokuratorzy mieli świadomość, iż podejmowane przez nich działania są niezgodne z obowiązującymi przepisami prawa karnego procesowego, że ich intencją było uzyskanie dostępu do informacji objętych tajemnicą obrończą oraz ujawnienie ich osobom nieuprawnionym, jak również że takie działanie mogło narazić na szkodę interes prywatny pokrzywdzonego Romana Giertycha

- podał sąd.

Śledczy utrzymują, że czynności dot. sprawy Romana Gierycha zostały przeprowadzone bez nieprawidłowości.

"Przyjdzie dzień, w którym usłyszą wyroki, za to, co zrobili"- skomentował na Twitterze sam Giertych.

Zobacz wideo Dlaczego inwigilowano Giertycha Pegasusem? Dwa główne wątki: przeszłość i... Tusk

Śledczy zjawili się w domu Romana Giertycha w 2020 roku. Adwokat i były polityk zasłabł podczas przeszukania. Następnie trafił do szpitala w Warszawie - tam prokuratura chciała mu postawić zarzuty, próbując odczytać ich treść przy łóżku. 

Więcej o: