Wybory na Węgrzech. Sadecki dla Gazeta.pl: Przypuszczam, że wielu wyborców głosowało portfelem

- W kampanii Orban unikał zajmowania stanowiska wobec wojny. Była narracja: "chcemy pokoju, bezpieczeństwa", nie nazywając rzeczy po imieniu. Fidesz przyciągnął przez ostatnie lata wyborców, którzy nie tyle są prorosyjscy, co są trochę sceptyczni wobec Zachodu - mówił w programie specjalnym Gazeta.pl Andrzej Sadecki, główny specjalista w Zespole Środkowoeuropejskim Ośrodka Studiów Wschodnich. W niedzielę o godz. 19 zakończyły się wybory parlamentarne na Węgrzech.
Zobacz wideo

Ostatni sondaż przeprowadzony w czwartek i piątek przez pracownię Median dla RTL wskazywał na zwycięstwo rządzącej koalicji partii Fidesz i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej, której liderem jest premier Viktor Orban. 49 proc. uczestników sondażu deklarowało, że swój głos odda właśnie na polityczny obóz Orbana.

41 proc. badanych zapowiadało, że zagłosuje na koalicję opozycji, do której należą Węgierska Partia Socjalistyczna, Ruch na rzecz Lepszych Węgier, Koalicja Demokratyczna, Dialog na rzecz Węgier, Ruch Momentum, LMP – Węgierska Partia Zielonych oraz Ruch Węgry dla Wszystkich.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

- Fidesz przekonał swoich zwolenników, że polityka balansowania między Zachodem a Wschodem jest dla Węgier korzystna. Jeśli chodzi o kampanię, to faktycznie, gdy wybuchła wojna, nagle tematy kampanii wywróciły się do góry nogami. Plany głównych sił politycznych zmieniły się zupełnie, wojna rzeczywiście zdominowała ten temat - komentował w niedzielę w rozmowie z Gazeta.pl Andrzej Sadecki, główny specjalista w Zespole Środkowoeuropejskim Ośrodka Studiów Wschodnich.

Jak dodał gość Gazeta.pl, "Fidesz nie tyle głosił od wybuchu wojny hasła prorosyjskie, ile prowadził narrację: "wygramy i będziemy trzymać się z dala od wojny, nie angażujmy się, nie wspierajmy Ukrainy militarnie". - Opozycji przypisywał próby wciągania Węgier do wojny - wskazał Andrzej Sadecki.

- W kampanii Orban unikał zajmowania stanowiska wobec wojny. Była narracja: "chcemy pokoju, bezpieczeństwa", nie nazywając rzeczy po imieniu. Fidesz przyciągnął przez ostatnie lata wyborców, którzy nie tyle są prorosyjscy, ile są trochę sceptyczni wobec Zachodu - wyjaśnił ekspert OSW.

- O czym myślał wyborca, zwłaszcza Fideszu, kiedy oddawał swój głos? Czy myślał o wojnie, czy myślał raczej o tym, że ceny benzyny są zamrożone na poziomie znacznie niższym niż rynkowy, że ceny mięsa, oleju, podstawowych produktów także zostały zamrożone, emeryci dostały 13. emerytury, młode osoby zostały zwolnione z podatku PIT? Te kwestie socjalne na pewno odegrały rolę, nawet jeśli na ostatnim etapie kampanii siłą rzeczy dominowały informacje dochodzące z Ukrainy. Przypuszczam, że wielu wyborców głosowało portfelem - zaznaczył Andrzej Sadecki.

Prezydent Rosji Władimir Putin i premier Węgier Viktor Orban podczas mistrzostw świata w judo w Budapeszcie na Węgrzech, 28 sierpnia 2017 r.Powrót do demokracji ma swoją cenę. "Węgrzy nie chcą jej płacić"

Jak ocenił gość Gazeta.pl, "opozycja wykonała plan minimum w kampanii". - Dotrwała zjednoczona do końca, natomiast problemem były różne spory, niechęć do angażowania się w kampanię kandydatów nie swoich partii - wyliczał.

Węgierski parlament liczy 199 deputowanych. 106 z nich jest wybieranych w okręgach jednomandatowych, pozostałe miejsca w Zgromadzeniu Krajowym przydzielane są w ramach ogólnokrajowego okręgu wyborczego (przy użyciu metody d'Hondta).

Wybory na Węgrzech. Zwycięstwo Viktora Orbana

Do głosowania uprawnionych było nieco ponad 8 milionów obywateli. Sondaże już wcześniej przewidywały wygraną Fideszu, wskazując na kilkupunktową przewagę partii rządzącej nad opozycją.

Redaktor naczelny magazynu "Visegrad Insight" Wojciech Przybylski ocenił w opublikowanej w niedzielę przed południem rozmowie w Gazeta.pl, że wybory na Węgrzech są "wolne, ale nieuczciwe".

- Opozycja została pozbawiona prawa równego dostępu do mediów. Media są przejęte przez państwo. Prasa, mniej więcej 500 tytułów, jest zdominowana przez rząd do tego stopnia, że powtarzają te same tytuły, zdjęcia i treści, jeśli chodzi o przekazy polityczne. Po drugie, przestrzeń medialna i reklamowa jest zdominowana przez outdoorowe reklamy rządu - wskazywał ekspert.

 - Inną bardzo ważną częścią jest to, że Fidesz już w momencie objęcia władzy w 2010 roku przystąpił do całościowej zmiany ordynacji wyborczej, w której 106 ze 199 mandatów jest przyznawanych w jednomandatowych okręgach wyborczych, a pozostałe 93 w systemie proporcjonalnym. Zmiana samej ordynacji to jedno, ale Fidesz dokonał też tzw. gerrymanderingu, a więc manipulacji granicami okręgów wyborczych w taki sposób, żeby zmaksymalizować swoje zyski wyborcze i zminimalizować atuty konkurencji - wyjaśniał Wojciech Przybylski.

**

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Więcej o: