Michał Klinger: Wojny chce Putin i duża część Rosjan. Cyryl prymitywnie też wojnę popiera

Jacek Gądek
- Cyryl obecnie jest jak agent wpływu. Od zawsze chciał robić karierę, jeździć po świecie, być przyjmowanym, cieszyć się prestiżem i odgrywać jakąś rolę. Chciałby, ale szczególnie ostatnie dni pokazały, że jest tylko atrapą lidera - mówi Michał Klinger, teolog prawosławny i dyplomata. Cyryl jest przywódcą Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego.
Zobacz wideo Prof. Iwanow: Na razie nie zanosi się na masowe protesty w Rosji

Michał Klinger - teolog prawosławny, biblista, długoletni wykładowca Starego Testamentu w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie i profesor w Wyższym Prawosławnym Seminarium Duchownym. Emerytowany. Były dyplomata (m.in. ambasador RP w Rumunii i w Grecji). W 2012 r. z ramienia MSZ wspierał* dialog Kościołów Polski i Rosji.

Jacek Gądek: - Jak przywódca religijny, a takim jest patriarcha Cyryl, i to ze świata chrześcijańskiego, może bronić wojny, w której z premedytacją zabija się kobiety i dzieci?

Michał Klinger: - Odpowiedź jest niestety prosta: Kościół na ogół błogosławi wojnie i Cyryl właśnie to robi. Nie tylko zresztą on, ale wielu wysokich rangą przywódców religijnych tak się zachowywało i w przyszłości też tak jeszcze długo będzie. Niestety, praktyka Kościołów w stosunku do wojen była i jest odległa od zasad wiary.

Patriarchat Moskiewski chce reprezentować dominujący w społeczeństwie pogląd. Tej wojny chce nie tylko Putin, ale też duża część samych Rosjan. Nie dziwi zatem, że Cyryl wybrał najbardziej prymitywną postawę i popiera wojnę.

Patriarcha moskiewski Cyryl podczas nabożeństwa wielkanocnego.Patriarcha moskiewski Cyryl podczas nabożeństwa wielkanocnego. Oleg Varov / AP

Cyryl dzień przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę stwierdził: - Wszyscy wiemy, co dzieje się na granicach naszej ojczyzny. Dlatego uważam, że nasi wojskowi nie mogą mieć żadnych wątpliwości, że obrali bardzo słuszną drogę w swoim życiu.

Te słowa były bardzo zastanawiające, bo dzień później zaczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę. Wygląda na to, że Cyryl już po prostu wiedział, że wojna zaraz ruszy.

Więcej informacji o wojnie Rosji z Ukrainą na stronie głównej Gazeta.pl

Nim czołgi ruszyły, to de facto wezwał żołnierzy "idźcie i zabijajcie"? Przecież to niegodziwość.

Ale fakty są takie, że nie tylko ten prawosławny, a więc także chrześcijański przywódca, błogosławił tę wojnę. Niestety, błogosławienie armat jest w księgach liturgicznych - nie tylko Patriarchatu Moskiewskiego. Nie usprawiedliwiam Cyryla, ale powinniśmy spytać, czy nasze - wschodnie i zachodnie - chrześcijaństwo dorosło do ewangelicznego ideału. W Rosji propaganda, w tym kościelna, mówi dziś o pacyfizmie z ironią i oburzeniem. Na szczęście na Zachodzie to już przynajmniej nie uchodzi.

Widzimy, że Patriarchat Moskiewski pod wodzą Cyryla dorósł, ale do popierania zbrodniczej wojny. Prawda?

Postawa Patriarchatu Moskiewskiego i samego Cyryla jest absolutnie karygodna. Ale na pocieszenie można powiedzieć, że wpływ tego Patriarchatu na ludzi jest prawie żaden.

Czyli?

Statystyka religijna Federacji Rosyjskiej pokazuje, że na ponad 100 milionów Słowian, czyli potencjalnie prawosławnych, to naprawdę świadomych lub przynajmniej praktykujących wyznawców prawosławia jest od 3 do 5 proc. Rosjan. To statystycznie marginalna grupa. Dla porównania: w Polsce bardzo mocno zaangażowanych w wiarę jest ok. 7 proc., a praktykujących ok. 42 proc.

Władimir Putin podczas parady wojskowejKrystyna Kurczab-Redlich: Pierwszy ukraiński puzzel to rok 1994 [WYWIAD]

Czyli Cyryl mówi w pustej cerkwi?

Nie do końca, bo prawosławie jest silnie promowane medialnie, choć głównie w warstwie obrzędowej. Poza tym prawosławie jest bardzo widoczne w przestrzeni publicznej - wszędzie w Rosji odbudowywane są zniszczone w czasie komunizmu zabytki sakralne. Błyszczą wszędzie złocone kopuły cerkwi. Jest też dużo promocji i szacunku dla religii w mediach. Jednak statystycznie do cerkwi chodzi niewielka grupa ludzi.

Słowa Cyryla nie mają więc wagi?

Realną wagę ma to pewnie niewielką, choć symboliczne i medialnie znaczenie już mają. Tę nikłą liczbę, od 1 do 3 proc. wiernych, i słabość w oddziaływaniu Cyryla na swoją owczarnię porównałbym z tysiącami ludzi, którzy codziennie wychodzą na ulice w proteście przeciwko wojnie, choć wiedzą, że mogą za to dostać 15 lat więzienia.

Protesty nie są liczne, ale odbijają się echem.

Wystąpień Cyryla było już kilka i też są głośne. Miał on już cztery wystąpienia dotyczące wojny. W przededniu wojny błogosławił wojskowych. Z kolei pierwszego dnia wojny w bardzo śliski sposób mówił o modlitwie za ofiary. Ale za jakie ofiary? Tego już nie wyjaśnił.

Trzecie wystąpienie było 27 lutego - w ostatnią niedzielę zapustów przed Wielkim Postem. Wtedy wygłosił zagadkowe kazanie - wspominał patriarchę Tichona, który poniósł w 1922 r. męczeńską ofiarę, choć nie śmierć, bo jedynie go internowano po ostrym konflikcie z władzami komunistycznymi. Niektórzy po tym kazaniu Cyryla nawet uważali, że on też szykuje się na jakieś męczeństwo.

Ale dopiero 7 marca Cyryl ku osłupieniu wszystkich, a nie tylko zgrozie, wystąpił z kazaniem już kompletnie bez sensu. W tym bezrozumnym kazaniu mówił, że oto walczymy o Donbas, bo w Donbasie siły wraże zgniłego i rozpustnego Zachodu chcą urządzać - jak mówi - "gejparady" [chodzi o parady równości - red.]. Według Cyryla "gejparady" to szatańskie znamię, które Zachód chce wypalić na każdej społeczności i w ten sposób je wciągnąć w szatańskie odmęty, zdeprawować.

Brzmi to jak niewyobrażalny absurd?

Ale co z tego horrendalnego nonsensu wynika? To, że Rosja - według Cyryla - słusznie poszła na wojnę z zachodnim szatanem, który chce jej zdeprawować Donbas.

Gdyby Cyryl powiedział to z miesiąc przed wybuchem wojny, to też brzmiałoby to niewiarygodnie głupio, ale jednak mniej absurdalnie, bo tylko jak mrzonki o rzekomej zarazie nadciągającej z Zachodu. Ale teraz, gdy od ponad tygodnia trwa krwawa wojna, przekonywać, że rosyjskie czołgi musiały ruszyć, bo ktoś chciał zaatakować Donbas "gejparadą"?!

Cyryl mówi jak Putin?

Zestawmy to kazanie Cyryla z orędziem Putina wyemitowanym o godz. 5 nad ranem, w którym ogłosił rozpoczęcie wojny. Putin przedstawił historyczną wizję, w której Zachód, USA i NATO od dziesięcioleci osaczały Rosję (w tym Związek Radziecki). Rosja w jego ocenie uległa, ale dość już słabości, teraz będziemy się już twardo przeciwstawiać Zachodowi, który znów skrada się Rosji do gardła, do granic - taka była ta wojenna mowa Putina.

A Cyryl? Wygłasza kazanie od rzeczy. Jaka parada równości na Donbasie?! Przecież to nonsens, szczególnie teraz w czasie krwawej wojny. Ten absurd jest jednak o tyle zgodny z narracją Putina, że Putin ogłosił, że wybrał się na wojnę z Zachodem. Putin przez "zachód" rozumie dążenie Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO. Dla Cyryla Zachód to z kolei parady równości, ale skoro tak, to dlaczego - i tu znów jest kompletny brak logiki - walcząc z takim Zachodem bombarduje się ukraińskie wioski?

Cyryl jednak był jakąś nadzieją? 10 lat temu był w Polsce z wizytą, potem spotkał się też z papieżem Franciszkiem.

W 2012 r. był w Polsce i była to dość ważna wizyta - właściwie pierwsza taka zachodnia oficjalna wizyta Patriarchy Moskiewskiego w Polsce, czy wręcz na Zachodzie. Przyjechał na zaproszenie katolickiego Episkopatu Polski. Przygotowania do niej trwały bardzo długo.

Z jakim przekazem przyjechał Cyryl?

Chodziło o poważne rzeczy takie jak pojednanie wobec win z przeszłości - o Katyń i potraktowanie jeńców rosyjskich po wojnie bolszewickiej. W dokumentach była też jednak łyżka dziegciu, że oto oba Kościoły będą się wspierać i walczyć przeciwko - jednym tchem - eutanazji, aborcji, terroryzmowi, ludobójstwu, homoseksualności, zniszczeniu wartości tradycyjnej rodziny.

W polskim Kościele to się podobało, a Cyrylowi taka wymowa wizyty była bardzo potrzebna.

Bo?

On ma dwa skrzydła swojej Cerkwi, a znacznie silniejsze jest to skrajnie konserwatywne. Ma też trochę postępowej rosyjskiej inteligencji, która takim związkom z Zachodem przyklaśnie. Z tego spotkania w Polsce niestety też niewiele wynikło. Ale była jedna ważna konsekwencja: Cyryl potem spotkał się z Franciszkiem. W bezprecedensowych okolicznościach - na lotnisku w Hawanie. Chodziło zapewne o to, aby nie wytworzyć żadnych okoliczności sakralnych. Inaczej "ortodoksi" mogliby Cyryla oskarżyć o to, że się modlił z - ich zdaniem - heretykiem Franciszkiem.

To jest to "konserwatywne" skrzydło wiernych rosyjskiej Cerkwi?

Tak, to rzesza ludzi pogrążonych w zabobonie, doszukujących się znaków "na niebie i ziemi", wcale nie tylko białobrodych starców, ale i licznych przedstawicieli różnych elit, ludzi przekonanych, że zło jest na szatańskim Zachodzie. Według mojego rozeznania, jest to też znaczna część elity intelektualnej i artystycznej Rosji. Bodźcem ich postawy antyzachodniej wydaje się być resentyment, uraza bycia niezrozumianymi, pouczanymi z Zachodu. Cerkiew, dodatkowo ożywia banalne, puste merytorycznie "mądrości" historyczne, historiozoficzne.

Czyli?

Dla przykładu: w pierwszych dniach wojny w Moskwie w jakimś centrum duchownej formacji prawosławnej sfilmowano spotkanie o wojnie w Ukrainie. Brodaci mnisi mówili, że wszystko jest jasne: najpierw Żydzi odpadli, bo nie przyjęli Jezusa, potem odpadli Grecy przyjmując unię z katolikami, a katolicy oczywiście odpadli jako heretycy, a kto został przy prawdziwej wierze? Tylko święta Ruś i teraz cały świat mobilizuje swoje siły, aby na tę świętą Ruś uderzyć, "ale my się temu zgniłemu Zachodowi nie damy".

To aktualnie jest niestety masywny obraz współczesnej mentalności w Cerkwii moskiewskiej. Jeśli przedtem Cyryl musiał jakoś to skrzydło - ten ciemnogród - usatysfakcjonować, to wraz z wybuchem wojny z taką ideologią w tle, staje się to współudziałem w zbrodni.

Co tak w istocie łączy Cyryla i Putina?

Wbrew temu, co się potocznie w Polsce sądzi, uważam, że niewiele więcej niż banalna sprawa: oto niestety każdy Kościół lubi wpływy, moc, swoje przywileje i ma skłonność do podlizywania dowolnej władzy, by je uzyskać. Kościoły też lubią bogactwo i luksusy.

A Cyryl jest milionerem? Handlował ponoć papierosami.

Oczywiście, na pewno jest bardzo bogatym człowiekiem. Ale sądzę, że nie o prywatne majątki tu chodzi. Te łatwo ocenić moralnie. Zło korupcji ukrywa się głębiej. Chodzi o bogactwo instytucji Kościoła czy Cerkwi. Wtedy bez wstydu już mówi się o słusznie pozłacanych świątyniach, odbudowywaniu historycznych cerkwi i budowaniu wciąż nowych.

Ten mariaż Kościołów i władz jest powszechny i zadawniony. W przypadku Cerkwi i władzy państwowej w Rosji ostatnio zaczął się niby niewinnie, bo trwa od czasu poprawy stosunków kościelno-państwowych w czasie II wojny światowej. Cerkiew, jak wszędzie indziej, poszerza swe przywileje, zarabia i korzysta, więc teraz się boi, żeby nic nie stracić. Taki bogacz nie pójdzie za Chrystusem, szczególnie w czasie próby.

Agent Kremla?

Cyryl obecnie jest jak agent wpływu. Od zawsze chciał robić karierę, jeździć po świecie, być przyjmowanym, cieszyć się prestiżem i odgrywać jakąś rolę. Chciałby, ale szczególnie ostatnie dni pokazały, że jest tylko atrapą lidera, a wokół niego jest pewnie dużo agentów i podstawionych przez Kreml ludzi. Cyryl zna nieźle Zachód, bo jeszcze w czasach Leonida Breżniewa tam jeździł, bywał w Watykanie. A jak ktoś w Związku Sowieckim jeździło na Zachód, to tylko za zgodą służb.

W materiałach KGB funkcjonuje jako agent "Michajłow".

Oczywiste jest to, że miał kontakty ze służbami sowieckimi i rosyjskimi, bo bez tego nigdzie by nie pojechał. Należał do sprawdzonych ludzi reżimu. Obecnie z tego może wynikać co najwyżej to, że są na niego jakieś haki. Ale gdyby miał silniejszy charakter, to w obecnym czasie próby mógłby zrobić coś dobrego. Niestety coraz bardziej się pogrąża.

Jaka zatem jest obecna relacja Cyryla z reżimem Putina?

Otóż teraz to bardziej Putin Cyryla, bo gdyby nagle patriarcha moskiewski zrobił jakiś spektakularny gest sprzeciwu wobec wojny w Ukrainie, to Putin miałby kłopot. Putin mógłby Cyrylowi narobić problemów, a nawet - choć to byłoby trudne - doprowadzić do odwołania go przez Synod.

Ale to byłby dalszy kłopot Kremla. Musimy bowiem zdać sobie sprawę, że reżim Kremla, jak każdy system totalitarny potrzebuje wzniosłej symboliki i silnych form niosących ideologię. Jest ona w Rosji obecnie silnie tradycyjno-narodowa. Ponieważ ideologia sowiecka została rozmontowana, czego Putin jawnie żałuje, pozostaje jedynie medialna siła "prawosławia" z jego - przecież naprawdę pięknymi - złoceniami, muzyką, brodami.

Jaki gest mógłby Cyryl jednak wykonać? Skoro wojna idzie nie po myśli Kremla, to może się w którymś momencie odważy.

Niektórzy duchowni Cerkwi jednak protestują przeciwko wojnie. Znany przypadek tuż pod bokiem Cyryla, to taka mała cerkiewka pod miastem Kostroma, gdzie proboszcz o. Jan Burdin, i wikariusz o. Jerzy Edelstein (zwracam uwagę na te inteligenckie nazwiska), w kazaniu do wiernych w niedzielę 6 marca, a także na stronie internetowej parafii, stwierdzili, że: "my chrześcijanie, nie możemy stać z boku, gdy brat zabija brata. Nie powtarzajmy zbrodni tych, którzy z zadowoleniem przyjęli działania Hitlera 1 września 1939 r. Nie możemy wstydliwie zasłaniać oczu i nazywać czarnego białym, złego dobrem, powtarzając, że Abel prawdopodobnie też prowokował swojego brata. Krew mieszkańców Ukrainy pozostanie na rękach nie tylko rządzących Federacją Rosyjską i żołnierzy, którzy wykonują ich rozkazy. Ich krew będzie na rękach nas wszystkich, którzy spróbowali tę wojnę przemilczeć" (cyt. za Aleteia.org). To fantastyczny tekst.

Ledwo skończyła się msza, a już czekała suka sił bezpieczeństwa. Ks. Jan Burdin został aresztowany i grozi mu 15 lat, bo tyle zakłada nowy dekret Putina za słowa prawdy o wojnie w Ukrainie.

Cyryl nie mógłby się ująć za swoim księdzem?

Mógłby. Jeśli tego nie zrobi, to potwierdzi, że jest bez charakteru - jest atrapą przywódcy duchowego.

Takich księży Patriarchatu Moskiewskiego, którzy zaprotestowali przeciwko wojnie, jest już ok. 300. Tym księżom także grożą represje - nawet 15 lat więzienia. Najczęściej są to jednak księża, którzy nie mieszkają w Rosji, bo są na przykład przedstawicielami Patriarchatu gdzieś na świecie i przez to rosyjskiej policja nie może ich załadować do suk.

Może jednak jest w Cyrylu krztyna chrześcijaństwa?

Tego 6 marca stało się też coś ważnego. Jest to ostatnia niedziela przed Wielkim Postem - to "niedziela wzajemnego przebaczania win". W ten dzień patriarcha, jak i każdy duchowny powinien wyjść do ludzi, zdjąć te wszystkie złote szaty liturgiczne i w samej mniszej koszuli rzucić się na ziemię przed wiernymi prosząc o wybaczenie. Wszyscy inni też powinni wzajemnie wykonać taki gest. A co zrobił Cyryl? Jedynie wypowiedział jakieś niebywałe wymysły czy obsesje o "gejparadach" planowanych na Donbasie. Tymczasem nie było i nie ma właściwszego momentu dla Rosjan i samego Cyryla, by w ramach naszej pięknej liturgii mogli prosić Ukraińców o wybaczenie.

*Michał Klinger: Mimo niewybrednego tonu niektórych komentarzy widzę sens wyjaśnienia słowa "wspierał" w notce o mnie. Chodziło o logistykę spotkań, przejazdów, mediów itp., w czym Kościół jako gospodarz nie miał swych możliwości. Ani MSZ, ani ja tym bardziej nie miałem natomiast wpływu na treść Listu Kościołów, której pewne niedobre akcenty wskazywałem i wtedy, i teraz. Dodam jedynie, że jest w Liście np. ważne zdanie: "niech każdy Rosjanin w Polaku i Polak w Rosjaninie widzi brata" (cyt. z pamięci). Szkoda, że akurat ten duch się rozwiał z czasem.

Więcej o: