Prokurator Wrzosek o przyszłości PiS-u: Sprawiedliwość zostanie kiedyś wymierzona

Łukasz Rogojsz
- Rezygnacja nie wchodzi w grę. Dopuszczam, oczywiście, możliwość, że zostanę usunięta z zawodu ze względu na szereg działań represyjnych ze strony prokuratora krajowego i prokuratora generalnego, ale sama dobrowolnie pola nie ustąpię - o byciu ofiarą inwigilacji Pegasusem, represjach na niezależnych od władzy prokuratorów i przyszłości polskiego wymiaru sprawiedliwości w rozmowie z Gazeta.pl opowiada prokurator Ewa Wrzosek.

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Ufa pani jeszcze państwu polskiemu?

EWA WRZOSEK*: Nie, mam olbrzymi deficyt zaufania do organów państwa. Jako osoba pokrzywdzona spotkałam się z taką reakcją, której nie życzę żadnej ofierze żadnego przestępstwa.

To znaczy?

Z jednej strony, państwo - konkretnie prokuratura - odmówiło mi jakiejkolwiek pomocy. Z drugiej, ta sama prokuratura podjęła różnego rodzaju działania, których celem było dezawuowanie samego faktu zgłoszenia przeze mnie przestępstwa, a także mnie samej jako osoby pokrzywdzonej.

Problemem jest więc prokuratura, nie państwo.

Państwo również. Mój brak zaufania do niego wywodzi się z tego, że rząd mojego państwa i podlegające mu służby specjalne dopuściły się cyberataku na mój telefon przy użyciu nielegalnego narzędzia i bez żadnej podstawy prawnej.

Zobacz wideo Pięć ujawnionych dotąd nazwisk to dopiero początek afery Pegasusa

A może tak naprawdę chodzi o politykę i niechęć do obecnej ekipy rządzącej?

To trudne pytanie, bo obecna ekipa rządząca decyduje o tym, jak działa nasze państwo. Brak zaufania do państwa narastał u mnie od 2016 roku, gdy głównie na niwie zawodowej...

… zaczęły się pani problemy z obecną władzą.

Dokładnie, chociaż nie chodzi tutaj tylko o moje problemy, a o to, co wówczas zaczęło się dziać z prokuraturą. Wskazałabym na trzy rzeczy. Po pierwsze, degradowanie i przesuwanie na najniższe szczeble prokuratur prokuratorów z bardzo dużym doświadczeniem zawodowym. Po drugie, zastąpienie zdegradowanych prokuratorów ludźmi bez doświadczenia i kompetencji, za to bardzo uległymi wobec żądań przełożonych, zwłaszcza prokuratora krajowego i generalnego. Wreszcie po trzecie, wskutek zmian kadrowych i zmian w kierowaniu prokuraturą doszło do zauważalnego załamania etyki zawodowej i obniżenia standardów merytorycznych. Efektem było chociażby wydłużenie czasu postępowań i zwiększenie liczby oczekujących na rozpatrzenie spraw. Wisienką na torcie jest z kolei instrumentalne wykorzystywanie prokuratury do celów politycznych.

Czyli jednak chodzi o obecną władzę.

Tak, aczkolwiek z zastrzeżeniem, że nie chodzi o tę czy inną partię, ale o to, co ta czy inna partia robi. Gdyby to samo robiła Platforma albo Lewica, moja krytyka byłaby równie ostra. Tyle że robi to PiS. To, co od sześciu lat dzieje się w prokuraturze, to - proszę wybaczyć kolokwialny język - jazda po bandzie. Widzę, jak demoralizuje to młode pokolenie prokuratorów, którzy nie znają innej rzeczywistości zawodowej niż ta za PiS-u. Dla nich obecne standardy to coś naturalnego. Tymczasem osoby kierujące dzisiaj prokuraturą zachowują się tak, jakby ten stan miał trwać wiecznie, jakby były zupełnie bezkarne i nigdy nie miała spotkać ich odpowiedzialność za to, co zrobiły. Chociaż często działają na granicy prawa albo wręcz bezprawnie.

Więcej o aferze Pegasusa i sytuacji w polskim wymiarze sprawiedliwości czytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Może mają rację? Wiemy, jak skończyły się próby rozliczenia Zbigniewa Ziobry za rządów Platformy Obywatelskiej i PSL. To pokazuje, że nie ma się czego bać.

Odpowiedzialność polityczna to zadanie polityków. Ja wolę skupić się na tym, na czym się znam, a więc na odpowiedzialności karnej. Już dzisiaj jest szereg udokumentowanych przykładów spraw, do prowadzenia których nie ma teraz klimatu politycznego. Funkcjonariusze publiczni przekraczający swoje uprawnienia pozostają bezkarni. Ale ponieważ są to działania dobrze udokumentowane - m.in. przez nasze stowarzyszenie Lex Super Omnia - i nieprzedawniające się szybko, więc sprawiedliwość zostanie kiedyś wymierzona.

Wierzy pani, że nadejdzie jakiś mityczny czas rozliczeń?

Po każdym ataku na prokuraturę - to czas, gdy nie można nic zrobić, chcąc działać legalnie i zgodnie z prawem - przychodzi okres rozliczeń. Oczywiście wszystko w zgodzie z prawem i poszanowaniem praw obywatelskich. Dlatego jestem głęboko przekonana, że i tym razem winni zostaną rozliczeni i zweryfikowani. Nie możemy sobie pozwolić, żeby prokuratorzy występowali jako zbrojne ramię rządzących, zamiast patrzeć im na ręce i kontrolować ich działania.

Zamknijmy wątek relacji obywatel - państwo. Powiedziała pani, że nie ufa już państwu. Czuje się pani przez nie zdradzona?

To bardzo mocne słowa, nie wiem, czy mogę ich użyć. Pamiętam, jak eksperci Citizen Lab mówili przed senacką komisją ds. Pegasusa, że zwrócili uwagę na Polskę, ponieważ ofiarą inwigilacji padł czynny prokurator, a do tej pory obserwowali coś takiego jedynie w reżimach totalitarnych. Tymczasem my jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, wciąż deklarujemy się jako demokratyczne państwo prawa. Coś takiego nie miało prawa się u nas zdarzyć. Tym bardziej, że celem tej inwigilacji nie były czyny zabronione, których się dopuściłam, bo żadnych takich czynów się nie dopuściłam. Tu nie było żadnego uzasadnienia dla takich działań ze strony państwa.

W polskim wątku afery Pegasusa poznamy jeszcze wiele inwigilowanych nazwiskPegasus to tylko wierzchołek góry lodowej. "Nadzór na pewno zawiódł też w innych miejscach"

Pani w ogóle wie, albo chociaż podejrzewa, dlaczego była inwigilowana?

Wielokrotnie mówiłam, że nie znajduję żadnego uzasadnienia faktycznego, logicznego, a już tym bardziej prawnego, z jednej strony, do użycia nielegalnego narzędzia, jakim jest Pegasus, a z drugiej - do, kontroli operacyjnej za, jak zapewniają szefowie służb, zgodą sądu.

Politycy obozu władzy argumentują, że wobec osób, które były inwigilowane systemem Pegasus, toczą się różnego rodzaju postępowania, śledztwa, sprawy karne.

Ten przekaz jest kłamstwem i manipulacją, obliczonymi na to, że osoby niebędące prawnikami i niemające fachowej wiedzy prawniczej uwierzą w takie wyjaśnienie. Kontrola operacyjna może być podejmowana w ściśle określonych sytuacjach. Nie jest tak, że skoro mamy jakiekolwiek postępowanie w jakiejkolwiek sprawie, to możemy sięgnąć po kontrolę operacyjną. Ona jest obwarowana szeregiem zastrzeżeń i przepisów. Prawo narzuca stopniowanie korzystania z konkretnych narzędzi śledczych.

Jeśli chodzi o kontrolę operacyjną, to - po pierwsze - jest ona środkiem ostatecznym, więc w pierwszej kolejności należy zastosować inne środki działań o charakterze operacyjno-rozpoznawczym. Dopiero gdy te środki okażą się bezskuteczne albo nieprzydatne, co zresztą należy udokumentować zgodnie z przepisami, można wystąpić o kontrolę operacyjną. Po drugie, każda służba specjalna może podejmować działania wyłącznie w zakresie przyznanych jej kompetencji. Są to tzw. przestępstwa katalogowe. Jeżeli mówimy o CBA, to Biuro może podejmować działania w zakresie szeroko pojętej korupcji w organach administracji publicznej i samorządowej, a także w zakresie przestępstw godzących w podstawy interesów finansowych państwa. Nie sposób "podpiąć" pod to sytuacje tych pięciu osób, o których wiemy, że były inwigilowane z użyciem Pegasusa.

To jak wyjaśni pani fakt, że była inwigilowana? Zemsta za "wybory kopertowe", w sprawie których wszczęła pani postępowanie karne?

Nie ma żadnych podstaw prawnych do stosowania wobec mnie nawet pozornie zalegalizowanej zgodne z procedurami kontroli operacyjnej. A użycie do tego Pegasusa - wbrew temu, co twierdzą szefowie specsłużb, to system w Polsce nielegalny, ponieważ nie ma podstawy prawnej do jego stosowania - łamie kluczową zasadę, że organy państwa mogą działać jedynie w oparciu o zasady prawa i w granicach prawa. Państwo nie jest obywatelem, nie obowiązuje go zasada, że to, co nie jest zakazane, jest dozwolone.

Uważa pani, że obecna władza się na pani mści?

Uważam, że moja sytuacja jest porównywalna do sytuacji sędziego Igora Tuleyi. W jego przypadku prokuratura krajowa dąży do postawienia zarzutów z powodu wydania orzeczenia, do wydania którego zgodnie z przepisami prawa był uprawniony. Z tego powodu uchylono mu już zresztą immunitet. W moim przypadku postępowanie prowadzi Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej. Postępowanie zostało wszczęte w wyniku tego, że w kwietniu 2020 roku wydałam decyzję o rozpoczęciu śledztwa w sprawie tzw. wyborów kopertowych.

Podobnie jak sędzia Tuleya byłam uprawniona do podjęcia takiej decyzji, a przy jej podejmowaniu dochowałam wszelkiej staranności od strony prawnej. Gdyby jednak mimo tego prokuratura chciała postawić mi zarzuty - podkreślam raz jeszcze: nie ma do tego podstaw prawnych - mógłby to być jedynie zarzut z art. 231 par. 1 kodeksu karnego, dotyczący przekroczenia uprawnień i działania na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. To ten sam zarzut, który usłyszał sędzia Tuleya. Tyle że w takim przypadku nie można wszcząć kontroli operacyjnej. I kółko się zamyka.

Żałuje pani swojej decyzji ws. "wyborów kopertowych"?

Nie i w ogóle nie rozpatruję tej sprawy w kategoriach żalu albo braku żalu. W życiu kieruję się naiwną, ale prostą zasadą: należy być uczciwym. Uczciwym wobec siebie, wobec innych, wobec prawa. Kierując się tą zasadą, w kwietniu 2020 roku przeanalizowałam zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie tzw. wyborów kopertowych, przeprowadziłam stosowne czynności sprawdzające i uznałam, że są podstawy do rozpoczęcia śledztwa. Dzisiaj postąpiłabym dokładnie tak samo.

Dlaczego?

Jestem prokuratorem i muszę stać na straży praworządności. Nie mogę relatywizować sytuacji i zastanawiać się, czy wszcząć postępowanie, czy nie, bo być może z tego tytułu spotkają mnie jakieś negatywne konsekwencje. Albo wręcz przeciwnie - nagroda i awans. Takie dywagacje sparaliżowałyby pracę prokuratury. Ona ma ścigać przestępczość i stać na straży praworządności, a nie uznaniowo wybierać sobie, w jakich sprawach będzie prowadzić postępowanie, a w jakich nie.

14.06.2021, Warszawa, Paweł Kukiz i Jarosław Kaczyński podczas konferencji prasowej na temat umowy o współpracy między Kukiz'15 i PiSW PiS drwiny z Kukiza, że będzie tańczył tak, jak mu służby specjalne zagrają

To nie jest pierwszy raz, gdy ktoś panią inwigiluje. W przeszłości mieliście w prokuraturze problemy z hakerem, który zaatakował wasze skrzynki mailowe.

Tak, chciał szantażować wykradzionymi materiałami mnie i kilka innych osób ze stowarzyszenia Lex Super Omnia. Wraz z tymi osobami w grudniu 2019 roku własnym sumptem ustaliliśmy sprawcę i niejako na tacy przynieśliśmy go prokuraturze Warszawa-Praga, która śledztwo w tej sprawie prowadzi. Niestety minęły już ponad dwa lata, a nadal nie ma w tej spawie aktu oskarżenia. Gołym okiem widać ze strony prokuratorów prowadzących to postępowanie brak woli, żeby zakończyć je aktem oskarżenia. To mocno dołujące, tak oczywiste sprawy nie mają prawa ciągnąć się latami.

Z obecną sprawą będzie inaczej? Wierzy pani w ogóle, że czy to obecna prokuratura, czy już prokuratura po zmianie władzy wszystko wyjaśnią?

Jestem mocno zdeterminowana, żeby ustalić osoby, które ewidentnie przekroczyły swoje uprawnienia dokonując na mnie ataku Pegasusem. Natomiast nie jestem naiwna i wiem, że aktualnie nie ma żadnego klimatu, żeby tę kwestię wyjaśnić. Wyrazem tego jest chociażby decyzja prokuratury okręgowej w Warszawie o odmowie wszczęcia śledztwa w tej sprawie.

Tego klimatu jeszcze długo nie będzie.

Zdaję sobie z tego sprawę. Na razie złożyłam zażalenie na decyzję prokuratury i wierzę w decyzję sądu, który - mam taką nadzieję - uchyli nieuzasadnioną i przedwczesną odmowę wszczęcia śledztwa.

Nawet w takim przypadku to nie załatwi sprawy.

Wiem. Nie łudzę się, że będzie wola ze strony prowadzących śledztwo prokuratorów do rzetelnego wyjaśnienia tej sprawy. Nawet gdyby taka wola była po stronie jakiegoś pojedynczego prokuratora, to mam świadomość, że jego przełożonym jest ostatecznie prokurator generalny.

Uważa pani, że użyłby swojej władzy, żeby wpływać na to śledztwo?

Władza przejęła prokuraturę, żeby uczynić z niej narzędzie walki politycznej, a swoim poplecznikom i sympatykom - takim jak pan Obajtek czy pan Międlar - zakończyć sprawy, które się za nimi ciągnęły, a które powinny mieć swój finał w wyrokach sądowych. Dlatego powiedzieć, że nie mam zaufania do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, to nic nie powiedzieć. Co więcej, mam poważną obawę, że pan Ziobro jest żywotnie zainteresowany zawartością mojego telefonu, w szczególności poufnymi dokumentami dotyczącymi stowarzyszenia Lex Super Omnia oraz naszymi kontaktami z innymi środowiskami prawniczymi nie tylko w Polsce, ale również w Europie.

Sytuacja bez wyjścia?

Do czasu. Wierzę w wyjaśnienie tej sprawy, a tę wiarę opieram na moim doświadczeniu zawodowym jako prokuratora. Wiem, że już zabezpieczone dane - chodzi głównie o dane informatyczne od firmy Apple oraz o badania i diagnostykę, które wykonało na moim telefonie Citizen Lab - nawet schowane dzisiaj do szuflady mogą zawsze zostać z niej wyjęte i stanowić dowody prowadzące nas do osób, które używały Pegasusa. Jeśli tylko będzie możliwe prowadzenie postępowania, ustalimy zarówno mocodawców, którzy zlecili nielegalną kontrolę operacyjną, jak i szeregowych funkcjonariuszy służb, którzy tę kontrolę prowadzili. Ustalimy winnych i ci winni poniosą odpowiedzialność karną.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i minister koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński. Warszawa, Sejm, 31 marca 2016PiS wcale nie może się cieszyć po konferencji NIK-u. Masa krytyczna wzbiera

Senacka komisja nadzwyczajna się do tego przyczyni? Niedawno pani przed nią zeznawała.

Ta komisja już zrobiła bardzo wiele, jej osiągnięcia i ustalenia przekroczyły moje oczekiwania. Dowody, które okazano podczas wysłuchania byłego szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego oraz gen. Marka Bieńkowskiego, stanowią gotowy materiał do stawiania zarzutów konkretnym osobom, które przy zakupie systemu Pegasus ewidentnie przekroczyły swoje uprawnienia.

Pytanie, czy z tych materiałów będzie jakikolwiek pożytek, skoro senacka komisja nie ma uprawnień śledczych.

Mimo tego, zakres informacji, wiedzy i czysto merytorycznych ustaleń, które zostały przez tę komisję poczynione, to naprawdę bardzo wartościowy materiał. W przyszłości będzie niezwykle użyteczny przy wyjaśnianiu sprawy inwigilacji systemem Pegasus.

Fakt, że przed senacką komisją nie pojawi się nikt z partyjnej wierchuszki Prawa i Sprawiedliwości, rządu ani służb specjalnych nie jest problemem?

Nie rozumiem ich niechęci do stawienia się przed komisją. Zwłaszcza wobec powtarzanych wszem i wobec zapewnień, że służby działały w tej sprawie na podstawie prawa i dysponowały zgodami sądów na kontrolę operacyjną. Nikt nie oczekuje, że przykładowo minister Kamiński opowiadałby przed komisją o informacjach klauzulowanych, ale skoro rządzący twierdzą, że dysponowali zgodami sądów na inwigilację określonych osób, to należałoby te zgody pokazać i uciąć spekulacje. Chyba, że tych zgód nigdy nie było.

Takiego problemu nie byłoby, gdyby powstała sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa. Wierzy pani w to, że tak się w końcu stanie?

Bardzo życzyłabym sobie jej powołania, bo każdy instrument prawny zbliżający nas do pełnego wyjaśnienia tej sprawy jest pożądany. Zwłaszcza sejmowa komisja śledcza, która dysponuje konkretnymi uprawnieniami o charakterze prokuratorskim. Jednak nawet, gdyby do powołania tej komisji nie doszło, to obserwujemy już efekt kuli śniegowej. Ta kula została rozpędzona właśnie ustaleniami komisji senackiej i nie da się już tego zatrzymać. Nawet, jeśli komisja w Sejmie nie powstanie, to te sytuacje, które zostały już ujawnione, powinny stać się przedmiotem śledztw prokuratorskich. Co się odwlecze, to nie uciecze. Wiem, że minister Kamiński był w przeszłości ułaskawiony przez prezydenta właśnie za przekroczenie uprawnień jako szef służb specjalnych, ale na jego miejscu nie liczyłabym drugi raz na taki łut szczęścia.

Politycy opozycji wypowiadają się w podobnym tonie - że co się odwlecze, to nie uciecze, że prędzej czy później sejmowa komisja śledcza powstanie, że będą śledztwa prokuratorskie, że winni poniosą konsekwencje polityczne i karne. Z drugiej strony, wiemy jak w przeszłości opozycji (nie) szło z takimi rozliczeniami.

Sprawiedliwość wymierzona po czasie traci pewne cechy sprawiedliwości. Ja w tej sytuacji występuję w dość schizofrenicznej roli, bo z jednej strony jestem pokrzywdzoną, ale z drugiej nadal jestem też prokuratorem. Jako pokrzywdzona chciałabym tej sprawiedliwości już teraz-zaraz, chciałabym, żeby rzetelnie potraktowano moje zawiadomienie, podjęto wszystkie niezbędne czynności. Natomiast jako prokurator mam świadomość, że dowody, które są już dzisiaj zabezpieczone - w różnego rodzaju postępowaniach, nie mówimy tutaj tylko o Pegasusie - nie znikną. Nawet, jeśli teraz prokuratura pod butem ministra Ziobry nie zajmie się nimi, to nie ma on takiej mocy sprawczej, żeby je zlikwidować - usunąć fizycznie, wymazać z mediów i pamięci publicznej.

Nie boi się pani, że zostanie upolityczniona przez opozycję, zaciągnięta do jednego z dwóch zwalczających się obozów? Afera Pegasusa to idealny do tego pretekst.

Nigdy nie interesowała i nadal nie interesuje mnie polityka. Zarówno ja, jak i stowarzyszenie Lex Super Omnia po zmianie władzy nadal będziemy stać na straży prokuratury. A jeśli kolejna władza również będzie prokuraturę upolityczniać i wykorzystywać do swoich partykularnych politycznych celów, to dla tej władzy również będziemy niewygodni.

Parlament Europejski (zdjęcie ilustracyjne)W PE ma powstać komisja śledcza ws. Pegasusa. Róża Thun: Jest poparcie

Czuje się pani wrogiem Zjednoczonej Prawicy?

Nie. To nie jest konflikt polityczny pomiędzy mną a obecnie rządzącymi. To konflikt pomiędzy osobami, które aktualnie kierują prokuraturą czy też mają wpływ na praworządność w Polsce a osobą - mówię tu teraz o sobie, ale dotyczy to również rozmaitych prokuratorów, sędziów, adwokatów - która stoi na gruncie prawa i tego prawa broni.

Ale na razie jesteście skonfliktowani z ministrem Ziobrą. To jest fakt.

Tak, ale mam pewność, że nie damy się wykorzystać instrumentalnie. Bez względu na ewentualne profity, które moglibyśmy z tego tytułu uzyskać.

Nie zadziała tutaj popularna w polityce zasada, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem?

Nie. Bardzo często próbuje się nas wrzucić w taką układankę. Usłyszałam kiedyś bardzo prostą i bardzo banalną maksymę: najprostszą zasadą na przestrzeganie zasad jest... przestrzeganie zasad. Całe swoje życie zawodowe działam w myśl tej zasady i daje mi to ogromny komfort. Nie muszę zastanawiać się, relatywizować, wybiegać trzy kroki naprzód i zgadywać, jak powinnam się zachować, żeby albo nie ponieść negatywnych konsekwencji, albo wręcz przeciwnie - otrzymać korzyści pokroju awansu do prokuratury wyższego szczebla albo nagrody finansowej. Żeby była jasność, nie chcę robić z siebie z tego tytułu bohaterki. Po prostu nie mam dzięki temu dylematów, czy zrobić coś tak, czy inaczej. Zawsze postępuję wedle tych samych zasad, w ten sam sposób.

Ten brak dylematów doprowadził do tego, że dzisiaj ma pani na głowie kilka postępowań dyscyplinarnych i jest skonfliktowana z przełożonymi. Warto było?

Obawiam się, że brak walki i niewychylanie się nie są w mojej naturze. Jak teraz zadał mi pan to pytanie, przypomniała mi się sytuacja, gdy jedna z moich córek zapytała mnie, czy mam na życie jakiś plan B. To było bardzo dojrzałe pytanie z jej strony, bo jako odpowiedzialna, dorosła osoba powinnam uwzględniać konsekwencje swoich działań. O ile sposób mojego postępowania, czyli przestrzeganie zasad, jest bardzo prosty, o tyle reakcje, z którymi to się spotkało chociażby ze strony prokuratora krajowego - począwszy od szeregu postępowań dyscyplinarnych, które mam, aż po karną delegację służbową do Śremu, czyli totalną dezorganizację mojego życia rodzinnego i osobistego - zaskoczyły mnie skalą. Nie spodziewałam się ani tego, że takie rzeczy przyjdą mu do głowy, ani tego, że pokusi się o ich realizację.

A jednak.

Dlatego stanęłam przed prostym wyborem: albo będę ponosić te konsekwencje cały czas, albo zostanę zmuszona do rezygnacji z zawodu. A rezygnacja nie wchodzi w grę. Dopuszczam, oczywiście, możliwość, że zostanę usunięta z zawodu ze względu na szereg działań represyjnych ze strony prokuratora krajowego i prokuratora generalnego, ale sama dobrowolnie pola nie ustąpię.

Rodzina i bliscy zachwyceni tym chyba nie są?

Nie jest to prosta sytuacja, natomiast przyznam szczerze, że po początkowym szoku - najgorszym elementem była półroczna delegacja z dala od domu - oswoiliśmy się z tym, że takie konsekwencje mnie dotykają. Czasami zastanawiam się, czy to już podpada pod syndrom sztokholmski.

Bliscy nie mają żalu? Przecież to jednak pani wybór, nie żaden przymus. Moglibyście mieć zupełnie inne - lepsze i łatwiejsze - życie.

Moja postawa nie zrodziła się w ostatnich latach. Pewnymi zasadami kieruję się od zawsze, tak wychowałam też swoje dzieci i taki mamy klimat w rodzinie. Owszem, te represje ze strony przełożonych są bardzo niesprawiedliwe i wszyscy mamy ich dosyć, ale jednocześnie mamy świadomość, że nie możemy w imię spokoju albo nie wiem czego zrezygnować, dać za wygraną i odwrócić się od własnych zasad, zgodnie z którymi działamy i żyjemy.

A może pani chce zostać męczennicą?

Chcę pozostać wierna sobie i swoim zasadom. Chcę pozostać wierna prawu i konstytucji. Nie uważam się za męczennicę. Moja sytuacja, jakkolwiek bardzo dla mnie i moich bliskich dolegliwa, w perspektywie historycznej jest raczej błaha. Mam doskonale w pamięci, jakie represje spotykały działaczy opozycji w PRL-u - aresztowania, szantaż, więzienie, nawet śmierć. Może przeszliśmy nad tym wszystkim do porządku dziennego i uznaliśmy, że demokracja i dobrobyt nam się należały. Nie należały się, to był wysiłek i zasługa kilku pokoleń, które zapłaciły za to wielką cenę i były narażone na potworne konsekwencje. To daje mi siłę i wiarę, że w tej chwili nie ma już represji, które potrafiłyby by mnie złamać.

Inni prokuratorzy też czują taką siłę i wiarę?

Tak, ale w mojej ocenie jest nas zbyt mało. Mamy około 6 tys. prokuratorów w kraju, natomiast w naszym stowarzyszeniu jest nas niespełna 300. To świadczy o tym, że nie jest to postawa powszechna. Nie świadczy to jednak o tym, że pozostała część prokuratorów akceptuje to, co dzieje się w prokuraturze. Może nie są to osoby, które chcą publicznie występować i zabierać głos. Być może nie są to osoby gotowe do poniesienia tego rodzaju konsekwencji. Ale są to ludzie, którzy mają świadomość, że to, co dzieje się w prokuraturze na przestrzeni ostatnich sześciu lat jest złe i koniecznie wymaga zmiany.

Są gotowi zapłacić osobistą cenę, zmierzyć się z represjami?

Represje, o których rozmawiamy, dotyczą tak naprawdę wszystkich członków naszego stowarzyszenia. Są mniej lub bardziej dolegliwe, ale karna delegacja nie dotknęła wyłącznie mnie, a również pięciu innych osób, które zostały delegowane do bardzo oddalonych od swoich miejsc zamieszkania placówek. Wszystkie udały się w te delegacje. To nie było tak, że się oflagowaliśmy i powiedzieliśmy: nie pojedziemy. Mamy świadomość, że prokurator krajowy ma nad nami władzę - oczywiście ona jest wykorzystywana zupełnie nie w tym celu, w jakim przepisy o delegacjach zostały stworzone - ale poddaliśmy się tej sytuacji, bo nie mamy innego wyboru. Albo będziemy prokuratorami i przetrzymamy tę sytuację, ten czas, albo odejdziemy z zawodu. Ja sytuacji odejścia z zawodu nie biorę pod uwagę.

Kolejnej karnej delegacji też się pani nie boi?

Myślę, że te delegacje były jednorazowym strzałem ze strony prokuratora krajowego. Zapewne myślał, że swoim działaniem nas złamie. Jeżeli raz nas nie złamał, to przypuszczam, że wyciągnął z tego wnioski i wie, że za drugim razem również mu się to nie uda. To było działanie w konkretnym celu i ten cel nie został osiągnięty. Nie wykluczam natomiast, że prokurator krajowy podejmie inną próbę uciszenia nas w przestrzeni publicznej czy jeszcze mocniej przykręci nam śrubę.

W styczniu miała zapaść decyzja, czy czeka panią kolejna delegacja. Jest pani spakowana?

Na razie nie ma takiej informacji, ale to nic nie znaczy, bo o pierwszej delegacji dowiedziałam się faksem. Było to zdarzenie mocno niespodziewane. Przyszłam do pracy jak każdego dnia i na moim biurku wylądował faks, że za dwa dni mam być w Śremie. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki tej delegacji opinia publiczna dowiedziała się o naszym stowarzyszeniu i o tym, jak represjonowani są niezależni wobec władzy prokuratorzy. Zupełnie mimochodem prokurator krajowy zrobił nam więc kampanię promocyjną na cały kraj, a to z pewnością nie było jego celem.

* Ewa Wrzosek - prokurator w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Mokotów; w zawodzie od 26 lat; współzałożycielka stowarzyszenia prokuratorów Lex Super Omnia; w styczniu 2021 roku przeniesiona karnie na pół roku do prokuratury w wielkopolskim Śremie; ma szereg postępowań dyscyplinarnych za krytykowanie zmian w wymiarze sprawiedliwości przez obecną ekipę rządzącą; w grudniu 2021 roku okazało się, że była nielegalnie inwigilowana przez służby specjalne systemem szpiegującym Pegasus

Więcej o: