"Rolą Kukiza jest przypilnować marszałek Witek". Sejmowa komisja śledcza ws. Pegasusa coraz bliżej

Politycy Zjednoczonej Prawicy coraz mocniej obawiają się senackiej komisji badającej aferę Pegasusa, tymczasem za chwilę mogą mieć na głowie w tej samej sprawie również sejmową komisję śledczą. Opozycja porozumiała się w tej sprawie z Pawłem Kukizem i jego ludźmi, a wniosek o powołanie komisji ma zostać złożony w Sejmie w przyszłym tygodniu.

Na przełomie roku na Nowogrodzkiej mogli już pomyśleć, że sprawa inwigilowania politycznych przeciwników systemem Pegasus przejdzie bez większego echa. Utonie w zalewie innych kryzysów i palących polityczno-społecznych tematów: nadciągającej piątej fali pandemii koronawirusa, podatkowym chaosie spowodowanym przez Polski Ład czy szalejącej drożyźnie. Nic bardziej mylnego.

Senackiej większości udało się przegłosować wniosek o powołanie w izbie wyższej parlamentu komisji nadzwyczajnej badającej sprawę Pegasusa. Utworzono ją błyskawicznie i mamy już nawet za sobą trzy pierwsze posiedzenia, w trakcie których zeznawali m.in. prezesi Najwyższej Izby Kontroli: były, czyli senator Krzysztof Kwiatkowski, i obecny, Marian Banaś. Po tych trzech posiedzeniach widać już, że - wbrew przypuszczeniom - komisja może stanowić dla PiS-u nie lada problem.

Mówią o tym zresztą politycy w samym PiS-ie.

Tak, ta komisja działa lepiej niż się spodziewaliśmy. I tak, myślę, że przyglądamy się jej z coraz większą uwagą. Zresztą media poświęcają jej wręcz ponadprzeciętnie dużo uwagi

- przyznał w rozmowie z OKO.press jeden z polityków tej partii, pytany o wrażenie po pierwszych posiedzeniach wspomnianego gremium.

Kukiz zmienia front

Jeszcze na początku stycznia wydawało się, że nadzwyczajna komisja senacka będzie dla Zjednoczonej Prawicy mniejszym złem. Większym byłaby sejmowa komisja śledcza, której umocowanie w polskim systemie prawnym nie pozwoliłoby rządzącym zignorować jej tak, jak zignorowali komisję senacką. Przypomnijmy: klub senacki PiS-u nie oddelegował do niej nawet swoich przedstawicieli, a szanse na to, że którykolwiek z członków rządu czy szefów służb przyjmie zaproszenie na posiedzenie komisji, są bliskie zeru (prawnie nic im za taką odmowę nie grozi).

W mijającym tygodniu okazało się jednak, że obóz "dobrej zmiany" najpewniej będzie musiał zmierzyć się zarówno z mniejszym złem w Senacie, jak i z większym w Sejmie. Wszystko dlatego, że Paweł Kukiz i jego środowisko - skądinąd od kilku miesięcy polityczni partnerzy Zjednoczonej Prawicy - porozumieli się z opozycją w sprawie powołania sejmowej komisji śledczej, która zbadałaby inwigilację przez specsłużby w latach 2005-21.

Jest zgoda wszystkich klubów i kół opozycyjnych, żeby powołać sejmową komisję śledczą, ale wniosek w tej sprawie trzeba jeszcze przegłosować

- potwierdza w rozmowie z Gazeta.pl Borys Budka.

Wniosek zostanie złożony w przyszłym tygodniu, ale czy i kiedy zostanie poddany pod głosowanie, tego powiedzieć nie umiem, bo decyzja należy do pani marszałek Witek

- dodaje przewodniczący klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej.

Więcej o sejmowej komisji śledczej ws. Pegasusa przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Władysław Kosiniak-Kamysz, którego pytamy o szanse na przegłosowanie wniosku o powołanie komisji, przyznaje, że "to będzie znacznie trudniejsze niż osiągnięcie porozumienia na opozycji czy złożenie wniosku". Prezes PSL ironizuje, że liczy na poszanowanie przez Zjednoczoną Prawicę woli większości sejmowej, jeśli ta wola będzie się wyrażać w chęci powołania sejmowej komisji śledczej ws. inwigilacji. W końcu w minionych latach - podkreśla Kosiniak-Kamysz - politycy obozu władzy wielokrotnie podkreślali wagę uszanowania większości izby niższej.

Zobacz wideo Czy PiS boi się nadzwyczajnej senackiej komisji ds. Pegasusa?

Liczenie szabel i sejmowa zamrażarka

Rzecz w tym, że nawet bez Kukiza i jego dwóch posłów (Jarosława Sachajki i Stanisława Żuka) Zjednoczona Prawica teoretycznie dysponuje 230 szablami w Sejmie: 228 własnych posłów i dwóch sprzymierzonych posłów niezrzeszonych (Łukasz Mejza i Zbigniew Ajchler). Czyli ma dokładnie tyle, co opozycja. Jest więc remis. Ale znów: tylko w teorii. W pandemicznej rzeczywistości 100-proc. mobilizacja swoich szeregów to fikcja. Większość będzie mieć zatem ten, u kogo mniej osób będzie w szpitalu, na kwarantannie albo izolacji czy samoizolacji.

Ardanowski z PiS o aferze Pegasusa: To nie jest rzecz błahaArdanowski z PiS o aferze Pegasusa: To nie jest rzecz błaha

Tego, jak to się ułoży, przewidzieć nie sposób, bowiem sytuacja potrafi diametralnie zmienić się z dnia na dzień. Jednak już w artykule Jacka Gądka na Gazeta.pl widać było, że w szeregi Zjednoczonej Prawicy wkrada się niepokój, żeby nie powiedzieć strach. Rządzący za absolutny priorytet stawiają sobie utrzymanie maksymalnej mobilizacji w swoich szeregach. Wszystko po to, żeby opozycja (nawet w sojuszu z Kukizem) nie miała możliwości przegłosowania wniosku o powołanie komisji.

Sytuację może dodatkowo podgrzać przejście Sejmu na hybrydowy system pracy, co podobno jest w planach ze względu na szybko pogarszającą się sytuację pandemiczną.

Przy hybrydowych posiedzeniach Sejmu mobilizacja będzie totalna

- mówi Gądkowi jeden z posłów PiS-u. Nowogrodzka już szykuje jednak plan B, na wypadek, gdyby to jednak opozycja dysponowała większą liczbą szabel w izbie niższej parlamentu. Ten plan sprowadza się do osoby marszałkini Elżbiety Witek, która każdy wniosek może skierować do tzw. sejmowej zamrażarki na okres nie dłuższy niż cztery miesiące. Po jego upływie wniosek musi zostać podany pod głosowanie w Sejmie.

Czy opozycja jest przygotowana na wariant z marszałkinią Witek? Prezes Kosiniak-Kamysz mówi w rozmowie z Gazeta.pl, że "będziemy korzystać ze wszystkich możliwych środków, żeby doprowadzić do podania tego wniosku pod głosowanie, kiedy już zostanie złożony". Nie wyklucza więc nawet wniosku o odwołanie marszałkini Witek, jeśli ta będzie usiłowała storpedować głosowanie ws. powołania komisji śledczej.

To jest kwestia tego, czy Paweł Kukiz będzie w stanie wymóc na marszałkini Witek wprowadzenie wniosku pod głosowanie, czy nie

- przekonuje z kolei przewodniczący Budka. I dodaje:

Kukiz twierdzi, że wniosek będzie głosowany, że on tego dopilnuje. Taka jest w tym wszystkim jego rola, żeby przypilnować marszałek Witek

Przewodniczący Kukiz?

W szeregach opozycji można też usłyszeć pytania, czy Kukizowi ws. sejmowej komisji śledczej można ufać, czy Jarosław Kaczyński nie złamie go w ostatniej chwili, czy Kukiz może być pewny lojalności swoich dwóch posłów. Nasi rozmówcy z opozycji, pytani o możliwy rozwój wypadków, zgodnie przyznają, że w obecnym Sejmie żaden scenariusz nie powinien dziwić. Nawet jeśli z dnia na dzień kilku posłów nieoczekiwanie zostałoby ministrami, wiceministrami czy prezesami państwowych spółek.

Paweł KukizPiS spróbuje przeciągnąć ludzi Kukiza? "Jesteśmy nieszantażowalni"

W dwustronnych rozmowach Kukiza z opozycją miały jednak paść zapewnienia ze strony polityka, że bierze na siebie odpowiedzialność za doprowadzenie do głosowania nad powołaniem komisji.

Jeśli ktoś zgłasza jakiś projekt ustawy i zebrał pod nim podpisy, to rozumiem, że będzie za nim głosować. Inaczej tego nie widzę i Paweł Kukiz chyba też nie

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl prezes Kosiniak-Kamysz.

Największe ryzyko ponosi tutaj Paweł Kukiz, bo to on przyszedł do opozycji z tym pomysłem i z tym wnioskiem. To on bierze to na siebie

- uważa natomiast przewodniczący Budka. I podkreśla:

Arytmetyka sejmowa jest dzisiaj bezwzględna. Większość PiS-u wisi dzisiaj na jednym, dwóch głosach, więc to jest karta przetargowa Pawła Kukiza i jego środowiska

Więcej optymizmu w tej sprawie jest u samych kukizowców.

Nasza współpraca z PiS układa się na tyle dobrze, że nie sądzę, aby PiS robiło nam jakieś złośliwości i odkładało rozpatrzenie wniosku o komisję śledczą o kilka miesięcy. Nie będziemy jednak szantażować PiS-u, że ma to się stać już na najbliższym posiedzeniu, niemniej nie ma powodu, aby czekać z tym dłużej niż miesiąc

- przyznał w artykule Jacka Gądka poseł Jarosław Sachajko.

Jeśli Kukiz rzeczywiście przeforsuje w rozmowach ze Zjednoczoną Prawicą głosowanie nad swoim wnioskiem, wiadomo, jakiej ceny zażąda za to od opozycji. Będzie nią stanowisko przewodniczącego komisji. Kukiz wcale się z tym zresztą nie kryje. Argumentuje, że szefować komisji musi ktoś spoza dwóch głównych i zwalczających się od lat obozów politycznych.

Gwarantem bezstronności tej komisji byłaby osoba, która jest spoza tego układu tych dwóch sił

- przekonywał Kukiz na antenie TVP Info. Dopytywany o to, czy taką osobą może być wyłącznie ktoś z Kukiz'15, odparł:

Nie widzę innych osób. Wszystkie są w jakiś sposób powiązane z jedną albo drugą stroną

Rozmów o obsadzie stanowisk w niepowołanej jeszcze komisji pomiędzy Kukizem i opozycją nie było. Wydaje się jednak, że opozycja jest w stanie zaakceptować kandydaturę Kukiza albo kogoś z jego otoczenia, bo absolutnym priorytetem jest powołanie komisji i zajęcie się sprawą inwigilacji politycznych przeciwników przez Zjednoczoną Prawicę. Nasi rozmówcy z opozycji w kwestiach personalnych stawiają tylko jeden warunek: PiS nie może mieć ani większości w komisji, ani stanowiska przewodniczącego. Inaczej powołanie takiego gremium mijałoby się z celem.

Uważam, że w mniejszych klubach czy kołach jest sporo osób, które mogłyby pełnić funkcję przewodniczącego tej komisji. Co do nas, to nie rościmy sobie praw do tego, żeby przewodniczącym komisji musiał być ktoś z Platformy. Równie dobrze może to być ktoś z mniejszych klubów albo kół, także Paweł Kukiz

- przekonuje w rozmowie z Gazeta.pl przewodniczący Budka.

Więcej o: