Nowe informacje ws. wypadku Szydło. Jest wniosek o ponownie przesłuchanie funkcjonariuszy BOR

Do sądu w Krakowie trafił wniosek o ponowne przesłuchanie funkcjonariuszy SOP, którzy zeznawali w związku z wypadkiem Beaty Szydło w 2017 roku - donosi Onet. Pismo w tej sprawie złożył pełnomocnik Sebastiana Kościelnika po tym, jak jeden z ochroniarzy byłej premierki przyznał się do składania nieprawdziwych zeznań.

Wniosek o ponowne przesłuchanie funkcjonariuszy BOR złożył w Sądzie Okręgowym w Krakowie mec. Władysław Pociej. - Doniesienia prasowe nie są jeszcze dowodem. Teraz były oficer i jego koledzy powinni przed sądem potwierdzić lub zaprzeczyć (...) To może być prawdziwy przełom w sprawie - powiedział Onetowi adwokat. Z informacji portalu wynika, że zeznania w tej sprawie mogło złożyć dziewięciu funkcjonariuszy SOP (dawniej BOR). Wniosek prawnika powinien zostać rozpatrzony 18 stycznia. 

Zobacz wideo Kto zyska na Polskim Ładzie? Pytamy eksperta

Wypadek Beaty Szydło, Funkcjonariusze BOR mieli mówić nieprawdę

W grudniu "Gazeta Wyborcza" opublikowała nowe ustalenia dotyczące wypadku Beaty Szydło, do którego doszło w 2017 roku w Oświęcimiu. Dziennik rozmawiał z Piotrem Piątkiem, byłym funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa (dawniej BOR), który od marca tego roku jest na emeryturze. Z jego relacji wynika, że w sprawie wypadku BOR-owcy mogli składać fałszywe zeznania. Sam Piątek należał do grupy, która ochraniała Szydło, gdy doszło do wypadku.

Cały artykuł "Gazety Wyborczej" "Były ochroniarz premier Szydło ujawnia prawdę o wypadku sprzed czterech lat" przeczytasz TUTAJ>>>>.

- Ta sprawa nie dawała mi spokoju. Są ludzie, którzy chcą, by prawda nie przedostała się do opinii publicznej. Fatalnie się z tym czuję, nie mogłem dłużej z tym żyć - powiedział dziennikowi emerytowany funkcjonariusz.

Beata SzydłoB. chroniarz Szydło o wypadku w 2017 roku: Ta sprawa nie dawała mi spokoju

"Gazeta Wyborcza" w publikacji skupiła się na kwestii sygnałów dźwiękowych rządowej kolumny. Rozstrzygnięcie, czy sygnały dźwiękowe zostały włączone, czy nie, jest w tej sprawie kluczowe. W trakcie śledztwa inni funkcjonariusze - jak podaje "GW" - twierdzili. że kolumna jechała prawidłowo, były sygnały zarówno świetlne, jak i dźwiękowe. Sebastian Kościelnik, który prowadził seicento, twierdzi, że samochody jechały bez włączonych syren. Piątek to potwierdził. - Mieliśmy włączone sygnały świetlne, było już ciemno, wjechaliśmy w miasto. Generalnie wszyscy wiedzieliśmy, że nie mamy włączonych sygnałów dźwiękowych. Dla nas to była rzecz oczywista - mówił.

- Każdy z nas był osobno przesłuchiwany, ale wcześniej wiedzieliśmy, co mamy zeznawać. Przed przesłuchaniem usłyszałem tylko: "Piotrek, wiesz jak było...". Ja sobie zdawałem sprawę, że chcąc dalej pracować i awansować musiałem mówić to, co reszta - stwierdził b. funkcjonariusz. Jak dodał, odpowiednią wersję przekazywał funkcjonariuszom dowódca zmiany. - On zarządził, jak mamy jechać i jak mamy mówić... To nie było mówione wprost. Raczej "Piotrek, wiesz jak było", "wiesz, jak będzie dobrze dla nas", "wiesz, jak mówić" - ocenił.

Funkcjonariusz przyznał m.in. w TVN24, że sam przedstawił nieprawdziwą wersję zdarzeń. - Tak, wiedzieliśmy, że mówimy nieprawdę, ale wtedy uważaliśmy, że dla całej naszej grupy to było lepsze rozwiązanie. Wyrzuty sumienia na pewno wtedy były i są do tej pory - mówił stacji. 

Wypadek Beaty Szydło. Sąd ponownie przesłuchuje świadkówWypadek Beaty Szydło. Będzie wniosek o przesłuchanie byłego BOR-owca

Wypadek Beaty Szydło

Do wypadku z udziałem byłej premier doszło w lutym 2017 roku. Beata Szydło podróżowała wówczas w kolumnie rządowej, która zderzyła się z pojazdem marki seicento, prowadzonym przez Sebastiana Kościelnika. Kierowca przepuścił pierwszy samochód kolumny, po czym zaczął skręcać w lewo, uderzając w kolejne auto. W konsekwencji pojazd wjechał w drzewo. W wypadku poszkodowana została była premier, a także funkcjonariusz BOR. Sąd pierwszej instancji w Oświęcimiu na początku lipca ubiegłego roku orzekł, że to mężczyzna ponosi winę nieumyślnego spowodowania wypadku, jednak postępowanie zostało warunkowo umorzone na rok. Uznał również, że przepisy miał złamać również kierowca BOR. Sebastian Kościelnik został zobowiązany do zapłacenia na rzecz Beaty Szydło nawiązki w wysokości tysiąca złotych oraz funkcjonariusza BOR, którzy odnieśli obrażenia w trakcie wypadku. Zwolniono go natomiast z kosztów postępowania. 

Od wyroku odwołała się zarówno obrona, jak i prokuratura. Proces toczy się w Sądzie Okręgowym w Krakowie. 

Więcej o: