Dorota Brejza: O tym, że to PiS zaatakował nas Pegasusem, wiem od Pereiry. Bardzo mu dziękuję

- Zostaliśmy bezprawnie odarci z intymności, z prywatności, z naszych konstytucyjnych praw. Ja im tego po prostu nie odpuszczę - zapowiada Dorota Brejza, pełnomocniczka senatora Krzysztofa Brejzy, a prywatnie jego żona. Telefon polityka, wówczas szefa sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej, został 33 razy zaatakowany antyterrorystycznym programem Pegasus, a sfałszowane treści wielokrotnie pokazano w TVP.

W czwartek 23 grudnia Agencja Associated Press przekazała, że Krzysztof Brejza, polityk Platformy Obywatelskiej, był inwigilowany za pośrednictwem programu Pegasus. Agencja - powołując się na ustalenia Citizen Lab - informuje, że telefon Brejzy był atakowany 33 razy od 26 kwietnia do 23 października 2019 roku.

Brejza zarzuca służbom, że inwigilowały go w czasie kampanii wyborczej, gdy był szefem sztabu Koalicji Obywatelskiej. Zwraca uwagę m.in. na to, że w tym samym czasie TVP ujawniło zmanipulowaną treść SMS-a z jego zhakowanego telefonu.

Więcej najnowszych informacji z polityki przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Senator Brejza: Wszyscy widzimy jak Donald Tusk elektryzuje scenę polityczną

Dorota Brejza - pełnomocniczka senatora Krzysztofa Brejzy, a prywatnie jego żona przekonuje, że to władza PiS zaatakowała senatora Brejzę programem Pegasus. Dodaje, że wie to od Samuela Pereiry. - Powiedział to zupełnie wprost w swoim materiale opublikowanym na portalu tvp.info 25 sierpnia 2019 roku. Stwierdził, że SMS-y, które publikuje - od siebie dodam, że sfałszowane - pochodzą ze śledztwa prokuratury okręgowej w Gdańsku. Bardzo mu za to dziękuję - powiedziała w rozmowie z portalem NaTemat.

Dorota Brejza: Zostaliśmy odarci z intymności, prywatności

Prawniczka podkreśla, że jej mąż nigdy nie usłyszał żadnych zarzutów, nie otrzymał ich także w tzw. aferze fakturowej - to w tej sprawie CBA miało gromadzić wobec niego materiały operacyjne. 

N/z: prezes PiS Jarosław Kaczyński, prezydent Andrzej Duda.Weto "lex TVN". "Duda będzie realizował linię polityczną PiS w wersji light"

- Zostaliśmy bezprawnie odarci z intymności, z prywatności, z naszych konstytucyjnych praw. Ja im tego po prostu nie odpuszczę. Winni poniosą odpowiedzialność - zapowiada w rozmowie z portalem.

Dorota Brejza przypomina, że nawet ustawa o CBA, która pozwala na wiele rzeczy w ramach kontroli operacyjnej, nie pozwala na używanie Pegasusa. - To opcja atomowa - zapewnia.

Prawniczka podkreśla także, że jeśli prowadzone czynności operacyjne nie skutkują zebraniem materiału potwierdzającego popełnienie przestępstwa, to CBA ma prawny obowiązek zniszczyć zgromadzone materiały.

- W przypadku mojego męża, który nie popełnił żadnego przestępstwa, nie tylko nie zniszczono zgromadzonych materiałów, ale zafałszowane SMS-y - posklejane, z podopisywanymi treściami - trafiły na antenę TVP. Młócono je przez całą kampanię wyborczą. To pokazuje, jak bardzo TVP jest zblatowana ze służbami - stwierdziła.

Brejza o włamaniu do jego telefonu

Wcześniej, w poniedziałek 20 grudnia wieczorem, Agencja Associated Press podała, że prawnik Roman Giertych i prokuratorka Ewa Wrzosek byli śledzeni przy pomocy szpiegowskiego systemu Pegasus. Inwigilacja byłego wicepremiera i ministra edukacji odbywała się w ostatnich tygodniach przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku - ustalili badacze z Citizen Lab, organizacji zajmującej się bezpieczeństwem w sieci, działającej przy Uniwersytecie w Toronto.

Krzysztof BrejzaBrejza o podsłuchiwaniu Pegasusem: Prokuratura boi się tej sprawy

Później poinformowano, że Brejza był kolejną osobą, u której potwierdzono hakowanie telefonu systemem Pegasus. - Potwierdziły się moje przypuszczenia. Od początku mówiłem, że na 98 proc. wykradziono moje wiadomości przez Pegasusa. Zostawiałem sobie jeszcze margines błędu na fizyczne włamanie na telefon, ale dosłownie margines, bo ja naprawdę pilnowałem mojego telefonu - przekazał nam Krzysztof Brejza.

- W trakcie kampanii wyborczej w 2019 roku TVP zaatakowała mnie serią materiałów, ich główną osią były sfałszowane SMS-y. Te wiadomości pochodziły z 2014 roku i nie ma innej technicznej możliwości uzyskania treści jak tylko poprzez włamanie na telefon. Dane bilingowe są przechowywane przez operatorów tylko przez pół roku i nie ma wśród nich treści SMS-ów - tłumaczył w rozmowie z Gazeta.pl polityk.

Więcej o: