Premier Mateusz Morawiecki odwołał Łukasza Mejzę z funkcji wiceministra sportu

- Premier Mateusz Morawiecki odwołał Łukasza Mejzę z funkcji wiceministra sportu i turystyki - poinformował rzecznik rządu Piotr Müller. Poseł w czwartek wieczorem poinformował w mediach społecznościowych, że podaje się do dymisji. Zapowiedział jednocześnie, że nadal będzie wspierał obóz Zjednoczonej Prawicy.

Rzecznik rządu poinformował jedynie o odwołaniu Mejzy (prawdopodobnie przyjęciu jego rezygnacji). Nie dodano do tego żadnego komentarza - ani rzecznika, ani premiera.

Łukasz Mejza w czwartek wieczorem poinformował na Facebooku, że podaje się do dymisji. Polityk zastrzegł, że odchodzi na "swoich warunkach, z podniesionym czołem i poczuciem uczestnictwa w (jak wskazują zasięgi medialne i internetowe) największej nagonce w historii polskiej polityki".

"W poczuciu odpowiedzialności za Polskę i obóz Zjednoczonej Prawicy, doskonale rozumiejąc przy tym twarde reguły politycznej gry i coraz poważniejsze zagrożenie oddania władzy w ręce politycznych bandytów z opozycji, systematycznie donoszących na swój kraj za granicą i tą drogą próbujących przejąć władzę w Polsce, a także usłużnym im mediom, podjąłem decyzję o dobrowolnym podaniu się do dymisji ze stanowiska Sekretarza Stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki" - napisał Mejza na Facebook.

Więcej najnowszych informacji w sprawie przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Łukasz MejzaFirma Łukasza Mejzy pod lupą prokuratury. Zawiadomienie złożyły władze samorządowe

Sprawa Łukasza Mejzy

24 listopada Wirtualna Polska opublikowała tekst dotyczący rzekomej działalności Łukasza Mejzy, obecnego wiceministra sportu. Jak podał portal, polityk w założonej przez siebie w lipcu 2020 roku spółce Vinci NeoClinic miał oferować chorym i ich bliskim pomoc w organizacji terapii "pluripotencjalnymi komórkami macierzystymi". Hasło firmy brzmiało: "Leczymy nieuleczalne". Spółka kierowała swoją ofertę m.in. do pacjentów nowotworowych i tych cierpiących na choroby neurologiczne. Cena usługi miała wynosić co najmniej 80 tys. dolarów. Eksperci wskazują jednak, że nie ma dowodów na skuteczność takiego leczenia.

W przesłanym Gazeta.pl oświadczeniu Mejza stwierdził, że artykuł to "kolejny nierzetelny ataki na jego wizerunek i dobre imię". "Po powzięciu informacji o wątpliwościach natury medycznej i moralnej dotyczących tej terapii, natychmiast wycofałem się z działalności firmy. W związku z tym nie tylko nie odniosłem najmniejszych korzyści majątkowych, ale poniosłem koszty finansowe. Zainwestowane środki potraktowałem jako własne straty" - stwierdził.

Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński: Nie ma sensu wprowadzać restrykcji

Polityk mówi o "spirali hejtu"

8 grudnia br. Łukasz Mejza po raz kolejny zabrał głos ws. doniesień dot. jego firmy. - Mamy do czynienia z największym atakiem politycznym po 1989 roku. Atakiem na Zjednoczoną Prawicę i większość sejmową. Atakiem, którym przekroczono wszystkie możliwe granice, aby obalić rząd - stwierdził.

Wymierzono we mnie ostrze fake newsów, pomówień. (...) Kiedyś niektórzy politycy mówili o dorżnięciu watahy, teraz po prostu chcą dorżnąć Mejzę. Za moją działalność polityczną, za moje wybory. (...) Ta spirala hejtu ma na celu psychiczne zniszczenie mnie, abym zrezygnował z bycia posłem na Sejm. Jeśli oddam mandat, to opozycja uzyska większość i wywoła kryzys parlamentarny - stwierdził. Obok Mejzy na konferencji wystąpił - jak to określił polityk - jego przyjaciel Tomasz Guzowski, który sam cierpi na schorzenie genetyczne i miał korzystać z terapii w Meksyku. Guzowski w rzeczywistości jest wspólnikiem Mejzy.

Inne głośne sprawy dotyczące posła Łukasza Mejzy dotyczą m.in.

  • domniemanego lobbingu ws. wyboru prezesa PZKol
  • polityk mógł, zdaniem posłów Lewicy, fałszować podpisy pod listami poparcia
  • możliwego wyłudzania funduszy unijnych na szkolenia e-lerningowe (sprawa trafiła do prokuratury)
Więcej o: