Oficer BOR składał fałszywe zeznania ws. wypadku Szydło. Ziobro: Mogą być inne motywy

Były funkcjonariusz BOR przyznał, że po wypadku z udziałem Beaty Szydło składał fałszywe zeznania. Do sprawy odniósł się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. - Mogą być jakieś inne motywy (...), na przykład czyjś interes polityczny, bądź inny, mógł mieć wpływ na jego relacje - uznał.

Piotr Piątek, były oficer BOR, który brał udział w wypadku premier Szydło w Oświęcimiu, powiedział "Gazecie Wyborczej", że zarówno on, jak i reszta funkcjonariuszy składali w śledztwie fałszywe zeznania. W trakcie śledztwa inni funkcjonariusze - jak podaje "GW" - mieli zeznawać, że kolumna jechała prawidłowo, miały być włączone sygnały zarówno świetlne, jak i dźwiękowe. Sebastian Kościelnik, który prowadził seicento, przekonywał jednak, że samochody jechały bez włączonych syren. Piątek to potwierdza.  

O wypowiedź byłego funkcjonariusza BOR był pytany w środę na konferencji prasowej Zbigniew Ziobro. - Jestem przekonany, że w ramach toczącego się postępowania te okoliczności będą podnoszone i weryfikowane pod kątem stwierdzenia, czy te informacje są prawdziwe, kiedy ten pan mówił prawdę - stwierdził minister sprawiedliwości.

Więcej najnowszych informacji z kraju przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zaznaczył, że zadaniem prokuratury będzie sprawdzenie, "czy mogą być jakieś inne motywy, które mogą skłaniać tego pana do mówienia prawdy teraz, czy też mogą być takie motywy, które mogą go skłaniać do mówienia informacji, które od tej prawdy odbiegają, które wcześniej relacjonował, bo na przykład czyjś interes polityczny, bądź inny, mógł mieć wpływ na jego relacje".

Zobacz wideo Sroka: Za wypadek Szydło odpowiedzialność ponoszą politycy

Zastrzegł także, że nie zna materiału dowodowego na tyle, by wyrokować w tej sprawie. Zaznaczył, że o sprawę należałoby pytać "prokuratorów prowadzących tę sprawę, którzy ją znają".

Wypadek Szydło. Były funkcjonariusz BOR o szczegółach sprawy

W środę TVN24 opublikował rozmowę ze starszym chorążym Piotrem Piątkiem, w którym szerzej komentuje wydarzenia sprzed czterech lat. - Z mojego punktu widzenia mogę powiedzieć, że trochę byliśmy bardziej wysunięci do przodu niż pozostałe dwa samochody - powiedział, dodając, że, jego zdaniem, nie była to do końca zgodna z zasadami przejazdu kolumny odległość.

Były funkcjonariusz podkreślił, że "wydaje mu się", że prędkość kolumny mogła być "znacznie ponad ograniczenie" 50 km/h. - Podjechaliśmy bliżej zdarzenia, każdy z nas, z ochrony osobistej, wysiadł z auta i zabezpieczaliśmy miejsce zdarzenia - opowiadał.

Funkcjonariusz SOP: Wyrzuty sumienia są do tej pory

Zapytany o to, czy funkcjonariusz wymieniali się spostrzeżeniami, co się stało, powiedział, że starali się nie rozmawiać na ten temat, jednak każdy się zastanawiał m.in. nad konsekwencjami. - Pamiętam coś w stylu: "Piotrek, wiesz, jak było, wiesz, jak będzie dobrze dla nas". Tego typu sugestie padły - zaznaczył, dodał, że takie słowa wypowiedział dowódca zmiany.

Miejsce wypadku limuzyny premier rządu PiS Beaty Szydło. Oświęcim, 11 luty 2017Wypadek Szydło. "Wyrzuty sumienia były i są do pory"

Starszy Chorąży Piotr Piątek powiedział, że "bał się podpaść" i dodał: - Gdzieś tam w głowie, na samym początku, po zdarzeniu, człowiek sobie zadawał pytanie, czy jakby powiedział od razu, że było, jak było, że nie jechaliśmy na sygnałach dźwiękowych, to jakie by poniósł konsekwencje i służbowe, i prawne.

Podkreślił też, że podczas wszystkich przesłuchań, zgodnie z ustaloną wersją, zeznał, że kolumna jechała zarówno na sygnałach świetlnych, jak i dźwiękowych. - Wyrzuty sumienia na pewno były. I są do tej pory - powiedział.

Roman GiertychGiertych: Politycy opozycji powinni sprawdzić, czy byli inwigilowani Pegasusem

Wypadek z udziałem Beaty Szydło

Do wypadku z udziałem ówczesnej premierki Beaty Szydło doszło 10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu. Kolumna rządowa, w której podróżowała polityczka, zderzyła się wówczas z pojazdem marki seicento, który był prowadzony przez Sebastiana Kościelnika. 20-latek przepuścił pierwszy pojazd kolumny, a następnie zaczął skręcać w lewo, uderzając w kolejne auto. W konsekwencji tego zdarzenia pojazd kolumny rządowej w wjechał w drzewo. W wypadku poszkodowana została Beata Szydło i funkcjonariusz BOR.

Sprawa ta od początku budziła kontrowersje. Po roku śledztwa (które według ustaleń Radia ZET miało kosztować ponad 154 tys. złotych) śledczy nadal kontynuowali badanie przyczyn tego zdarzenia. Ostatecznie Kościelnik został oskarżony o spowodowanie wypadku. Sam kierowca od początku utrzymywał, że jest niewinny, a samochód, w którym jechała premierka, nie miał włączonej sygnalizacji świetlnej ani dźwiękowej. W kolumnie rządowej, na którą składały się trzy auta, sygnały świetlne miały być bowiem włączone tylko w pierwszym i ostatnim samochodzie.

Jako pierwsza z byłym funkcjonariuszem BOR i SOP rozmawiała "Gazeta Wyborcza":

Więcej o: