PiS rozczarowane szczytem w Warszawie. W Brukseli nie jest lepiej, bo tam PiS walczy z... PiS-em

Jacek Gądek
W Warszawie zabrakło Matteo Salviniego, a gwiazdą była Marine Le Pen. Francuzka wypaliła, że Ukraina to "rosyjska strefa wpływów", z czego PiS musi się tłumaczyć. W sumie Nowogrodzka jest zawiedziona Warsaw Summit. Nie lepiej jest w Parlamencie Europejskim, gdzie frakcje Zjednoczonej Prawicy walczą ze sobą.
Zobacz wideo Michał Szczerba był gościem Porannej Rozmowy Gazeta.pl (14.12)

- Albo możemy być eleganccy, albo próbujemy być skuteczni - mówi jeden z polityków PiS.

PiS postanowiło nie bawić się w elegancję. Do Warszawy 4 grudnia zaproszono więc talię prawicowych i skrajnie prawicowych partii wraz z liderkami i liderami. Wśród nich przewodniczącą Zjednoczenia Narodowego (to dawny Front Narodowy) Marine Le Pen (Francja). Jeszcze niedawno była ona dla PiS persona non grata. Sam Jarosław Kaczyński cztery lata temu mówił, że z Le Pen "mamy [PiS] tyle wspólnego mniej więcej, co z panem Putinem".

Więcej informacji z polityki na stronie głównej Gazeta.pl.

Zaproszono też premiera Viktora Orbana (Węgry), lidera prawicowo-populistycznej partii VOX Santiago Abascala (Hiszpania), szefa partii Interes Flamandzki Toma Van Griekena oraz przewodniczącego Estońskiej Konserwatywnej Partii Ludowej Martina Helme. W Warszawie byli też politycy z Narodowo-Chłopskiej Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej (Rumunia), partii JA 21 (Holandia) oraz nacjonalistycznego Belgijskiego Interesu Flamandzkiego.

Gwiazdą z zagranicy była oczywiście Marine Le Pen. Zapraszanie jej - czego w PiS była świadomość - było ryzykowne, bo jest ona znana z prorosyjskich wypowiedzi, a jej partia wzięła kredyt w rosyjskim banku. - To jest mina, ale jak się chce zapraszać frakcję ID w Parlamencie Europejskim, to nie można nie zaprosić Marine Le Pen, bo wtedy nikt z tej frakcji nie przyjedzie - słyszymy w PiS. ID (Tożsamość i Demokracja) do frakcja w Parlamencie Europejskim, do której należy Zjednoczenie Narodowe Le Pen.

40. rocznica stanu wojennegoRocznica wprowadzenia stanu wojennego. Duda: Polska cały czas boleje [ZDJĘCIA]

Le Pen ledwo przyjechała do Polski, a udzieliła wywiadu "Rzeczpospolitej". Wypaliła - pytana o ryzyko inwazji Rosji na Ukrainę i rosyjski imperializm - że to "Unia Europejska odegrała rolę strażaka-piromana". I dodała: - Można mówić, co się chce, ale Ukraina należy do sfery wpływów Rosji. Próbując naruszyć tę strefę wpływów, tworzy się napięcia, lęki i dochodzi się do sytuacji, jakiej dziś jesteśmy świadkami.

Słowem: Le Pen oskarżyła UE o to, że prowokuje Putina do agresji. A to stoi w sprzeczności nie tylko z poglądem UE, polskiego rządu, ale po prostu z rzeczywistością.

Politycy PiS odżegnują się od poglądów Le Pen. - Nikt u nas nie zgadza się z jej koncepcją stref wpływów - mówi jeden z nich.

Nowogrodzka liczyła na obecność gości z Włoch. Jednak zabrakło Matteo Salviniego, byłego wicepremiera Włoch i lidera Ligii. Nie było też przedstawiciela Fratelli d'Italia (Bracia Włosi), którą kieruje Giorgia Meloni.

- Jedni i drudzy Włosi bali się siadać przy jednym stole, bo w kraju są dla siebie największą konkurencją. I Salvini, i Meloni przysłali listy z usprawiedliwianiami, że mają zaplanowane już inne rzeczy na głowach. Gdyby jednak wcześniej wiedzieli, że ta druga osoba nie przyjedzie, to pewnie by się pojawili - słyszymy w PiS. 

Jak informowała "Gazeta Wyborcza", podłoże afrontu Salviniego było poważniejsze. Były wicepremier Włoch miał być bardzo niezadowolony z tego, że PiS zaczęło się umacniać we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR), zamiast tworzyć razem z Salvinim nową populistyczną i sceptyczną wobec integracji formację w UE. PiS tymczasem wolało póki co pozostać w ECR z największą wewnętrzną konkurencją Salviniego - partią Bracia Włosi, której szefuje Giorgia Meloni.

Podobnie też nie przyjechał Petr Fiala, lider centroprawicowego sojuszu Spolu (Razem) i nowy premier Czech. Lista gości była zatem skromna.

Rozczarowujący dla Nowogrodzkiej był też komunikat po spotkaniu. Ogólnikowy. O tym, że prezes PiS jest "mało zadowolony" ze szczytu - przez brak Salviniego i Fiali oraz pusty komunikat końcowy - wspomniał także tygodnik "Do Rzeczy"

Kontynuacja spotkania ma się jednak odbyć w Madrycie. - Mają być, bo się Santiago Abascal z hiszpańskiej VOX się zaoferował, więc jesteśmy otwarci na kontynuację - słyszymy w PiS.

Na polu europejskim PiS ma ogromne kłopoty. Największym jest oczywiście, batalia o Krajowy Plan Odbudowy, bez którego akceptacji przez Komisję Europejską nie mogą popłynąć miliardy euro z Funduszu Odbudowy. A na domiar w nowym roku Trybunał Sprawiedliwości UE ma rozstrzygnąć, czy rozporządzenie "pieniądze za praworządność" - które daje KE mocny oręż do zamrażania euro Polsce - jest zgodne z traktatami (stanowisko rzecznika TSUE wskazuje, że uzna zgodność).

PiS ma też kłopot z własną - liczącą 27 "szabel" - delegacją do PE. A to cały przekrój Zjednoczonej Prawicy. Europosłowie są niezadowoleni z tego, jak prof. Ryszard Legutko pełni funkcję szefa ich delegacji. Z naszych rozmów wynika, że na Nowogrodzką dobiegają sygnały, że zarzucają mu brak zrywności do pracy i dynamikę krakowskiego profesora, którym zresztą jest.

Jeden z polityków PiS: - Legutko mieszka na wsi pod Krakowem i ma problem z zasięgiem, ale nie jest źle i można się do niego dodzwonić za pomocą komunikatorów internetowych.

Polityk PiS bliski Nowogrodzkiej, krajowy poseł: - Nasi europosłowie są z siebie nawzajem bardzo niezadowoleni. Nudzą się. Walczą ze sobą nawzajem, bo są z różnych frakcji. Cały czas podpier… się nawzajem na Nowogrodzkiej. Gdy przyjeżdżają do Strasburga, to frakcje śpią w różnych miejscach, a potem opowiadają prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, że "tamci piją, a my pracujemy".

Więcej o: