Świat usłyszał o koncercie dla służb. "Nawet wyborcy PiS na to nie zasłużyli", "Bordervision"

TVP z wielką pompą zorganizowała koncert przebrzmiałych gwiazd, by dodać otuchy służbom mundurowym. Obrazki z Polski dotarły za granicę. "To nie żart. To makabryczna banalizacja zła" - somentował jeden z dziennikarzy.

Koncert "Murem za polskim mundurem" to co najmniej kontrowersyjna inicjatywa TVP. Publiczny nadawca chciał służbom mundurowym dodać otuchy poprzez zaproszenie do bazy wojskowej w Mińsku Mazowieckim zagranicznych gwiazd, które okres świetności mają dawno za sobą. 

Do bazy wojskowej w Mińsku Mazowieckim przybyli artyści polscy i zagraniczni. Na scenie mogliśmy zobaczyć m.in. Viki Gabor, Halinę Frąckowiak, Edytę Górniak czy wymienioną już Oceanę i grupę Captain Jack. Koncert był prowadzony przez Agatę Konarską i Michała Adamczyka, a także Idę Nowakowską i Małgorzatę Tomaszewską, które w przerwach między występami rozmawiały z żołnierzami.

Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Z informacji podanych przez Wirtualną Polskę, co najmniej część zagranicznych gwiazd nie wiedziała o politycznym charakterze imprezy. "Mieli dowiedzieć się podczas nagrywania krótkich wstawek z zaproszeniem na koncert i byli zdziwieni" - podaje WP.

Wieść o koncercie dla służb mundurowych dotarła poza granice Polski. 

"Cokolwiek myśleć o wyborcach PiS ze wschodniej Polski i służbach mundurowych - OZN-owska 'Konwencja w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania' dotyczy także ich. Nie zasłużyli na to" - ironizował Olivier Grimm, korespondent "Die Presse".

"Las Ketchup zatrudniono, by wsparły służby, które więżą uchodźców na granicy. To nie żart. To makabryczna banalizacja zła. Skrajna prawica nie ma się czego bać. Kiedy się pojawi, obiad będzie na stole, świece zapalone, a w tle poleci 'Asereje'" - napisał w obszernym artykule "Skrajna prawica i 'Asereje'" hiszpański dziennikarz Miquel Ramos.

Zespół Las Ketchup ostatecznie do Mińska nie dotarł. Być może ze względu na szeroką krytykę hiszpańskich mediów.

"Kiedy Lou Bega grał koncert dla straży granicznej, 38-latka w ciąży zmarła na granicy, zamarzła na śmierć. Pieprz się, UE. Pieprze ciebie i twoje 'wartości'" - napisała Lea Li z kolektywu Sea-Watch, który ratuje migrantów przed utonięciem.

38-latka, o której pisze działaczka, to Avin Ifran Zahir. Kobietę w lesie znaleźli aktywiści Grupy Granica, została przewieziona do szpitala w Hajnówce, gdzie po kilku dniach poroniła. Zmarła w miniony weekend, osieracając pięcioro dzieci.

"Polski nadawca publiczny organizuje Bordervision, by świętować to, że nie przyjmuje uchodźców. W tle śmigłowiec, wejścia na żywo z granicy, występują Captain Jack, Las Ketchup i wokalistka Ace of Base. Niedorzeczne" - to z kolei opinia Manosa Moschopoulosa z Open Society Foundations.W innym wpisie stwierdził, że widowisko wygląda jak połączenie telewizji z Korei Północnej i chóru Armii Czerwonej. 

Więcej o: