205 do 204. Opozycja nie zdołała odrzucić projektu o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii

Opozycja była bliska odrzucenia projektu ustawy o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii w pierwszym czytaniu. Nie udało się - za odrzuceniem projektu zagłosowały 204 osoby, ale przeciw było 205. Projekt trafi do dalszych prac.

Podczas 43. posiedzenia Sejmu, które zaczęło się 30 listopada, posłowie wysłuchali pierwszego czytania poselskiego projektu ustawy o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii. W czwartek (2 grudnia) temat Instytutu wrócił na salę plenarną - odbyło się głosowanie w sprawie odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu. Głos oddało 433 posłów. 205 zagłosowało przeciw, 204 za, a 24 wstrzymało się od głosu. Oznacza to, że opozycja przegrała, a projekt ustawy będzie dalej procedowany. Głosy parlamentarzystów rozłożyły się w następująco:

Wyniki głosowania ws. wniosku o odrzucenie projektu ustawy o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii w pierwszym czytaniuWyniki głosowania ws. wniosku o odrzucenie projektu ustawy o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii w pierwszym czytaniu Fot. sejm.gov.pl

Posłowie PiS nie byli jednomyślni w sprawie tego projektu. Przeciw jego odrzuceniu zagłosowała większość parlamentarzystów z tej frakcji (218 osób). Dwie osoby jednak opowiedziały się za odrzuceniem projektu ustawy o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii w pierwszym czytaniu. 

Politycy KO oddali 118 głosów za odrzuceniem projektu, ale ośmioro posłów/posłanek KO nie głosowało. Wśród posłów Lewicy 46 osób oddały głos "za". Udziału w głosowaniu nie wzięła jedna osoba z tej frakcji. 17 posłów Koalicji Polskiej również zagłosowało za odrzuceniem projektu ustawy, ale cztery osoby wstrzymały się od głosu, a trzy nie głosowały wcale. Wszyscy politycy Polski 2050 oddali głosy "za". Indywidualną listę wyników tego głosowania można znaleźć TUTAJ

Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Fotografia IPNIPN szuka pary ze zdjęcia. Młodzi ludzie na tle zniszczonej Warszawy

Polski Instytut Rodziny i Demografii - czym miałby się zajmować?

Polski Instytut Rodziny i Demografii to instytucja, której zakres działania miałby być szeroki. Pomysłodawcy przewidują, że miałby on monitorować politykę rodzinną i demograficzną, a jego pracownicy zajmowaliby się opiniowaniem ustaw oraz edukacją społeczną, podkreślając rolę rodziny i małżeństwa.  Utworzenie i działalność instytutu ma kosztować podatników aż 30 mln zł. Na czele instytucji ma stanąć, szef wybierany przez Sejm zwykłą większością głosów na siedmioletnią kadencję. 

"Obecnie w Polsce nie istnieje instytucja zajmująca się w sposób kompleksowy badaniem zjawisk demograficznych - zwłaszcza niskiej dzietności - ich wpływu na sytuację społeczeństwa oraz wypracowywaniem adekwatnych sposobów radzenia sobie z zaistniałą sytuacją [...]. Nie ma przy tym wątpliwości - zwłaszcza w świetle danych dotyczących polskiej demografii - że konieczność konsekwentnego kształtowania skutecznej strategii radzenia sobie z zaistniałym kryzysem jest pilnym zadaniem, od którego realizacji zależeć będzie przyszły poziom życia obecnych, jak i przyszłych pokoleń" - czytamy w uzasadnieniu projektu.

Polski Instytut Rodziny i Demografii. "Szczyt cynizmu", "PiS marzy się wielka inkwizycja"

Pomysł stworzenia Polskiego Instytutu Rodziny i Demografii wzbudza wiele kontrowersji. Niektórzy eksperci wskazują, że jest szkodliwy, a zakres jego działania dublowałby się z zakresem działania innych państwowych instytucji. Środowiska kobiece uważają, że to kolejny element kontrolowania życia rodzinnego i seksualnego Polek i Polaków. Dyskusję wzbudza także koszt stworzenia Instytutu - zwłaszcza w czasie pandemii i galopującej inflacji

- Zawsze wiedziałam, że PiS marzy się wielka inkwizycja z wielkim inkwizytorem panem Wróblewskim. Nie mam wątpliwości, że to coś pomiędzy prokuraturą a policją moralną ma służyć jednemu - żeby zaglądać Polakom do łóżka. Jeśli chcielibyście, żeby dzieci się rodziły, to nie zlikwidowalibyście programu in vitro, dzięki któremu rodziło się w Polsce ponad 20 tys. osób - mówiła we wtorek Katarzyna Lubnauer.

"Szczyt cynizmu - złóż wniosek do Przyłębskiej, spraw, że kobiety będą bały się rodzić, a potem wyciągnij łapę po publiczną kasę na promocję demografii i rodziny" - napisała Barbara Nowacka w odpowiedzi na wpis Wróblewskiego o złożonym projekcie.

"Dziw, że pisowskie biuro demografii nie zostało nazwane wprost: 'Instytut Kontroli Rozrodczości i Macic'. Co będzie, jeśli powstanie? Wróblewski będzie mógł dzięki niemu, na uprawnieniach prokuratora, uczestniczyć w postępowaniach rozwodowych i skutecznie blokować orzeczenia. Będzie mógł wytaczać sprawy przeciwko osobom LGBT+ mającym dzieci żądając pozbawienia ich praw rodzicielskich. Będzie mieć dostęp do gromadzonych przez jakikolwiek w Polsce podmiot danych o każdej ciąży, każdym poronieniu, każdej kobiecie w kraju" - pisały o Instytucie działaczki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet w opisie protestu "Nie chciej, Polsko, mojej krwi", który odbył się 1 grudnia. 

SejmSejm odrzucił projekt całkowitego zakazu aborcji. PiS niejednomyślne

Więcej o: