Dymisja Mejzy przesądzona? "Najgorsze, że w tych terapiach mogły być wykorzystywane zarodki"

Poseł PiS Bartłomiej Wróblewski zapytany o aferę z udziałem Łukasza Mejzy, od niedawna wiceministra sportu, przyznał, że informacje o oferowaniu rodzicom chorych dzieci niesprawdzonych terapii są szokujące. Z tym że dla niego samego najważniejszy jest tu "aspekt bioetyczny".

- Te informacje są niepokojące i szokujące. Na pewno ta sprawa musi być szybko rozstrzygnięta. Mateusz Morawiecki powiedział wczoraj, że sprawa jest badana przez służby - powiedział w RMF FM poznański poseł Prawa i Sprawiedliwości Bartłomiej Wróblewski na pytanie o aferę z udziałem wiceministra sportu Łukasza Mejzy, który miał proponować rodzicom chorych dzieci niesprawdzone i być może nieskuteczne terapie. 

Zobacz wideo Czarzasty komentuje kontrowersje wokół wiceministra Mejzy

Afera z udziałem Łukasza Mejzy. Poseł PiS: Aspekt bioetyczny jest w tej sprawie najważniejszy

- Będzie informacja i decyzja w sprawie Łukasza Mejzy - zapewniał poseł PiS. Następnie Bartłomiej Wróblewski stwierdził, że w sprawie terapii oferowanych przez Mejzę koniecznie trzeba sprawdzić "aspekt bioetyczny" takiego leczenia.

- Ze swojej strony mogę dodać, że jeśli stosowanie różnych terapii komórkowych powinno mieć miejsce w szczególności do leczenia chorób rzadkich, to oczywiście sytuacje, w których miałoby dochodzić do używania zarodków, albo embrionów ludzkich do jakichkolwiek terapii, byłyby trudne do przyjęcia i prawdopodobnie niezgodne też z Konstytucją - powiedział na antenie poseł Wróblewski.

Dalej dodał, że informacje te są "niepokojące i szokujące" i trzeba je wnikliwie sprawdzić. Dopytywany przez dziennikarza stwierdził wprost, że dla niego, to aspekt bioetyczny jest w tej sprawie najważniejszy.

Więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

Manifestacja w Poznaniu po śmierci 30-letniej Izy z Pszczyny"Kobieta powinna mieć wybór". Manifestacje po śmierci Izy. W sobotę kolejne [ZDJĘCIA]

"Od światowych sław medycyny słyszałam, że tej choroby nie ma jak leczyć. A tu dzwoni ktoś i mówi, że mają innowacyjną metodę"

Z informacji mediów wynika, że Łukasz Mejza jeszcze przed objęciem mandatu posła był prezesem i właścicielem spółki, która miała oferować chorym organizację terapii komórkami macierzystymi w zagranicznych klinikach. Jak się okazało, nie ma żadnych dowodów, by proponowane leczenia miało jakąkolwiek skuteczność. Kwota, jakiej żądano za usługę od chorych lub rodziców chorych dzieci, wynosiła nawet 80 tysięcy dolarów. 

- Zadrżało mi serce, gdy Franciszek Przybyła [obecnie asystent wiceministra Łukasza Mejzy - red.] powiedział, że mają leczenie dla Michałka. Podał się za przedstawiciela firmy Vinci NeoClinic i stwierdził w rozmowie przez telefon, że jego firma ma świetne rezultaty. Od światowych sław medycyny słyszałam, że tej choroby w zaawansowanym stadium nie ma jak leczyć. A tu dzwoni ktoś i mówi, że mają innowacyjną metodę. Dopiero po chwili ochłonęłam i zapytałam o konkretne wyniki badań. Pan Przybyła nigdy ich nie przedstawił - mówiła w rozmowie z Wp.pl Dagmara Mędrek, mama 15-letniego Michała cierpiącego na adrenoleukodystrofię, chorobę niszczącą komórki w mózgu.

Łukasz MejzaRodzice chorych dzieci o kontaktach z ludźmi Mejzy. "Kłamali od początku"

Inna kobieta, mama dwójki dzieci ze spektrum autyzmu, miała mieć oferowaną "nową terapię", która pomogłaby przeciwdziałać dolegliwościom jej dzieci. Kobieta w końcu przestała odbierać telefony od firmy proponującą "cudowną terapię", ale firma cały czas do niej wydzwaniała.

- Uważam, że roztaczanie przed rodzicami fałszywych perspektyw i oferowanie im "cudownych" terapii, na których skuteczność nie ma żadnych dowodów, jest nagannym nadużywaniem miłości rodziców do własnych dzieci - skomentowała przewodnicząca Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Autyzmem Małgorzata Rybicka.

Więcej o: