Gdzie PiS nie może, tam Bąkiewicza pośle. Małżeństwo z rozsądku na polskiej prawicy [ANALIZA]

Łukasz Rogojsz
Zacieśniająca się od wielu miesięcy relacja między Prawem i Sprawiedliwością i Robertem Bąkiewiczem nie jest dziełem przypadku. To polityczne małżeństwo z rozsądku, dzięki któremu obóz władzy realizuje szereg swoich mniejszych i większych celów.

W upaństwowieniu Marszu Niepodległości, z jakim mieliśmy do czynienia w tym roku, tylko z pozoru chodzi o pochód, który od przeszło dekady 11 listopada przemierza ulice Warszawy. Rzeczywisty sens objęcia Marszu państwowym patronatem jest zupełnie inny - głębszy i ściśle związany z twardą, bieżącą polityką. Robert Bąkiewicz - prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, które organizuje pochód - to dla Zjednoczonej Prawicy idealne narzędzie do realizacji celów, których ona sama zrealizować nie chce albo nie może.

Zobacz wideo

CEL PIERWSZY: narodowe usta (i ręce) PiS-u

Przede wszystkim, Bąkiewicz może powiedzieć to, czego nie wypada powiedzieć nawet złotoustym oryginałom z PiS-u pokroju Ryszarda Terleckiego, Dominika Tarczyńskiego czy Marka Suskiego. Nowogrodzka nie musi oglądać się przy tym na poprawność polityczną ani reakcje opinii publicznej, mediów czy zagranicznych partnerów. Zawsze może przecież powiedzieć: przecież ten pan nie jest w PiS-ie, nie mamy wpływu na to, co mówi i nic nas z nim nie łączy.

Ale w PiS-ie doskonale wiedzą, jakie poglądy ma Bąkiewicz i jak chętnie je wyraża. Jego przeszłość w Obozie Narodowo-Radykalnym - jedna z ekstremistycznych organizacji polskiej prawicy - również jest powszechnie znana. Nikomu w obozie władzy to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. W tym roku 11 listopada Bąkiewicz wziął na celownik wszystko i wszystkich - Niemców ("Niemcy, jak to Niemcy, wymyślili sobie nowe ideologie, które mają doprowadzić nie tylko do zniszczenia narodu polskiego, ale całej Europy"), Unię Europejską ("Trwa wojna nie tylko ta na granicy. Także ta z Niemcami, z Unią Europejską. Trwa wojna cywilizacji"), europosłów opozycji (nazwał ich "hołotą"), a nawet aborcję (jego zdaniem to "zabijanie dzieci") i politykę klimatyczną ("Ten zielony ład to żadna ekologia, to jest zielone diabelstwo, szataństwo XXI wieku, Ideologia jak każda inna, którą wcześniej wymyślali Niemcy").

Marsz Niepodległości w Warszawie, 11 listopada 2021 r.Antyunijne hasła i spalona flaga niemiecka. Tak wyglądał Marsz Niepodległości

Krasomówstwo Bąkiewicza - długo będzie się za nim ciągnąć językowy lapsus o "niesieniu krużganka oświaty" - to jednak niejedyna jego zaleta w oczach PiS-u. Bąkiewicz to nie tylko usta, ale też ręce Nowogrodzkiej w kwestiach, w których rządzącym nie wypada mówić/działać albo byłoby to zbyt kosztowne politycznie. Przykład pierwszy z brzegu – "ochrona" kościołów i szarpaniny z kobietami podczas zeszłorocznych protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej (była to odpowiedź na wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do walki z protestującymi).

O tegorocznym Marszu Niepodległości i Robercie Bąkiewiczu przeczytaj więcej na stronie głównej Gazeta.pl

W tym roku Bąkiewicz poszedł jeszcze dalej. Podczas demonstracji poparcia dla obecności Polski w Unii Europejskiej zorganizował narodową kontrmanifestację, której członkowie, korzystając ze sprzętu nagłaśniającego, zagłuszali m.in. wystąpienie weteranki Powstania Warszawskiego Wandy Traczyk-Stawskiej. To dobry przykład symbiozy Bąkiewicza i Zjednoczonej Prawicy. Obóz "dobrej zmiany" nigdy nie mógłby sobie pozwolić na takie zachowanie wobec Traczyk-Stawskiej, nawet mając o niej jak najgorsze zdanie, bo zbyt wiele razy brał na sztandary powstańców warszawskich i Armię Krajową. Dla Bąkiewicza wzięcie na celownik politycznie niewygodnej dla rządzących weteranki nie stanowiło jednak problemu.

CEL DRUGI: narodowiec koncesjonowany

Bąkiewicz pełni też fundamentalną rolę w polityce Zjednoczonej Prawicy wobec środowisk narodowych i samej Konfederacji. Na poziomie deklaratywnym czołowi politycy PiS-u komplementują narodowców i samą ideę ruchu narodowego. Jednak na poziomie realpolitik silni i samodzielni narodowcy to najczarniejszy sen prezesa Kaczyńskiego. Wicepremier ds. bezpieczeństwa od lat za priorytet politycznego funkcjonowania PiS-u uznaje to, żeby na prawo od jego partii nie pojawił się żaden podmiot, który mógłby stanowić wyborcze zagrożenie.

Taki podmiot w 2019 roku jednak się pojawił. Mowa o będącej sojuszem wolnościowców i narodowców Konfederacji. Konfederaci jeszcze przed wejściem do Sejmu byli mocno krytyczni wobec Zjednoczonej Prawicy. Gdy pojawili się na Wiejskiej, nic się w tej materii nie zmieniło. Chociaż średnie poparcie dla tego ugrupowania w tej kadencji Sejmu utrzymuje się na poziomie 7-8 proc., to jest stabilne i gwarantuje przekroczenie progu wyborczego w 2023 roku.

Krzysztof BosakBosak o spaleniu zdjęcia Tuska na marszu: Nie nazwałbym tego incydentem

Tu do gry wchodzi Bąkiewicz. Nie stanowi tajemnicy, że prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości od dawna jest skonfliktowany z liderami Ruchu Narodowego. Fakt, że nadal współpracują przy organizacji Marszu Niepodległości, wynika wyłącznie z tego, że żadna ze stron nie chce oddać drugiej na wyłączność tak potężnego narzędzia wpływu w elektoracie nacjonalistów.

Na to narzędzie wpływu od lat chrapkę ma też jednak Nowogrodzka. Bąkiewicz, chociaż sam może sobie nie zdawać z tego (jeszcze) sprawy, jest środkiem do celu. Celem jest zaś przejęcie Marszu Niepodległości i dalsze dzielenie środowisk narodowych. To dlatego Nowogrodzka tak ochoczo inwestuje w Bąkiewicza i czas, i pieniądze. Tylko w tym roku dwie organizacje mocno z nim związane - Stowarzyszenie Straż Narodowa i Stowarzyszenie Marsz Niepodległości - otrzymały łącznie 3 mln zł z Funduszu Patriotycznego. Funduszem zarządza Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej (IDMN), na którego czele stoi... były senator PiS-u Jan Żaryn. Kolejne 350 tys. zł otrzymały dwie inne organizacje, które personalnie są powiązane ze środowiskiem Bąkiewicza. Mowa o Stowarzyszeniu Młodzież Wszechpolska i Fundacji Dobrej Rady.

Narodowcy są też wspierani finansowo przez inną podlegającą wicepremierowi Piotrowi Glińskiemu instytucję - Narodowy Instytut Wolności (NIW). Stowarzyszenie Roty Marszu Niepodległości otrzymało w 2021 roku z NIW niemal 700 tys. zł na "budowę zaplecza fundraisingowego Rot Marszu Niepodległości" oraz "wsparcie aktywności wolontariackiej w organizacjach obywatelskich". NIW wsparł również Stowarzyszenie Marsz Niepodległości kwotą niemal 200 tys. zł na projekt "Media Narodowe/Warszawa - obywatelski portal lokalny". Kilka innych projektów zaproponowanych przez narodowców znalazło się na listach rezerwowych IDMN i NIW.

Błażej PobożyWiceszef MSWiA o spaleniu zdjęcia Tuska: Politycy powinni mieć grubszą skórę

Zamiast zwalczać narodowców jako polityczne zagrożenie - mogłaby za to spaść na rządzących krytyka nawet ze strony własnego elektoratu - PiS woli zwalczać jednych narodowców rękami innych. Dzięki ogromnym pieniądzom z państwowej kasy tworzy i rozwija projekt koncesjonowanych narodowców, którzy mówią i robią to, co (rzecz jasna zdaniem Nowogrodzkiej) powinni. Nawet jeśli nie przełoży się to na wypchnięcie Konfederacji z Sejmu, to pozwoli utrzymać rozdrobnione i podzielone środowisko narodowe. A to PiS-owi do szczęścia w zupełności wystarczy.

CEL TRZECI: bat na ziobrystów

Dla PiS-u Bąkiewicz jest też użyteczny w ramach wewnętrznych rozgrywek w Zjednoczonej Prawicy. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej "jastrzębi" i narodowy kurs w koalicji rządzącej ma Solidarna Polska. Antyunijność, anyniemieckość, radykalna prokościelność - to tylko kilka przykładowych obszarów, w których pierwsze skrzypce grali i grają politycy formacji Zbigniewa Ziobry. Zjednoczonej Prawicy się to opłaca, bo odpowiada na potrzeby istotnej części jej elektoratu (to tzw. żelazny elektorat). Problem polega na tym, że Solidarna Polska z czasem - zwłaszcza w drugiej kadencji Sejmu, gdy zyskała na znaczeniu w kontekście arytmetyki sejmowej - w swoim przekazie się uniezależniła, a na cel zaczęła brać nie tylko ideowych czy politycznych przeciwników "dobrej zmiany", ale nawet premiera Mateusza Morawieckiego (konflikt ziobrystów z szefem rządu to trwająca od przeszło sześciu lat niekończąca się polityczna opowieść).

To Nowogrodzkiej już wybitnie nie odpowiada. Dlatego prezes Kaczyński planował zbudowanie w PiS-ie skrajnie prawicowej, ale jednak koncesjonowanej, frakcji, na czele której stałby obecny minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. Pomysł był ambitny i politycznie słuszny, ale jak większość ambitnych i długofalowych przedsięwzięć PiS-u spalił na panewce. Ziobrystów nie udało się osłabić, a po wyrzuceniu z rządu Porozumienia tylko zyskali na sile. Kolejną próbą obejścia Ziobry z prawej strony jest Bąkiewicz. Głosi bardzo podobne tezy, odwołuje się do podobnego elektoratu, ale przynajmniej na razie jest sterowalny (m.in. dzięki pieniądzom z budżetu państwa, o których wyżej). Dodatkowym atutem politycznego pompowania Bąkiewicza w kontekście Solidarnej Polski jest to, że im silniejszy jest on i jego środowisko, tym słabsza Konfederacja. A to właśnie konfederaci są dla Ziobry jedynym planem B na wypadek, gdyby chciał albo musiał rozejść się z Kaczyńskim.

Więcej o: