1800 dni minęło, a rządowe audi za 2,5 mln dalej niszczeje. Brejza: To pancerne kukułcze jajo

Audi A8, którym podróżowała Beata Szydło, gdy doszło w wypadku w Oświęcimiu, stoi nieużywane na policyjnym parkingu od 1800 dni - wylicza Krzysztof Brejza. Senator w sprawie wraku za 2,5 mln zł interweniował w prokuraturach i MSWiA. Bezskutecznie. - Ten pojazd jest pancernym kukułczym jajem - mówi Gazeta.pl Brejza i dodaje: - Rządowe audi może się okazać wrakiem nawet nie dlatego, że zostało rozbite, tylko przez to, że stoi nieużywane.

Senator Koalicji Obywatelskiej Krzysztof Brejza wraca do sprawy rządowej limuzyny, którą w lutym 2017 roku podróżowała ówczesna szefowa rządu Beata Szydło. W Oświęcimiu audi A8 zderzyło się z seicento. Kierowca przepuścił pierwszy samochód kolumny, po czym zaczął skręcać w lewo, uderzając w kolejne auto. W konsekwencji pojazd kolumny wjechał w drzewo. W wypadku poszkodowana została premierka, a także funkcjonariusz BOR.  

Zobacz wideo Zgorzelski o rozmowach z Porozumieniem: Za wcześnie, by mówić o konkretach

Senator Brejza od kilku lat pyta służby i prokuraturę o los samochodu, który Biuro Ochrony Rządu (późniejsza Służba Ochrony Państwa) kupiło zaledwie dwa miesiące przed wypadkiem. Audi A8 kosztowało 2,5 mln zł. Ostatnie pismo do MSWiA polityk KO wysłał do Mariusza Kamińskiego, szefa MSWiA, 29 września tego roku. W piśmie pyta o czynności kontrolne wobec działań, które podejmowała SOP, aby odzyskać auto. Senator chce się też dowiedzieć, czy MSWiA wie, ile samochód stracił na wartości po czterech latach. Odpowiedź na razie nie nadeszła. 

Więcej informacji o polskiej polityce na stronie głównej Gazeta.pl.

O auto Brejza pytał resort już rok wcześniej. Wówczas MSWiA odpowiedziało, że "nie jest znany termin zwrotu pojazdu", a właściwym adresatem pytania jest Sąd Rejonowy w Oświęcimiu, który, jak czytamy, "może podjąć decyzję o zwrocie pojazdu". W 2019 roku polityk pytał o sprawę Prokuraturę Okręgową w Krakowie i Prokuraturę Krajową. "Brak jest możliwości udzielenia odpowiedzi na tak sformułowane pytanie" - odpowiadały prokuratury. 

Z kolei z informacji udzielonej przez Sąd Rejonowy w Oświęcimiu wynika, że do 4 lutego 2020 SOP nie wnioskowała o zwrot pojazdu. W styczniu 2020 roku zastępca komendanta SOP pytał sąd o przybliżony termin zwrotu audi. 

Protest po śmierci 30-letniej IzabeliOrdo Iuris broni TK po śmierci 30-latki. "Wyrok nie ma nic do rzeczy"

Co z audi, którym podróżowała Szydło? "Traci na wartości setki tysięcy złotych"

Brak zainteresowania samochodem za 2,5 mln zł Krzysztof Brejza tłumaczy względami politycznymi. - To jest czysta, bezwzględna polityka. Nie liczy się majątek publiczny. Nie liczy się to, że pojazd traci na wartości setki tysięcy, milion, półtora miliona złotych, że dochodzi do uszczuplenia majątku narodowego - komentuje w Gazeta.pl. - Liczy się tylko polityka. SOP nie może przejąć tego samochodu, bo znowu zrobiłoby się o sprawie głośno. Dziennikarze zaczęliby się interesować, a SOP musiałaby dokonać wyceny i zdecydować, co dalej z autem robić - czy remontować, czy złomować. Jeśli klatka kevlarowa została uszkodzona, to zapewne zezłomować albo sprzedać na części. Opinia publiczna zobaczyłaby państwo PiS w całej okazałości. Tematu nie ruszają, a pojazd stoi na kołkach w garażu. Przez lata. To jest niebywałe - mówi.  

W lipcu ubiegłego roku o losie rządowego audi pisała krakowska "Gazeta Wyborcza". Z ustaleń dziennika wynikało, że prokuratura nie zwróci samochodu do ogłoszenia prawomocnego wyroku. - Co by było, gdybyśmy oddali go, a obrona zarzuciła nam potem, że nie wydobyto jeszcze jakich informacji ważnych dla postępowania w sprawie wypadku i przez zwrot auta nie są już one do uzyskania? - twierdził informator gazety z prokuratury. 

Nikt nie chce ruszać "pancernego kukułczego jaja"

Brejza przekonuje, że decyzje dotyczące pojazdu są po stronie organów państwowych. - Decydować powinna SOP, minister spraw wewnętrznych lub prokuratura. Przecież to prokuratura wnioskuje o zabezpieczenie samochodu - mówi senator. - Ten pojazd jest pancernym kukułczym jajem. Nikt nie chce ruszać problemu, na czele z ministrem Kamińskim, który poinformowany rok temu o możliwych nieprawidłowościach ma obowiązek wszcząć postępowanie, zrobić audyt, sprawdzić, w jaki sposób SOP konstruowała wnioski o zwrot - mówi.

Senator podkreśla, że prokuratura ma ustawowy obowiązek dbać o mienie publiczne. Nie widzi też powodu, by rozbite auto dalej niszczało na policyjnym parkingu. - Wszystkie opinie zostały sporządzone, dane z samochodu zgrane, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której auto musi być nadal zabezpieczone do postępowania - ocenia. - Eksperci, mechanicy mówią wprost, że samochód, który nie jest użytkowany, doznaje większych uszkodzeń i zużycia niż ten, którym regularnie się jeździ. Rządowe audi może się okazać wrakiem nawet nie z tego powodu, że zostało rozbite, bo być może po naprawie mogłoby być normalnie użytkowane. Ale przez nieużytkowanie podzespoły mogą być w tak katastrofalnym stanie, że nic nie będzie można z nimi zrobić - mówi.

Pociąg (zdjęcie ilustracyjne)Pociąg utknął na stacji. Załoga szukała "kilku silnych chłopów" do pomocy

Wypadek z udziałem Beaty Szydło

Do wypadku z udziałem byłej premier doszło w lutym 2017 roku. Beata Szydło podróżowała wówczas w kolumnie rządowej, która zderzyła się z pojazdem marki seicento, prowadzonym przez Sebastiana Kościelnika. Kierowca przepuścił pierwszy samochód kolumny, po czym zaczął skręcać w lewo, uderzając w kolejne auto. W konsekwencji pojazd wjechał w drzewo. W wypadku poszkodowana została była premier, a także funkcjonariusz BOR. Sąd pierwszej instancji w Oświęcimiu na początku lipca ubiegłego roku orzekł, że to mężczyzna ponosi winę nieumyślnego spowodowania wypadku, jednak postępowanie zostało warunkowo umorzone na rok. Uznał również, że przepisy miał złamać również kierowca BOR. Sebastian Kościelnik został zobowiązany do zapłacenia na rzecz Beaty Szydło nawiązki w wysokości tysiąca złotych oraz funkcjonariusza BOR, którzy odnieśli obrażenia w trakcie wypadku. Zwolniono go natomiast z kosztów postępowania. 

Od wyroku odwołała się zarówno obrona, jak i prokuratura. Proces toczy się w Sądzie Okręgowym w Krakowie. 

Więcej o: