Morawiecki jeszcze nigdy nie był tak słaby jak teraz. Ale "jest jak wańka-wstańka"

Jacek Gądek
- Mateusz Morawiecki nigdy jako premier nie był tak słaby jak teraz - mówi jeden z ważnych polityków obozu rządzącego. O zmianie frontmena rządu nie ma jednak teraz mowy i pogodzili się z tym nawet "ziobryści". Na fali wznoszącej jest jednak Mariusz Błaszczak, który prezesowi PiS służy za straszak na Morawieckiego i jest w zasadzie jedyną alternatywą dla niego.
Zobacz wideo Morawiecki w PE: Integracja jest dla nas wyborem cywilizacyjnym. Polska jest i pozostanie członkiem Unii

Współpracownik premiera z PiS przyznaje, że Morawiecki osłabł i się zachwiał. Ale dodaje: - Mateusz jest jak wańka-wstańka.

Powodów jest kilka. Po pierwsze: batalia z Unią Europejską kruszy mit Morawieckiego jako skutecznego na europejskich salonach. Jeden z polityków obozu władzy nazwał ugodową postawę Morawieckiego wobec UE "polityką appeasementu". - Bo już tyle razy Morawieckiego oszukali w tej Brukseli - słyszymy od parlamentarzysty PiS.

Więcej informacji z polskiej polityki na stronie głównej Gazeta.pl.

Wciąż nie ma zielonego światła Komisji Europejskiej dla polskiego Krajowego Planu Odbudowy, więc wypłata 23,9 mld euro grantów plus tanie pożyczki. I to pomimo tego, że warunki stawiane przez KE są tak miękkie: obietnica Morawieckiego dana na piśmie, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego będzie zlikwidowana, a w dalszej kolejności stworzony będzie nowy systemu dyscyplinarnego i rozpoczęty proces przywracania do pracy usuniętych sędziów.

.Pozbądźcie się złudzeń. 'Przygoda' z inflacją dopiero się zaczyna

Warunki proste, ale ich spełnienie zależy od Ziobry

Premier obiecać może, ale wykonanie już nie od niego zależy. O ile Jarosław Kaczyński - mimo całej ostrej retoryki i propagandowego nadęcia - jest skory dążyć do ułożenia się z Komisją Europejską, by dostać miliardy euro, to dużo zależy od Solidarnej Polski.

Polityk PiS z otoczenia premiera mówi serio: - Cóż, jesteśmy zakładnikami Zbigniewa Ziobry przy reformach sądownictwa.

Inny polityk PiS żartuje: - Wszelka władza pochodzi od Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście tu, na polskiej ziemi.

Zgodę na władzę prezesa musi dać Ziobro, a "ziobryści" chcą dalej orać sądownictwo. Gotowego "od a do z" projektu dalszej zmian w sądownictwie nie ma. Jest - jak mówią politycy obozu rządzącego - projekt jest "finalizowany" i to od miesięcy, a to oznacza, że trwa batalia w Zjednoczonej Prawicy o kształt ustawy. Ze słów rzecznika rządu Piotra Mullera wynika, że Morawiecki wolałby rozbić te zmiany na dwie ustawy - jedna miałaby być bardzo krótka, bo tylko likwidować Izbę Dyscyplinarną, ale to szybko by rozmroziło unijne pieniądze. A co w zamian? Ziobryści chcą, aby system dyscyplinarny zszedł niżej - nie był ulokowany w Sądzie Najwyższym, ale np. w sądach apelacyjnych.

Morawiecki wycinany ze spółek

Morawiecki realnie traci wpływy w spółkach Skarbu Państwa, zwłaszcza w sektorze bankowym. - Wycinanie ludzi Morawieckiego ze spółek jest naprawdę ostre. Takie rzeczy nie dzieją się bez przyzwolenia Jarosława Kaczyńskiego - mówi polityk ZP.

Strącenie prezesa PKO BP Zbigniewa Jagiełły - prywatnie przyjaciela premiera - to był znak, że żaden z ludzi premiera w spółkach nie może się czuć bezpiecznie. Zwolnienie Mariusza Chłopika, zaufanego speca premiera od propagandy, też doszło do skutku, bo zgodę dał na to Kaczyński, co dokładnie opisaliśmy na Gazeta.pl. - Musiał sobie znaleźć nowe miejsce w prywatnym biznesie. To dużo mówi - słyszymy.

Morawiecki traci też monopol na bycie gospodarczym mózgiem obozu władzy. Piotr Nowak - ekonomista i były wiceminister finansów - wrócił bowiem z USA, gdzie był doradcą w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, na stanowisko ministra rozwoju i technologii. Wedle naszych informacji Morawiecki starał się tę nominację zastopować. - Morawiecki nie chciał Piotra Nowaka, bo to jest gospodarcza konkurencja dla niego - mówi polityk ZP. Co więcej, Nowakowi bliżej do wicepremiera Jacka Sasina, a z nim premier jest teraz bardzo skonfliktowany, bo Sasin wycina ludzi premiera w spółkach Skarbu Państwa.

Polowanie na Borysa

Innym kluczowym dla Morawieckiego człowiekiem jest szef Polskiego Funduszu Rozwoju. - Mateusz walczy o Pawła Borysa - słyszymy w ZP. Krytycy premiera są przekonani, że przyjdzie jednak kryska na Borysa, choć może nie szybko.

Wytrącenie PFR-u z rąk premiera byłoby dla niego cięższym ciosem niż utracenie Jagiełły z PKO BP. O ludziach Morawieckiego w spółkach, agendach państwa i rządzie jego krytycy mówią tak: "platformerscy przyjaciele premiera" i "korpoludki", zionąc chęcią ich wycięcia w pień.

Stratny na rekonstrukcji

Morawiecki dużo stracił też na ostatniej rekonstrukcji rządu. Jego ludzie - Michał Kurtyka i Grzegorz Puda - stracili stołki ministerialne. O ile Kurtyka sam chciał odejść i z utęsknieniem wyczekiwał własnej dymisji, to Puda był rozanielony, gdy jeszcze kilka tygodni temu prezes - a zdarza się tak bardzo rzadko - osobiście przyjechał do niego do gmachu ministerstwa i zapewniał, że zachowa stołek.

Puda poczuł się wtedy pewnie. - Ale potem zaczął gasnąć. Zupełnie nie wykorzystał szansy, jaką dawał mu resort rolnictwa - słyszymy z Nowogrodzkiej. Dymisję Pudy więc przyspieszono (wcześniej zakładano, że wydarzy się w przyszłym roku). Rolnictwo przejął człowiek Beaty Szydło - Henryk Kowalczyk, który dostał nawet tekę wicepremiera. - A Szydło, gdyby tylko mogła, to by Morawieckiego zagryzła - nie ma wątpliwości człowiek z otoczenia premiera.

Była premier w wystąpieniu na forum Parlamentu Europejskiego pozwoliła sobie nawet wbić Morawieckiemu szpilę - zasugerowała bowiem, że należało zawetować Fundusz Odbudowy i zasadę "pieniądze za praworządność", a Morawiecki się pod nimi podpisał.

Inny z polityków obozu rządzącego opisuje (mając na myśli m.in. sprawę Turowa i KPO): - Ziobro ciągle chodzi i mówi dookoła, że Morawiecki nie dowozi.

Ludzie Szydło suflują z kolei, że za jej premierowania relacje z Unią były lepsze niż teraz.

Dworczyk wciąż zagrożony dymisją

W kancelarii premiera na wiceszefową KPRM (zastępczynię Michała Dworczyka) awansowała właśnie Izabela Antos - bardzo zaufana osoba Morawieckiego. Niektórzy odczytują to jako przygotowanie do dymisji Dworczyka. Sama Antos nie ma politycznego formatu, by być szefową KPRM - to miejsce dla polityka z jądra PiS (kiedyś nawet przymierzano do niego Krzysztofa Sobolewskiego).

Sam Dworczyk wciąż jest kandydatem do dymisji - w aktualnej rekonstrukcji ocalał, ale na początku przyszłego roku - przy okazji odejścia też wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego - "Misha" może wypaść z rządu. Decyzji, póki co, nie ma.

- Nad Michałem wisi topór. Dużo zależy od tego, co będzie wynikać z wypływających wciąż e-maili. Rzekomych - mówi jeden z rozmówców bliskich Nowogrodzkiej.

Przeciwnicy Morawieckiego (a nawet "ziobryści" pogodzili się z tym, że Morawieckiego nie zdymisjonują) wiedząc jednak, że premier pozostanie na stanowisku, prą ze zdwojoną siłą do dymisji Dworczyka w swoistej wojnie zastępczej.

Morawiecki słaby, ale będzie trwał

Krytyk Morawieckiego: - Premier bardzo słabnie. Gdyby nie nasza krucha sytuacja w Sejmie, to można by próbować go odwołać.

To teraz jednak jest niemal możliwe, a Morawiecki ma realną perspektywę dotrwania do wyborów parlamentarnych w konstytucyjnym terminie - jesienią 2023 r. Powód jest prosty. Zapleczem rządu są 233 "szable" w 460-osobowym Sejmie. Posłem w tej kadencji jest też sam Morawiecki, a szef kancelarii premiera Michał Dworczyk jest jego wiernym żołnierzem, podobnie też Grzegorz Puda czy Olga Semeniuk. Premier ma więc kilku swoich ludzi w Sejmie, którzy, choć by za niego nie umierali, to mogą stawać twardo w obronie. Ponadto próba zmiany szefa rządu wymagałaby poparcia Pawła Kukiza (i dwóch wiernych mu posłów), a ten nie miałby w życiu lepszej okazji, by szantażować PiS-u. Słowem: Morawiecki będzie trwał, a pogodzeni z tym są nawet "ziobryści", choć krytycy premiera chcieliby, by był on nie jak wańka-wstańka, ale marionetka.

W wywiadzie dla "Sieci" prezes PiS dawał zresztą Morawieckiemu gwarancje: - W tej chwili nie widzę żadnej możliwości zmiany rządu, zmiany premiera. Nie widzę też ku temu powodów. Mateusz Morawiecki to człowiek niezwykle sprawny i odporny.

Jedyna alternatywa: Błaszczak

Niemniej prezes PiS od dawna ma straszaka na Morawieckiego - szefa MON Mariusza Błaszczaka. Jeden ze współpracowników Morawieckiego mówi nam, że w PiS-ie jest bieda, jeśli chodzi o konkurencję dla Morawieckiego, a jedynym rakiem na tym bezrybiu faktycznie jest Błaszczak.

Czas zresztą sprzyja temu, aby szef MON się budował. Przekaz PiS na najbliższe miesiące, a może nawet dwa lata do wyborów, to bezpieczeństwo. Nie ceny ziemniaków i kurczaków, ale mur i uszczelnianie granicy z Białorusią. Nacisk na bezpieczeństwo to doskonały sposób na ucieczkę od tematu drożyzny zżerającej oszczędności i windującej koszty życia, ale też wynika z obiektywnych czynników, jak kryzys na wschodniej granicy.

PiS obsadza siebie więc w roli obrońców polskiego terytorium, a opozycję w roli kamratów Putina i Łukaszenki. W momencie odejścia Kaczyńskiego na początku 2022 r. Błaszczak może też awansować na wicepremiera. Kaczyński wyraźnie inwestuje we wzmocnienie pozycji Błaszczaka. Ludzie Morawieckiego to widzą. - Mariusz taki amerykański jest - śmieje się stronnik premiera.

Więcej o: