Co zrobi PiS z projektem całkowitego zakazu aborcji? "Na pewno nie będzie procedowany"

Do Sejmu trafił obywatelski projekt ustawy, wprowadzający drastyczne antyaborcyjne rozwiązania, rodem z Salwadoru, Nikaragui czy Dominikany. Co z projektem zrobi PiS? - Owszem, może się znaleźć dosłownie kilka osób w Sejmie, które byłyby w stanie poprzeć taki projekt, ale to pojedyncze osoby. Zresztą w Polsce również znikoma liczba ludzi byłaby w ogóle gotowa o tym rozmawiać - mówi w rozmowie z Gazeta.pl poseł partii rządzącej.

22 października mija rok od wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, które doprowadziło do niemal całkowitego zakazu aborcji w Polsce. Na Gazeta.pl opisujemy, jak przez ten czas zmienił się krajobraz aborcyjny.

Pod koniec września fundacja Pro - Prawo do życia złożyła w Sejmie ustawę, która zakłada zrównanie aborcji z zabójstwem, karanie kobiet za przerwanie ciąży i wszczynanie dochodzeń w przypadku poronienia. Pod projektem zebrano 130 tys. podpisów. Zdaniem wnioskodawców, mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który niemal całkowicie zakazał aborcji, "dziesiątki tysięcy dzieci giną, matki i ojcowie stają się współuczestnikami zbrodni, a ład moralny w Polsce jest niszczony".

Czytaj także:

Karać kobiety i kontrolować poronienia

Z wyliczeń Aborcyjnego Dream Teamu wynika, że 34 tysiące osób z Polski miało bezpieczną aborcję ze wsparciem Aborcji Bez Granic po wyroku TK. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia podaje, że legalnych terminacji było niewiele ponad 1000. Dlatego radykałowie swoim projektem chcą uderzyć zwłaszcza w stanowiące ogromną większość aborcje farmakologiczne.

Twórcy projektu stwierdzają, że zapisy artykułu 152 k.k., który mówi o przerwaniu ciąży za zgodą kobiety, "powodują, że matka dziecka poczętego nie jest w ogóle traktowana jako sprawca przestępstwa, nawet gdyby zabiła swoje dziecko w najbardziej okrutny sposób". Jak czytamy:

Nie odzwierciedla to stanu faktycznego, w szczególności w przypadkach dokonywania przez kobiety samodzielnie aborcji farmakologicznej. Oznacza to, że Kodeks karny w obecnej postaci nie jest w ogóle przygotowany do walki z przestępczością aborcyjną, która opiera się w ogromnym stopniu na handlu środkami poronnymi i umożliwianiu samodzielnego dokonywania aborcji poza placówkami medycznymi.

Działacze piszą również, że "aborcja nie jest środkiem zaradczym wobec zagrożenia zdrowia lub życia matki dziecka" i ogłaszają, że nie podlegać karze mogłaby osoba w ciąży, która "nie dochowa ostrożności, jakiej wymaga się od osoby w jej stronie", co jednoznacznie wskazuje na poronienia.

Projekt radykałów jest problemem dla PiS

Projekt Fundacji Pro - jak można usłyszeć w szeregach władzy - jest dla PiS tylko problemem. - Na pewno nie będzie procedowany. Ten projekt pewnie będzie skierowany do komisji i tam zamrożony albo szybko odrzucony - mówi jeden z konserwatywnych parlamentarzystów z klubu PiS.

Jak dodaje, już nie będzie awantury wokół antyaborcyjnych projektów. Dlaczego? - Nawet po stronie konserwatystów jest świadomość, że zrobiono wszystko, co jest dziś możliwe i więcej się nie da. Podejmowanie dyskusji na temat zrównywania aborcji z zabójstwem jest dziś niemożliwe. Owszem, może się znaleźć dosłownie kilka osób w Sejmie, które byłyby w stanie poprzeć taki projekt, ale to pojedyncze osoby. Zresztą w Polsce również znikoma liczba ludzi byłaby w ogóle gotowa o tym rozmawiać - mówi poseł PiS.

Więcej tekstów na temat konsekwencji orzeczenia ws. aborcji przeczytasz na Gazeta.pl

Więcej o: