Banaś: Rząd chciałby mieć człowieka, który nie rusza pewnych rzeczy. Stałem się niebezpieczny

- W sprawach zasadniczych, jeżeli chodzi o obowiązki państwowe, które wykonuję - nie mam sobie nic do zarzucenia - stwierdził Marian Banaś. Jak dodał, "stał się niebezpieczny" dla władzy. - Rząd chciałby mieć człowieka, który nie rusza pewnych rzeczy, albo może będzie coś ukrywał, ale to nie ja - tłumaczył.
Zobacz wideo Rzecznik Komisji Europejskiej: Wzywamy polskie władze, by ludzie na granicy mieli zapewnioną pomoc

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" Marian Banaś stwierdził, że Najwyższa Izba Kontroli jest ostatnią niezależną instytucją w państwie. Jak dodał, on sam jako jej prezes "pełni obowiązki zgodnie z ustawą i powołaniem". Zapytany o to, co się wydarzy, jeśli zostanie mu odebrany immunitet, stwierdził, że "immunitetu nie miał też jego poprzednik, a funkcjonował do końca kadencji, więc nie ma to znaczenia". - Ja się immunitetu zrzekać nie będę, bo nie widzę podstaw. Jest jeszcze kwestia mojego braku zaufania do służb i prokuratury, które obecnie są kierowane przez polityków - podkreślił.

"Stałem się niebezpieczny"

Marian Banaś odniósł się również do słów Jarosława Kaczyńskiego, który nazwał go "błędem systemu". - Dziwię się, bo dzięki mojej ciężkiej pracy - w dużym stopniu - Zjednoczona Prawica odniosła sukces. Ustawa, która przyniosła państwu ponad 300 miliardów złotych, była mojego autorstwa, a z samego VAT odzyskano ponad 120 miliardów złotych. Jestem bezpartyjnym państwowcem, który poświęcił się całkowicie sprawom Polski - podkreślił szef NIK. Zaznaczył, że "na parę tygodni przed cyrkiem oskarżeń" Jarosław Kaczyński powiedział do niego: "Panie ministrze, panu to się należy Order Orła Białego, za to co pan zrobił dla PiS i Polski".

Kiedy przyjąłem funkcję prezesa i zacząłem w sposób obiektywny prowadzić kontrole, które pokazują znaczne nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzy - co jest niewygodne dla rządzących - stałem się niebezpieczny. Rząd chciałby mieć człowieka, który nie rusza pewnych rzeczy, albo może będzie coś ukrywał, ale to nie ja

- powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Jak dodał, "nie prowadzi żadnej wojny, to PiS poszło na wojnę z nim". Zaznaczył, że działania służb wobec niego zmierzają do tego, żeby zrezygnował ze stanowiska, a na jego miejsce przyszedł komisarz polityczny, który "prowadziłby kontrole tak, jak tego sobie życzy opcja rządząca".

Szef NIK: Święty nie jestem

Banaś podkreślił też, że Polska jest coraz bardziej zadłużona. - Zadłużenie w ciągu roku jest takie, jak w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Zaczynamy mieć coraz mniejszą kontrolę nad sytuacją gospodarczą i finansową państwa. Stan państwa może niepokoić - stwierdził. Zapowiedział, że NIK wkrótce opublikuje raport ws. "licznych" nieprawidłowości w Ministerstwie Sprawiedliwości. Nie wykluczył również, że zostanie przeprowadzona kontrola ws. afery mailowej.

Szef NIK zapytany o to, czy ma sobie coś do zarzucenia stwierdził, że "święty nie jest". - Ale prawa jednak nie łamałem. W sprawach zasadniczych, jeżeli chodzi o obowiązki państwowe, które wykonuję - nie mam sobie nic do zarzucenia - zaznaczył.

Zdjęcie ilustracyjneIslandia: kobiety jednak nie będą stanowiły większości w parlamencie

Sprawa Mariana Banasia. Czy straci immunitet?

W sierpniu prokurator generalny i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wystąpił do marszałkini Sejmu Elżbiety Witek z wnioskiem o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia. O uchylenie immunitetu prezesowi NIK zawnioskowała Prokuratura Regionalna w Białymstoku. Chce ona postawić Banasiowi kilkanaście zarzutów, w tym podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych.

10 sierpnia posłowie Komisji Regulaminowej przegłosowali to, że zażądają wglądu w akta postępowania w sprawie oświadczeń majątkowych Mariana Banasia.

Olaf ScholzWybory w Niemczech. Oficjalne wyniki: zwycięża SPD

Więcej o: