Czarnek: "Jak przeszkadza wolnym mediom, to niech nie dzwonią". Co dalej z telefonem zaufania dla dzieci?

- Nie słyszałem o tym, żeby egzorcysta obsługiwał telefon zaufania. Rzeczywiście członkiem zarządu tej fundacji [która otrzymała dofinansowanie - red.] jest ksiądz profesor psycholog z KUL, który jest jednocześnie egzorcystą. Jak to przeszkadza tak zwanym wolnym mediom, to niech nie dzwonią - powiedział minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, komentując sprawę dziecięcego telefonu zaufania. O stanowisko w tej sprawie poprosiliśmy Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, która apeluje do ministra zdrowia o ponowne rozpatrzenie swojego wniosku o dofinansowanie.

W ubiegłym tygodniu media obiegła informacja, że Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę nie otrzymała od ministerstwa zdrowia dofinansowania na obsługę dziecięcego telefonu zaufania 116 111, który prowadziła przez ostatnie 13 lat. Jak informowała "Gazeta Wyborcza", część konkursu dotyczącą dziecięcego telefonu zaufania unieważniono (dofinansowanie na telefon zaufania dla dorosłych wygrała fundacja Itaka), choć przeszkodą nie była zbyt niska punktacja, bo FDDS zdobyła w ocenie merytorycznej niemal maksimum punktów (22,5 na 24). Jednocześnie 6 września Ministerstwo Edukacji i Nauki ogłosiło uruchomienie nowej infolinii dla dzieci i rodziców - jej prowadzenie przez najbliższe dwa miesiące zlecono fundacji Auxilium, której - jak ujawniło OKO.Press - przewodzi ksiądz Józef Partyka, który jest także egzorcystą. Na ten cel do końca października Auxilium dostanie 171 tysięcy złotych.

Zobacz wideo Czarnek do Budki: Będzie pan siedział! A Witek? Chwali się "kręgosłupem moralnym"

Czarnek o telefonie zaufania: To niech wolne media nie dzwonią

- Dlaczego nie dofinansowaliście telefonu zaufania? - zapytano ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka, który 16 września był gościem TVP Info

Dofinansowaliśmy telefon zaufania, zrobiliśmy rozpoznanie rynku na dwa miesiące, bo przetarg, który ogłasza Ministerstwo Zdrowia, będzie rozstrzygnięty pod koniec tego miesiąca. Więc byliśmy w obowiązku wybrać ten podmiot, który będzie obsługiwał ten telefon zaufania przez kolejne dwa miesiące. Jedna firma się tylko zgłosiła do obsługi, bardzo dziękujemy tej fundacji, że podjęła się tego dzieła i świetnie obsługuje telefon zaufania

- powiedział Czarnek, a na uwagę, że "tamten telefon zaufania działa od 13 lat", odparł: "ale tamten nie chciał dalej działać, natomiast ten, który działa dzisiaj, jest rzeczywiście z wielkim doświadczeniem, ze wspaniałymi ekspertami, którzy udzielają świetnych porad dzieci i młodzieży". Z kolei w oświadczeniu Ministerstwa Zdrowia w tej sprawie czytamy: "To bardzo ważne, aby infolinia działała także w tym roku szkolnym i takie było nasze założenie. Dotychczasowy usługodawca infolinii nie był zainteresowany realizacją zadania".

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę o słowach Czarnka: Nikt się z nami nie kontaktował

Z czego może wynikać narracja o "braku chęci" prowadzenia infolinii? O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Renatę Szredzińską, członkinię zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Wydaje się, że minister Czarnek pomylił nas z inną fundacją, która wcześniej prowadziła telefon dla dzieci na zlecenie MEiN (Fundacja Itaka). Tamten telefon zakończył działanie, o ile nam wiadomo, w kwietniu br., po kilkunastu miesiącach, bo na taki okres był rozpisany projekt MEiN. Nie wiemy jednak, czy MEiN kontaktował się z organizacją, która ten numer prowadziła ani jaki był efekty ewentualnych rozmów. Z całą pewnością z nami - jako organizacją od 13-lat prowadzącą telefon zaufania dla dzieci i młodzieży 116111 - nikt z MEiN ani innego resortu się nie kontaktował

- tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl. Jak dodaje, w konkursie Ministerstwa Zdrowia Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę zaproponowała dofinansowanie istniejących linii, a nie tych, które dopiero miałyby powstać. 

To jest to z naszej perspektywy racjonalne rozwiązanie: nie trzeba ponosić wysokich kosztów promocji, bo telefon 116111 jest rozpoznawalny i dzieci mu ufają; wypromowanie nowej linii, zdobycie zaufania dzieci i młodzieży wymaga czasu i środków, a my ten czas moglibyśmy od razu poświęcić na pomoc.
Nie trzeba też wypracowywać nowych procedur i porozumień, na działanie 116111 są podpisane porozumienia m.in. z policją co do szybkiej ścieżki interwencji, gdy zagrożone jest zdrowie lub życie dziecka.
Powierzenie prowadzenia nowego numeru nowej organizacji to również czas i koszty na zakup i wdrożenie infrastruktury i przygotowanie zespołu. My to już mamy

- tłumaczy. - Nie mamy nadal oficjalnej odpowiedzi, czekamy na nią. Nie wiemy więc, jakie były prawdziwe powody unieważnienia tej części konkursu. Nam żadnych w korespondencji, którą dostaliśmy od Ministerstwa Zdrowia, nie podano - dodaje.

Od ubiegłego roku Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę korzystała z częściowego dofinansowania z MSWiA (wówczas resort przywrócił konkursy dot. finansowania telefonów wsparcia) - pozwalało ono jednak na pokrycie tylko kilku procent kosztów.

Wcześniej takie konkursy były organizowane, ale od 2015 r. do roku 2019 r. włącznie nastąpiła przerwa. W 2020 r. i w tym roku udało nam się wygrać w procedurze konkursowej MSWiA. Jednak budżet dostępny w konkursie MSWiA to jedynie 130 000 zł rocznie. Przy obecnym działaniu (5 stanowisk konsultanckich w dni powszednie, 3 w weekendy, święta i noce), roczny koszt utrzymania telefonu to ponad 2,5 miliona zł. Czyli dotacja z MSWiA stanowi jedynie ok. 5 proc. budżetu

- mówi rozmówczyni Gazeta.pl.

"Jesteśmy zdeterminowani, by utrzymać działanie telefonu"

Jak dodaje, właśnie dlatego Fundacja ubiegała się o dofinansowanie z konkursu ogłoszonego przez Ministerstwo Zdrowia - jego wygranie pozwoliłoby na pozyskanie 2 mln zł rocznie przyznawanych przez pięć lat. A dzieci potrzebujących pomocy w czasie pandemii przybyło.

Konkurs Ministerstwa Zdrowia wreszcie przewidywał realne środki na utrzymanie całodobowej linii, operującej na kilku kanałach. I to w perspektywie 5 lat, co pozwalałoby na dużą stabilizację i rozwój (konkursy MSWiA są organizowane co roku i de facto zapewniają częściowe finansowanie od maja do grudnia). Obecnie pozostałą kwotę (95 procent budżetu działania telefonu) zdobywamy od prywatnych darczyńców: osób indywidualnych, prywatnych Fundacji, biznesu, którym za to wsparcie jesteśmy ogromnie wdzięczni

- wskazuje.Renata Szredzińska zaznacza też, że fundacja, wnioskując o dofinansowanie, przedstawiła ministerstwu plan przyszłego działania i poinformowała, że po pozyskaniu dodatkowych środków finansowych chciałaby m.in. zwiększyć liczbę stanowisk działających jednocześnie, dodać nowy kanał komunikacji z dziećmi - czat (nie wszystkie potrzebujące dzieci decydują się na zadzwonienie, niektórym łatwiej jest wysłać wiadomość). Proponowano też przeprowadzenie ogólnopolskiej kampanii nt. dbania o zdrowie psychiczne i wydłużenie działania telefonu dla rodziców (800100100 - teraz działa tylko 3 h w dni powszednie). - Tych działań nie zrealizujemy w najbliższym czasie, bo priorytetem będzie dla nas utrzymanie obsługi telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116111 całą dobę przy obecnej obsadzie stanowisk - mówi.

Jakie kroki chce podjąć fundacja i co dalej z prowadzonym przez nią telefonem zaufania? 

Złożyliśmy we wtorek oficjalnie odwołanie od decyzji Ministra Zdrowia i czekamy na odpowiedź. Jednocześnie zbieramy podpisy pod petycją, w środę chcemy skierować kolejne pismo do MZ powołując się też na siłę wsparcia społecznego li liczbę podpisów pod petycją
W przypadku, gdy decyzja będzie nadal odmowna, jesteśmy zdeterminowani, by utrzymać działanie telefonu w dotychczasowej formule 24/7. To nasze zobowiązanie wobec dzieci, nie możemy ich zawieść. Ale znowu będziemy musieli szukać sponsorów, prosić obywateli o wyręczenie rządu. Będziemy szukać środków, by utrzymać status quo, nie będziemy mogli teraz myśleć o rozwoju linii

- podkreśla Renata Szredzińska.

Petycję do ministra zdrowia w sprawie ponownego rozpatrzenia konkursu może podpisać każdy - jest dostępna pod TYM adresem. Podpisy złożyło już ponad 31 tysięcy osób.

Więcej o: